Główna :  O nas :  Impressum :  Literatura  :  Dla autorów :  Archiwum :  Publikacje :  Kontakt :  turystykakulturowa.ORG

 

Data wydania maj 2015, redaktor prowadzący numeru: Piotr Kociszewski

Numer 5/2015 (maj 2015)

 

Itinerarium

 

Michał Jarnecki 

W krainie bratanków

Część 1. Budapeszt i okolice
Chyba wśród Polaków nie trzeba przekonywać, że ojczyzna naszych węgierskich "bratanków", warta jest wizyty, pomimo iż burze dziejowe, podobnie jak Polskę, poważnie ją uszczupliły. Co prawda nie we wszystkim się zgadzamy, choćby w ocenie sytuacji międzynarodowej - ostatnimi czasy zwłaszcza, wyczuwa się jednak obopólną sympatię i bogate dziedzictwo przeszłości. Wizytę u naszych bratanków, ostatnimi czasy nieco chyba oddalonych, należy oczywiście rozpocząć od stołecznego Budapesztu, jednego z najładniejszych miast Europy, a zarazem dogodnego węzła komunikacyjnego. Rzadko da się je ominąć i chyba tak naprawdę nie trzeba oraz nie powinno się…

Budapeszt
Może by tak zacząć nietypowo, od Aquincum, czyli śladów rzymskiej obecności nad środkowym Dunajem pomiędzy II a V w. n.e. Zapomniane i opuszczone szczątki antycznego miasta odkrył w 1882 r. Bálint Kuzsinszky. Po kilku latach wytężonej pracy udało się odsłonić spod ziemi znaczący fragment ruin. Oczom zebranych na miejscu archeologów powoli ukazywały się kolejne budynki, a następnie - całe systemy kompletnych ulic. Odnalezione przedmioty przekazywano najpierw do Muzeum Narodowego, a później do specjalnie ufundowanego w tym celu Muzeum Aquincum. Aż do końca I wojny światowej szczególny nacisk położony był na odsłonięcie pozostałości po mieście cywilnym otaczającym część wojskową osady, natomiast na czas działań wojennych prace wykopaliskowe zostały praktycznie zawieszono. Okres międzywojenny rozpoczął tzw. drugą epokę Muzeum Aquincum i związany jest z nazwiskiem Lajosa Nagya, który dołączył do wspomnianego Kuzsinsky'ego, a następnie przejął od niego kierownictwo robót. Swoją uwagę zwrócił on ku zaniedbanemu do tej pory obozowi warownemu, dzięki czemu udało się dokonać kolejnych znaczących historycznie odkryć: odsłonięto łaźnie publiczne, szczątki kaplicy pierwszych chrześcijan, Contra-Aquincum (po drugiej stronie Dunaju, w Peszcie), amfiteatr wojskowy oraz rzymskie zabudowania na wzgórzu Csúcs, jak również fragmenty zabudowań celtyckich na obszarze dzielnicy Tabán w pobliżu góry Gellérta. Dziś większość z nich udostępniona jest zwiedzającym, przenosząc turystów w czasie o blisko dwa tysiąclecia wstecz.
Na wyższym prawym brzegu Dunaju rozłożona jest Buda, gdzie wznosił się królewski zamek zniszczony podczas wojen z Turkami i ich okupacji. Po wyrzuceniu ich przez Habsburgów pod koniec XVII w. - zapoczątkowany kres osmańskich rządów nastąpił kilka lat po wiktorii wiedeńskiej i przypieczętowany został pokojem karłowickim, zwycięska Austria postawiła tam monumentalne barokowe budowle. Uległy one poważnym uszkodzeniom podczas walk w 1945 r., ale zostały zrekonstruowane. Mieszczą obecnie kompleks muzeów i galerii. Na wzgórzu zamkowym - Városhegy znajduje się też kilkanaście średniowiecznych konstrukcji. Najbardziej jednak rozpoznawalnymi są inne, znacznie młodsze budowle. To kościół św. Macieja zbudowany w XIX wieku w modnym neogotyckim wówczas stylu, na miejscu ruin pozostałych po walkach turecko-habsburskich. Budowla jest delikatna, subtelna, zachwyca elegancją i aż trudno uwierzyć, że nie pochodzi ze średniowiecza (pierwsza - oryginalna powstała w XIII w.). Autorem projektu i wykonawcą był uzdolniony architekt Frigyes Schulek, madziarski Violet de Duc. Przed świątynią wznosi się pomnik króla św. Stefana Wielkiego (powiedzmy sobie szczerze, że dzisiaj byśmy go raczej sądzili za metody chrystianizacji). Na skarpie Városhegy znajduje się sławna Baszta Rybacka (Halászbasta) z siedmioma wieżyczkami symbolizujący siedem madziarskich plemion, które zawędrowały na Nizinę Panońską. Niestety, panuje tutaj komercja i obecnie wstęp na nią jest płatny. Widok z niej przedni na miasto, zwłaszcza lewobrzeżny Peszt.
