czerwiec, 2026

Rozmowa z p. Lechem Słodownikiem, historykiem, regionalistą i przewodnikiem

Autor: Armin Mikos von Rohrscheidt i Krzysztof Kupka

Turystyka Kulturowa: Elbląg to kiedyś ważny port bałtycki i miasto Hanzy, długo współzawodniczące z Gdańskiem. Dziś jednak, ze względu na administracyjną przynależność, przez ogół Polaków kojarzony z Warmią i Mazurami. Czy przyjeżdżający tu turyści przekonują się, że to inny mikroświat, czy miasto posiada jakiś swój szczególny „genius loci”?

Lech Słodownik: Ja bym tak szybko nie przypisywał Elbląga do „Warmii i Mazur”. W mentalności wielu Elblążan, a także innych osób – Elbląg jest kojarzony, jako miasto leżące na Żuławach, „pod Gdańskiem”, niźli na dalekich Mazurach, czy Warmii. – O tym mówi m.in. ukształtowanie terenu wokół Elbląga, a czytelna odrębność geofizyczna: – z jednej strony depresja żuławska, a z drugiej strony Wysoczyzna Elbląska. A oprócz jeziora Druzno, innych jezior tu „na lekarstwo”.

            A przecież sam Elbląg, także w odbudowie Starego Miasta, nosi w sobie tzw. „hanzeatycki viev”, by wspomnieć o 4-ro i 5-cio piętrowych kamienicach na tutejszym Starym Mieście, podobnych jak w pobliskim Gdańsku. I proszę tutaj przyrównać sobie „stare miasto” w kiedyś „Ackerbürgerstadt” (chłopo-mieszczańskim) Olsztynie, jak mówiono o tym mieście jeszcze w I-szej połowie XX wieku – Olsztynie leżącym właśnie na Warmii. Proszę zobaczyć układ ulic na Starym Mieście w Elblągu, zobaczyć uratowane z pożogi wojennej zabytki…

            W Elblągu jest port i Elbląg, podobnie jak Szczecin, ma dostęp do morza (nieco bliższy). Mimo fatalnych – recesyjnych zmian, zwłaszcza po roku 1990 – Elbląg zachował charakter miasta przemysłowego, ważnego pod tym względem nie tylko w regionie.

            Ponadto Elbląg, spauperyzowany i zdegradowany po 1945 r., nazywany „Pompeją Północy” w jego centrum – ziejącą pustkami do pocz. lat 80. poprzedniego wieku, dzisiaj odbudowuje swoją staromiejską substancję nowoczesnymi środkami i metodami. Ten sposób odbudowy nazwano „elbląską retrowersją”, bowiem nawiązuje on do tego co „tu kiedyś już było”. Nie ma więc szpetnej – klockowo-bunkrowej zabudowy, tzw. soc-realizmu ala Nowa Huta czy Hoyerswerda – i nic dziwnego, że „tu i ówdzie” słychać wśród turystów polskich i zagranicznych, zdumionych elbląską retrowersją, takie słowa jak: „to przecież Mały Gdańsk!” itd.

            I tu powstaje zrazu pytanie: A co z przekopem Mierzei Wiślanej? Jak ten przekop przekłada się na rozwojowe szanse Elbląga? – Odpowiedź brzmi: Na dzień dzisiejszy minimalnie. Dlaczego? – Dlatego, że rynna wodna do Elbląga (per Zalew Wiślany i rzeka Elbląg) jest jeszcze niedokończona (niepogłębiona). A po drugie: Nikt nie jest w stanie dokładnie powiedzieć, co będzie „przekopem” transportowane do Elbląga, a co będzie wywożone z Elbląga?? – Tak więc na dzień dzisiejszy „Rów Kaczyńskiego” świeci pustkami i… ciszą! – Znawcy tematu mówią, że o ile wytrzymaliśmy prawie 80 lat z problemami przepływu przez „Głębię Piławską” (k. Bałtyjska), trzeba było poczekać jeszcze kilkanaście lat – aż minie „Era Putina”i dogadać się z Rosjanami.

