Główna :  O nas :  Impressum :  Literatura  :  Dla autorów :  Archiwum :  Publikacje :  Kontakt :  turystykakulturowa.ORG

 

Data wydania 29 lipca 2010, redaktor prowadzący numeru: Karolina Buczkowska

Numer 8/2010 (sierpien 2010)

 

Itinerarium

 
 


POD SŁONECZNYM NIEBEM TOSKANII
Michał Jarnecki

Stanąłem przed nie lada wyzwaniem. Czy można napisać cokolwiek oryginalnego o Toskanii, najczęściej i najsolidniej opisywanym i opiewanym regionie Italii? Zacznijmy tradycyjnie, od magicznej Florencji (Firenze), powszechnie uchodzącej za ikonę renesansu oraz skarbnicę dzieł sztuki z najwyższej półki. 
FIRENZE…
Być może zwiedzanie miasta należałoby rozpocząć od spojrzenia na nie z góry, co pozwala ocenić najpełniej jego urodę i daje niejako wstępną orientację. Najpiękniejsza, klasyczna już panorama miasta rozpościera się z Placu Michała Anioła na południowym brzegu Arno. Firenze prezentuje się także pięknie z drugiej strony, z pewnej już oddali, ze wzgórz Settinignano, około 7 km od centrum. Z obu miejsc cudownie wygląda ikona miasta, a zarazem renesansu – katedra Santa Maria del Fiore ze sławną kopułą Bruneleschiego. Uchodzi ona za pierwsze dzieło w tym właśnie stylu, choć powstawała – na przełomie XIV i XV wieku, gdy średniowiecze w poczciwej Europie, jeszcze się miało całkiem dobrze. Majestatyczna, kolorowa fasada została ukończona dopiero w XIX stuleciu. Rozmiary katedry najlepiej dostrzega się z dwóch punktów. Pierwszym jest galeria wokół kopuły Bruneleschiego, zarówno w środku i na zewnątrz świątyni. Drugim jest 85 metrowa dzwonnica/campanilla z XIV stulecia, z dekoracjami z następnych dziesięcioleci. Ogląd placu katedralnego (Piazza del Duomo) należałoby wzmocnić rzuceniem oka na baptysterium z przełomu XIV i XV wieku, ze sławnymi drzwiami Lorenzo Ghibertiego, tzw. Rajskie Wrota, uchodzące za pierwsze renesansowe dzieło rzeźbiarskie. Tak naprawdę to kopie, a oryginały znajdują się w katedralnym muzeum, ale i tak warte są obejrzenia.
Niewątpliwie, nie można ominąć jednej z najbogatszych kolekcji sztuki na świecie, czyli Galerii de la Uffizzi. Znajdziemy tam dzieła malarstwa mistrzów tej miary, jak Filippo Lippi, Sandro Botticelli, Tycjan, Giotto, Leonardo da Vinci, Michał Anioł, Albrecht Dürer czy Lucas Cranach. Nieopodal brzegi Arno spaja sławetny Most Złotników – Ponte Vecchio. Idąc do Uffizzi mijamy Pizza de la Signoria z masywną bryłą ratusza – Palazzo Vecchio z potężną wieżą. Wnętrza kryją piękne freski i tapiserie. Kilkaset lat temu jedną z sal pokrył freskami o batalistycznej tematyce sam Leonardo, ale wskutek eksperymentowania przez mistrza z gruntem pod dzieło, obraz się rozpłynął. Także nie udało się dokonać tego Michałowi Aniołowi. Obok ratusza znajduje się loggia z rzeźbami lub częściej kopiami, artystów florenckich, tej miary jak choćby Michał Anioł czy Verrocchio.
Nie wypada nie wejść do bazyliki Santa Croce, która przez setki lat stanowiła nekropolię wybitnych Florentczyków, jak Michelangelo, Vasari, czy Machiavelli. Wielkim nieobecnym jest Dante, którego zadumany posąg przypomina, że musiał uciekać ze swej ojczyzny.
Kilka arcydzieł renesansu dłuta Michelangelo, kryje kaplica grobowa Medyceuszy, rodu władającego w późnym średniowieczu, niemałym kawałkiem Italii. Przylega do fundowanego przez Medyceuszy kościoła San Lorenzo o surowej fasadzie. Imię patrona świątyni nosił jeden z najwybitniejszych przedstawicieli tego właśnie rodu Wawrzyniec Wspaniały, za którego rządów (druga połowa XV w.), Florencja była u szczytu znaczenia i potęgi… Kościół przylega do zabudowań klasztoru, gdzie Medyceusze ufundowali bibliotekę, projektu samego Michała Anioła, która była jedną z ostatnich jego realizacji. Zachwycają szczególnie schody.
Innym miejscem, które opuścić nie sposób, będąc we Florencji to Galeria Della Akademia, której najsławniejszym eksponatem jest najprzystojniejszy mężczyzna wszechczasów, Dawid dłuta Michelangelo… Można przeboleć te 10 euro (cena podobna jak w Uffizzi). W sąsiedniej sali znajduje się kilkadziesiąt rzeźb lub ich gipsowych modeli autorstwa głównie florenckich artystów, przeważnie z XVIII i XIX wieku. Wśród nich jest kilka projektów nekropolii przeznaczonych dla polskich arystokratycznych emigrantów czy wędrowców, którzy miasto nad rzeką Arno cenili i odwiedzali.
Miłośnicy rzeźby powinni nawiedzić muzeum Bargello. Są tam liczne dzieła Donatella, Celliniego, Verrocchia, Bruneleschiego i wczesne samego Michała Anioła. Interesujący jest kościół Santa Maria Novella z dziełami Donatella, Giotta, Ghirlandaia, Massaccia i Lippiego, położony naprzeciw głównego dworca kolejowego.
Niezależnie od tego swoistego florenckiego „Top-twenty”, warto po prostu zwyczajnie się powłóczyć po ulicach i zaułkach Firenze. Nieraz staniemy przed fasadą kamienicy, która może nas zachwycić, czy wejdziemy na jakiś pałac, jak choćby Medici Ricardi lub kolejne muzeum. Przechodząc na drugi brzeg Arno, możemy, o ile sił nam wystarczy, wejść do zespołu muzealnego w Palazzo Pitti, a przy okazji zerknąć do Ogrodów Boboli i pałacyku Belvedere. Powyżej Placu Michała Anioła warto byłoby wspiąć się po schodach do uroczego średniowiecznego kościółka San Miniato. Dysponując czasem i pewnymi zasobami, możemy wreszcie wieczorem zasiąść w jednej z licznych kawiarni czy restauracji w szeroko rozumianym centrum, odpocząć i zwyczajnie się poprzyglądać, jak też życie płynie.
…I CAŁA TA „RESZTA”
No właśnie, bez tej całej reszty Toskania, nie byłaby najpiękniejszym regionem Włoch. Brylantami bardziej powszechnie znanymi, są Piza, Siena, Lukka czy Arezzo. Tej pierwszej nie należy specjalnie przedstawiać. Piazza dei Miracoli (Cudów) broni się sam. Oprócz sławnej krzywej wieży, zobaczymy też wspaniałą średniowieczną katedrę i misterne baptysterium, a także stary cmentarz, zwany Campo Santo. 