Po budzińskiej stronie stoi obok łaźni Kiraly, pomnik bohatera dwóch narodów - gen. Józefa Bema. To tutaj, od manifestacji u stóp monumentu, rozpoczął się bunt przeciwko komunistycznym rządom i antysowieckie powstanie w październiku 1956 roku.
Nad Budą dominuje wzniesienie zwane Górą Gelerta z potężnym pomnikiem Wolności. Paradoksalnie zaczął powstawać w latach ostatniej wojny, gdy rządzący wówczas adm. Horthy chciał uczcić poległego na froncie wschodnim syna, ale elastyczny artysta - projektant (Zsigmunt Kisfaludi-Strobl), po zakończeniu konfliktu i zmianie ustroju, dedykował go sowieckim żołnierzom. Na wzgórzu powstała po Wiośnie Ludów Cytadela, która odegrała poważną rolę także w obronie stolicy na przełomie lat 1944/1945, gdy kilka miesięcy zatrzymano na Dunaju Armię Czerwoną.
Walorem dodatkowym tej części miasta są liczne kąpieliska wykorzystujące złoża wód termalnych zalegających pod miastem. Zwrócili na nie uwagę Turcy gospodarzący tutaj ponad 150 lat (XVI-XVII stulecie). Z ich czasów pochodzą najstarsze, jak np. Kiraly z charakterystycznymi kopułkami hammamu i podobnym wnętrzem, co dodaje miastu lekko orientalny posmak. Także osmański rodowód posiada kąpielisko Rudas, głównie odwiedzane przez panów. Najsławniejsze są jednak łaźnie i baseny Gellerta. Posiadają nawet secesyjne pomieszczenia łazienne, a także basen wewnętrzny otoczony kolumnadą oraz odkryty ze sztuczną falą. Zespół basenów kryje się też na Wyspie Małgorzaty. Przez Dunaj przerzuconych zostało kilka mostów, z których najefektowniejsze i zarazem użyteczne (ścisłe centrum) są - legendarny wręcz Łańcuchowy, zwany też mostem Szechenýego (nazwisko fundatora) oraz Erszebet czyli Elżbiety. Ten pierwszy prowadzi do kąpieliska i podnóża Wzgórza Gellerta.
Warto też pamiętać, iż węgierska stolica, jak ją obecnie znamy, jest faktycznie związkiem trzech oddzielnych, acz sąsiadujących ze sobą miast: Budy, Pesztu i Obudy, połączonych oficjalnie ze sobą w 1898 r. w jeden konglomerat miejski. Zbiegło się to nie przypadkowo, z uroczyście obchodzoną rocznicą 1000-lecia państwa węgierskiego (powiedzmy szczerze lekko naciąganą - patrz tabelka). Miasto wówczas stanowiło drugą stolicę naddunajskiej monarchii, Austro-Węgier, od czasu ugody z lat 1866-1867. Obchody, których kulminacja przypadła na rok 1896, stały się okazją do przyozdobienia centrum i jego najbliższych okolic, kilkoma reprezentacyjnymi budowlami. W tej grupie znalazły się tak okazałe, monumentalne konstrukcje, jak katedra św. Stefana, pomnik Bohaterów i 1000-lecia państwa, zespół rekreacyjny Varosliget z fantazyjnym zamkiem Vajadahunyad oraz ikoną miasta, czyli neogotyckim gmachem parlamentu, kto wie czy nie najładniejszym na kontynencie.

Parlament wzorowany na brytyjskim, wznoszony był w latach 1885-1896 r., z potężną kopułą liczy sobie 268 m długości, a jego wysokość wynosi nieprzypadkowo 96 m co przypomina uważaną za oficjalny początek dziejów państwa rok 896 rok (faktycznie Madziarzy przełamali wówczas łuk Karpat, przez kilka lat tocząc śmiertelne zmagania z Wielkimi Morawami). Imponujące przepychem wnętrza można zwiedzać tylko z przewodnikiem. Warta zobaczenia i wystarania się specjalnej przepustki, jest też biblioteka z intrygującą neogotycką, przypominającą styl tudorowski, czytelnią.