            Wszakże największe obroty po 1945 r. elbląski port odnotował właśnie w latach 90. poprzedniego wieku (zob. firma „Halex”), gdzie w porcie elbląskim osiągano rocznie prawie 1 mln ton przeładunków – i niepotrzebny był tu jakiś „Rów Kaczyńskiego”!

TK: Z kolei elbląski powiat ziemski to kilka różnych lokalnych historii, włącznie z trwającą przez wieki inną przynależnością państwową. Które najciekawsze miejsca o nich świadczą i są trwałymi świadkami tego dziedzictwa?

LS: Powiat Elbląski, kiedyś powiat ziemski, ma swoją tradycję, jak również duże zmiany, które nastąpiły po 1999 roku, kiedy to pochłonął stary, historyczny (istniejący od 1818 r.) teren powiatu pasłęckiego – z wyjątkiem Gminy Wilczęta, gdzie nikt nie jest w stanie logicznie wytłumaczyć, dlaczego ta gmina „powędrowała” do powiatu braniewskiego?

            Ale i tak powiat elbląski miał dużo szczęścia, bo mówiono, że prof. M. Kulesza mylił rzekę Nogat z rzeką Elbląg (sic!) i o mały włos granica powiatu nowodworskiego (należącego już do Gdańska, a więc do województwa pomorskiego) przebiegałaby na rz. Elbląg i sytuacja ta – „toczka w toczkę” – przypominałaby sytuację Malborka po I wojnie światowej, kiedy to jego integralną część Kałdowo włączono do Wolnego Miasta Gdańska, a rz. Nogat stała się granicą!

            Powiat elbląski, tak jak sam Elbląg, przed 1939 r. należał do Prus Zachodnich, ale jak wiadomo, po utworzeniu polskiego dostępu do morza, zwanego pogardliwie przez Niemców „polskim korytarzem” – mniejsza część Prus Zachodnich, m.in. Elbląg i powiat, znalazł się „przy Prusach Wschodnich”, skąd do zasadniczej części Prus Zach. trzeba było pokonać „kawałek polskiego korytarza”. – Z tego powodu Niemcy utworzyli tzw. Rejencję Rządową Prusy Zachodnie – z siedzibą w Kwidzynie, a cały obszar tej rejencji podporządkowali administracyjnie Prowincji Prusy Wschodnie ze stolicą w Królewcu. Także Elbląg.

            Z pewnością najciekawszymi miejscami, świadkami „innego” dziedzictwa i przynależności państwowej są dzisiaj w powiecie elbląskim m.in. Kadyny – dawna posiadłość ziemska i rezydencja (nie tylko letnia) ostatniego Cesarza Niemiec i Króla Prus – Wilhelma II. Tu został zachowany w całości układ architektoniczny cesarskiego majątku, który powstał w większości na początku XX w. A przecież obok „Dębu Tysiącletniego” znajdują się tam strome, drewniane schody prowadzące do poniemieckiego klasztoru franciszkanów, a nieco dalej znajduje się założona przez Kajzera Wilhelma II w 1904 r. – słynna kadyńska manufaktura majoliki…

            Żuławska część powiatu elbląskiego to m.in. stary system irygacyjny, stacje pomp, wały nadrzeczne oraz wielki rezerwat ptactwa wodnego „Jezioro Druzno”, jak również dawne cmentarze mennonickie oraz domy podcieniowe. Natomiast „górska część” to Wysoczyzna Elbląska i jej niezwykle ciekawy Park Krajobrazowy. To tylko niektóre miejsca, bowiem za mało tu miejsca, by wspominać o innych.

TK: Na dziś najbardziej rozpoznawalnym szlakiem kulturowym przechodzącym przez Wasz region jest Szlak Kanału Elbląskiego. Na pewno wielu asocjuje go z rejsem „statkiem po trawie”. A czy dla Was, mieszkańców, ten szlak ma też inny wymiar, a jego miejsca i jego ludzie jakieś ciekawe historie? Który z obiektów szlaku albo miejscowości przy nim posiada Pana zdaniem wyjątkowe historie, które można ciekawie opowiedzieć Waszym gościom – turystom?