Nie wszyscy może wiedzą, iż krzywizna wieży wzięła się z błędu konstruktorów i budowniczych, którzy wybrali zbyt miękkie podłoże. Budowla zaczęła się odchylać, jeszcze podczas robót rozpoczętych od 2 połowy XII w. Po dwustuletniej przerwie prace wznowiono, a odchył 85 – metrowej konstrukcji, jeszcze bardziej się pogłębił, od pionu odstając o ponad 5 metrów. Z czasem znaną konstrukcję należało dla bezpieczeństwa zamknąć. Dopiero ostania z prób zatrzymania odchyłu udała się kosztem 12 lat i ponad 30 mln dolarów. 

Siena to urocze, rozłożone na kilku wzgórzach miasto, gdzie odbywają się na trójkątnym, oryginalnym rynku, zwanym Campo, w lipcu i sierpniu, sławne wyścigi konne, czyli palio. Zawodników wystawiają contrady, czyli coś w rodzaju reprezentacji dzielnicy i klubu towarzyskiego. Zwycięzcy otoczeni są prestiżem, a triumf przez kilka tygodni w weekendy jest celebrowany przez członków contrady, ku uciesze turystów. Siena posiada również uroczą gotycką katedrę z niesamowitą fasadą oraz kościół, w którym złożone zostały prochy św. Katarzyny. Przy wejściu straszy wystawiona czaszka świętej…
Niewielka Lukka ma również coś do zaoferowania. Przez kilka stuleci była niezależnym księstwem, stąd Palazzo Ducale i jak to w Italii bywa, katedra, są hitami miasta. W przeciwieństwie, do Florencji, Pizy czy Sieny, nie ma tutaj tłumów.
Arezzo słynie z kolei z fantastycznych fresków autorstwa Piera della Francesca w lokalnej katedrze. Aby przyjrzeć się im się bliżej trzeba „wybulić” 8 euro...
Toskania to jednak przede wszystkim cudowne niewielkie miasteczka i wspaniałe, najlepsze chyba w Italii pejzaże.
Urok Toskanii odczujemy najpełniej zbaczając z szeroko rozumianych głównych szlaków, szczególnie autostrady A 1 i dróg szybkiego ruchu N 1 czy N 2. 
Największą z pereł jeśli nie małym diamentem, będzie miasteczko San Giminiano, nieopodal Sieny. Słynie z kilkunastu, dokładnie 14 wież, widocznych doskonale z oddali, wzniesionych w średniowieczu przez skłócone i wygłodzone prestiżu rycerskie rody. Walory obronne mieszały się z chęcią rozgłosu. Było ich niegdyś aż 72. Miasteczko okalają świetnie zachowane mury. Oprócz wież, warto zajrzeć do środka lokalnej kolegiaty, której ściany pokrywają zapierające dech freski Ghirlandaia i Gozzoliego. Spod pędzla tego ostatniego wyszły sceny, bardzo naturalistyczne, Sądu Ostatecznego. Robią wrażenie! Zazwyczaj do południa jest tutaj zgiełk i tłum kilkugodzinnych wycieczkowiczów, przybywających ze Sieny czy Florencji, ale potem robi się spokojnie, zaś wieczorem nawet lekko mistycznie.