Monumentalna katedra z neogotycką fasadą kryje w sobie relikwię św. Stefana, pierwszego króla i chrystianizatora państwa. Mały horror! To jego, powiedzmy otwarcie - zasuszona prawa monarsza dłoń - Istvan jobb, wystawiana w jednej z kaplic, podświetlana po wrzuceniu odpowiedniej ilości monet. Z kolei budapesztański "underground" (metro), czy jak kto woli "tube", jest drugą taką konstrukcją po londyńskim na globie! Warto zwrócić uwagę zwłaszcza na stację Franc Deak Ter.
Spacerując po mieście nie sposób ominąć szerokich okrążających łukiem ścisłe centrum, tzw. Bulvaros, a także sławetnej swego czasu ulicy Vaci - w sporej części deptaku, która w dobie socjalizmu pełniła rolę namiastki Champes de Elisee, z ekskluzywnymi sklepami. Dla Polaków średniej i starszej generacji jeżdżących w siermiężnych latach osiemdziesiątych nad Dunaj w celach często handlowych, była to jakaś namiastka eleganckiego, lepszego świata. Względny dobrobyt, bratankowie zawdzięczali odważniejszym niż w innych państwach bloku, reformom gospodarczym (tzw. "gulaszowy socjalizm"). Dzisiaj raczej mało kogo oferta tej ulicy powali, ale też wiele się u nas przecież zmieniło.
"Gdzieś tam" nieopodal wznosi się największa środkowoeuropejska synagoga, kilka lat temu po pieczołowitych pracach renowacyjnych oddana dla nielicznych już wiernych i zwiedzających. Ta budowla w modnym wówczas wśród wyznawców Mojżesza stylu mauretańskim przeznaczona jest dla 3000 wiernych.
Wreszcie warto i należy, jeśli mamy chwilę wolną, a rzeczy ważniejsze już za sobą, powłóczyć się po kompleksie Városliget. Osobliwe konstrukcje i ludyczna atmosfera dawnego, z myszką "parku rozrywki" pozwalają odpocząć od zgiełku wielkiego miasta. Na jego skraju znajduje się być może niekoniecznie najlepsze w swojej kategorii muzeum transportu, którego niektóre eksponaty są rozmieszone na zewnątrz, a nawet na dachu budynku. Ostatecznie nie jest standardem sytuacja, samolotu alt modisch i podobnej lokomotywy na szczycie gmachu. Choćby z tego względu rzućmy na to okiem.

Okolice Budapesztu
W pobliżu stołecznego grodu, zwłaszcza na północ od niej, w dół biegu Dunaju, leży kilka niezwykle intersujących punktów wartych odwiedzin. Najbardziej znanym i łatwym celem jest Szentendre czyli sklepików z pamiątkami wypełnia często tasiemcowa tandeta i chałtura, ale nadal czy w nich czy galeriach coś wartościowego da się znaleźć. Barokowe miasteczko położone na stoku pasma wzgórz Pilis jest urokliwe i zwyczajnie warto się po nim powłóczyć, czasem najwyżej zatrzymując się na kawę, herbatę, piwo czy bardziej wyrafinowany drink, trzymając się za kieszeń, ponieważ zakradła tutaj się jadowita żmija komercji. Jednym z hitów jest cerkiew, która w XVII stuleciu była centrum kulturalno-politycznym serbskich uchodźców, emigrujących na pogranicze z racji tureckich represji.