LS: Zgadza się. I nikt dzisiaj na dobrą sprawę nie wie, dlaczego ten unikalny obiekt hydrotechniki światowej nie jest wpisany na listę Światowego Dziedzictwa Kultury UNESCO? – Tym bardziej, że już przed II wojną światową kanał ten, wówczas Kanał Oberlandzki, zaliczany był do tzw. „Trzech Cudów Prus Wschodnich”. Chociaż w ostatnim czasie zrobiono bardzo dużo w zakresie jego promocji, udostępnienia dla szerokich kręgów turystów nie tylko z Polski, vide: Lokalna Grupa Działania Łączy Nas Kanał Elbląski – tu duży ukłon w stronę edytorskiej – popularyzacyjnej strony działalności, ponadto działalność stowarzyszenia „Navicula” i zorganizowanie pierwszego po 1945 r. flisu. Ważnym było otwarcie Muzeum Kanału Elbląskiego w Buczyńcu, gdyż właśnie to ostatnie miejsce zasługuje na dalszą promocję, zwłaszcza po sezonie turystycznym, który jest tutaj dość krótki i trwa od maja do początków października.

            Z pewnością do ciekawych historii, które można opowiadać turystom, należy biografia budowniczego kanału – inż. Georga Jakuba Steenke, szukanie jego portretu (wizerunku), jak również okoliczności, w jakich przyszło mu budować to „oberlandzkie perpetuum mobile„… Dzieje poświęconego mu obelisku w Buczyńcu mają także wątek wręcz sensacyjny…

            Takich historii jest wiele, chociażby sprawa turbiny wodnej Henschel-Jonval na pochylni w Całunach Nowych, czy flisactwa w otulinie kanału. Mówiąc o tej otulinie, należałoby wspomnieć o znanych rodzinach szlacheckich, zwłaszcza o: hr. Marion von Doenhoff z Kwitajn, o dworku inż. Steenke w Czulpie, czy akwedukcie karnickim. Ciekawą historią jest również ta, jak przed II wojną światową skomunikowano kanał z liniami kolejowymi, a zwłaszcza z połączeniem kolejowym: Królewiec-Kanał Oberlandzki (Elbląski)  w Małdytach.

            Osobnego omówienia wymagają tutaj dzieje Kolei Nadzalewowej (niem. Haffuferbahn), którą w sposób nieprzemyślany zamknięto już wiele lat temu. Obecnie jej temat wraca, ale barierą nie do przebycie jest ewent. rentowność tej kolei i frekwencja – zwłaszcza po sezonie głównym.

TK: Część powiatu Elbląskiego to historyczne Żuławy. Dziś nie ma już tu ich historycznych mieszkańców, którzy przed wiekami wydarli je wodzie. Pozostały po nich domy, zagrody, cmentarze, domy modlitwy. Które z tych miejsc i obiektów, a może całych miejscowości w najwyższym stopniu reprezentują mennonickie dziedzictwo i zasługują na odrębną promocję wśród turystów zainteresowanych kulturą?

LS: Rzeczywiście jest to „temat rzeka”. Po dawnych mieszkańcach tych ziem pozostały tylko relacje, materiały źródłowe, zabytki kultury materialnej takie jak zagrody w zabudowie jednodworcznej na terpach, zabudowy fachwerkowej (domy podcieniowe), cmentarze, domy modlitwy i system irygacyjny. Jeżeli chodzi o mennonickie cmentarze, to z pewnością trzeba zajrzeć na dobrze zachowane nekropolie w Markusach (kolonia), w Kępniewie oraz w Wikrowie pod Elblągiem. Zwłaszcza ten ostatni budzi dużo refleksji i zadumy nad przeszłością tych ziem.

            Niestety, już dawno zniknęły wszystkie wiatraki odwadniające (niem. Windentwässerungsmühle), a także pompy wodne zasilane parą. Ale dzisiaj opłaci sie pojechać do wsi Różany pod Elblągiem, by zobaczyć tam jedyną – zachowaną wodną pompę parową, wyposażoną w oryginalne maszyny z elbląskich firm F. Schichau i F. Komnick. W pobliskim Jeziorze można zobaczyć mennonicki dom modlitwy oraz przynależny doń mały cmentarzyk. Jeżeli chodzi o domy podcieniowe, to sztandarowym przykładem tego budownictwa, z ciekawą historią, jest dom podcieniowy (niem. Vorlaubenhaus) w Stalewie w gminie Markusy (275 lat).