Z San Giminiano wywodził się znany z naszej historii wychowawca dzieci Kazimierza Jagiellończyka, Filip Kallimach, czyli Filippo Buonacorsi.

Piękna jest Cortona, z wijącymi się zaułkami, wypełnionymi sędziwymi gmachami jak 
i Pistoia. Ale to wcale nie koniec. Z urokliwych toskańskich miasteczek należałoby wymienić pełną alabastrowych wyrobów Volterrę, pamiętającą jeszcze czasy Imperium Romanum, Montepulciano słynące poniekąd winami oraz maleńką Pienzę. Ta ostania, podobnie jak San Giminiano (nie mówiąc o Sienie, Pizie i Florencji), znalazła się na liście światowego dziedzictwa UNESCO. Na niewielkiej przestrzeni, na szczycie stromo opadającego wzgórza zachowało się nienaruszone średniowieczne miasteczko z kilkoma imponującymi budowlami, katedrą oraz pałacem, zwanym popularnie papieskim, z racji, że służył dwóm XV-wiecznym papieżom z rodu Piccolominich jako letnia rezydencja.

Ciekawostką jest, że plenery Pienzy wybrał dla kręcenia swojego sztandarowego dzieła, „Romeo i Julia” reżyser Franco Zeffirelli, twórca innego słynnego filmu: „Jezus z Nazaretu”.

Na koniec zostawiam rodzynek w cieście, perłę błyszczącą najpełniejszym światłem, krainę Chianti. To mikroregion rozpościerający się pomiędzy Sieną a Florencją, na wschód od drogi krajowej N2. To właśnie tutaj powstają najlepsze w Italii wina, a pejzaże wzgórz pokryte winnicami, piniowymi zagajnikami i tujami, wśród których wyrastają stylowe wille czy pałace, są często wizerunkiem Włoch. Lokalna społeczność połączona w grupę wytwórców dba o jakość trunku, którego produkty oznaczone są czarnym kogutem, nosząc nazwę „Chianti classico”. Każda miejscowość, żeby sprawa była jasna dla postronnych, ma dodatek „el Chianti”. Jeżdżąc ze szwagrem Krzysztofem, najlepsze wrażenia wynieśliśmy z miasteczka Castellina. Nie tylko, że poczęstowano nas świetnymi trunkami, ale też zjedliśmy najsmaczniejszy i najtańszy w Toskanii obiad, z wieloma przystawkami, nie wliczonymi w cenę, płacąc tylko niecałe 10 euro od osoby. Dysponując samochodem, tutaj niemal niezbędnym – komunikacja publiczna jest uboga i słaba zwłaszcza w weekendowe dni – odwiedziliśmy również Greve, Raddę i Gaiole. Ta druga zrobiła na nas także duże wrażenie. Greve uchodzi z kolei za nieoficjalną stolicę mikroregionu.
Do Toskanii da się dojechać na różne sposoby. Od własnego samochodu, poprzez autobusy i pociągi (tutaj konieczna przesiadka w Wiedniu), a na upartego i samolotem, ale nie wiem czy to opłacalne. Noclegi nie należą do tanich, chyba że decydujemy się na hostele, wtedy jest szansa zapłacić coś koło 20 euro, licząc się z wyborem dormitorium (sala kilku a może i kilkunastoosobowa). Poza tym pokój dwuosobowy w hotelu kosztuje koło 60-70 euro. Posiłki jednodaniowe można dostać od 6-7 euro.

Z Toskanii wywodzi się prawdopodobnie piłka… nożna. Jej poprzedniczka, polegająca na kopaniu skórzanej piłki czy kuli, zwała się calzio; wzmianki o niej pochodzą z 1555 r., a zasady zostały spisane 25 lat później. Ponoć rolę pierwszego boiska pełnił plac przed kościołem Santa Croce we Florencji.

 

 

Nasi Partnerzy

 

Copyright ©  Turystyka Kulturowa 2008-2018


Ta strona internetowa używa pliki cookies w celu dostosowania serwisu do potrzeb użytkowników i w celach statystycznych. W przeglądarce internetowej można zmienić ustawienia dotyczące cookies. Brak zmiany tych ustawień oznacza akceptację dla cookies stosowanych przez nasz serwis.
Zamknij