Visehrad
To miasteczko rozłożone u stóp skał i wzniesień łańcucha wzgórz Pilis, opadających tutaj ostro ku płynącemu leniwie Dunajowi, było w średniowieczu siedzibą węgierskich królów, szczególnie z dynastii Andegawenów. Złoty wiek Visehradu przypadał na stulecie czternaste oraz panowanie Macieja Korwina z drugiej połowy piętnastego. Zwycięscy w XVI w. Turcy i tutaj dokonali dewastacji, ale nadal zachwycają pozostałości sali tronowej z bogatą ornamentyką rzeźbiarską. Na szczycie dominującego nad ruinami wzgórza wznosi się wieża Salomona upamiętniająca władcę z XI wieku. Na górę prowadzi mozolna wędrówka krętą, stromą ścieżką i krętymi schodami, ale nagrodą będzie widok. Jeszcze znakomitsza panorama okolic, w tym i drugą stronę Dunaju - w tym wzgórza Börzsöny i miasteczko Nagymaros, rozpościera się z cytadeli znajdującej się za basztą Salomona. Niegdyś kryła klejnoty koronne węgierskich monarchów. Dzisiaj jest tam wystawa z fotografiami i tablicami ilustrującymi historię budowli oraz budząca nie tylko lekki dreszczyk emocji, ekspozycja narzędzi tortur. Dla nas Visehrad będzie kojarzył się, nie bez kozery, z tzw. Grupą Wyszehradzką, czwórki środkowoeuropejskich państw, co stanowi upamiętnienie dwóch spotkań króla Kazimierza Wielkiego z jego węgierskim i czeskim odpowiednikami: Karolem Robertem i Janem Luksemburskim w 1335 i 1339 r.
Po drugiej stronie Dunaju leży urokliwe Nagyamros, z którego rozpościera się kapitalny widok na Visehrad, a także miasto Vac, znane z buntu więźniów w sławetnym październiku 1956 r., podczas ogólnonarodowego powstania przeciwko komunistycznej dyktaturze.

Estergom - Esztergom - Ostrzyhom
To niewielkie, acz naładowane bagażem historii miasto, porównać można do rodzimego Gniezna, jeśli za kryterium uznamy rolę odgrywaną w narodowym dziedzictwie Madziarów. To tutaj prawdopodobnie dokonał się chrzest (przełom X i XI wieku) Istvana - Stefana, który potem narzucił nową wiarę swoim poddanym i społeczności dunajskiego basenu. Tutaj też znalazł swoją siedzibę pierwszy biskup, a potem węgierscy prymasi, ponieważ Estergom stał się kościelną metropolią. W XVI w. wznoszącą się na wzgórzu katedrę zdewastowali Turcy, ale w XIX w. została odbudowana z imponującym rozmachem, w neoklasycystycznym stylu. Można wejść na dach świątyni, skąd rozpościera się panorama nie tylko na miasto, ale i położone po drugiej stronie płynącego Dunaju, słowackie Šturovo, z madziarska zwane Parkaný. Niegdyś przed pokojem w Grand Trianon (1920) oznaczającym rozbiór Węgier, Parkaný stanowiły zadunajskie przemieście Ostrzyhomia-Esztergomu. Swego czasu Jan Sobieski trzy tygodnie po Victorii wiedeńskiej ponownie pobił tutaj Turków (1683). Tutejsze zaś muzeum sztuki kościelnej nie rzuca na kolana swoją ekspozycją i polecić je można tylko szczególnie zainteresowanym barokiem. No cóż, nie wszędzie mogą znajdować się arcydzieła.

Pilicsaba
To maleńkie, średnio ciekawe miasteczko, kryje w sobie jeden z bardziej udanych zespołów architektury współczesnej na Węgrzech. W byłej bazie sowieckiej, oddanej w ramach rewindykacji po upadku komunizmu kościołowi, powstał uniwersytet katolicki - Peter Pazamaný, o szerokim wachlarzu kierunków, z niezwykle silną humanistyką, w tym i filologią polską. Gmachy projektował oryginalny architekt, niekiedy przyrównywany do Gaudiego, ze względu na indywidualizm i wizjonerstwo, Imre Makovecz. Wybija się szczególnie główny budynek rektoratu z aulą oraz intrygującą klatką schodową, gdzie artysta unika prostych linii.
Miejscowość, jak i pobliskie Pomáz, Dobokögö oraz Dömös są dobrymi bazami wypadowymi do penetracji urokliwych i lesistych wzgórz Pilis i podziwiania ich nieznanych u nas zupełnie uroków, w tym zaskakujących przepaści i jaskiń.

 

Nasi Partnerzy

 

Copyright ©  Turystyka Kulturowa 2008-2018


Ta strona internetowa używa pliki cookies w celu dostosowania serwisu do potrzeb użytkowników i w celach statystycznych. W przeglądarce internetowej można zmienić ustawienia dotyczące cookies. Brak zmiany tych ustawień oznacza akceptację dla cookies stosowanych przez nasz serwis.
Zamknij