            Kilka takich domów, w różnym stanie, zachowało się we wsi Jelonki nad Kanałem Elbląskim. Jak te domy wyglądały, także wewnątrz, trzeba pojechać do podpasłęckich Plajn, albo zwiedzić relokowany – z Jelonek nad Kanałem Elbląskim – dom podcieniowy do Żelichowa pod Nowym Dworem Gdańskim.

TK: Czy miasto i powiat odwiedzają jeszcze tzw. turyści sentymentalni – krewni jego dawnych niepolskich mieszkańców? Co jest dla nich – jeśli jest – znakiem miejscem, wydarzeniem lub narracją najsilniej kojarzącą się z tym terenem?

LS: Nie. Temat „turystyka nostalgiczna, sentymentalna” (niem. HeimwehTouristk, NostalgieTouristik) ze względów biologicznych już prawie nie istnieje. Od zakończenia wojny minęło już 81 lat. Tak więc nawet „tutejszy Niemiec” urodzony np. w Elblągu, czy w Tolkmicku ma obecnie ponad 80 lat i na ogół jego pojęcie o tym obszarze polega na wiedzy odziedziczonej po dziadkach, rodzicach, literaturze itd.

            Swoistym signum temporis tego faktu jest to, że w Niemczech znacznie ograniczają (lub zamykają) działalność tzw. organizacje ziomkowskie, a np. w Elblągu w tym roku zamknęło działalność Stowarzyszenie Ludności Pochodzenia Niemieckiego. Po prostu nie ma już (prawie) ludzi, dawnych mieszkańców tych ziem. Natomiast młode generacje mają na ogół odmienne postrzeganie tzw. turystyki nostalgicznej. Tych, którzy w nielicznych przypadkach tu przyjeżdżają, interesuje przede wszystkim fenomen tutejszej przyrody, krajobrazu, pozostałości dawnej (niemieckiej) kultury materialnej jak Zamek w Malborku, Wzgórze Katedralne we Fromborku, Kanał Elbląski i oczywiście wspaniała – polska kuchnia!

TK: Jeszcze przed ostatnią wojną Elbląg i powiat elbląski zamieszkiwali w znakomitej większości Niemcy. Potem w ich miejsce pojawili się tu Polacy, pochodzący z różnych stron naszego kraju.  Pana zdaniem: co z tego nowego, polskiego już dziedzictwa można atrakcyjnie pokazać zarówno turystom z Niemiec, jak i tym – przyjeżdżającym z innych stron Polski?

LS: Przede wszystkim retrowersję pieczołowicie odbudowywanego Starego Miasta w Elblągu, jak również innych, zniszczonych podczas wojny obiektów – np. zabezpieczone mury obronne (1200 m) i Bramę Młyńską w Pasłęku, sanację portów w Tolkmicku i we Fromborku, uporządkowane i zrekonstruowane (wewnątrz) Wzgórze Katedralne we Fromborku wraz z Muzeum M. Kopernika oraz oczywiście Muzeum Archeologiczne i Historyczne w Elblągu, Izbę Historyczną w Pasłęku, Muzeum Kanału Elbląskiego w Buczyńcu, czy muzeum powozów i zaprzęgów konnych w Kadynach.

A wracając do Elbląga, z pewnością trzeba pokazać kilka słynnych Elbląskich Form Przestrzennych i nie omieszkać przedstawić ich historię.

TK: O co najczęściej pytają turyści zwiedzający Wasze okolice? Co ich dziwi, a co może zaskakuje (że „tu jest”, albo że jest właśnie „takie”, a nie inne)?

LS: Być może zabrzmi to nieco dziwnie, ale zarówno turyści polscy jak i niemieccy zwracają uwagę na panujący wszędzie porządek, dbałość o obejścia, znikomą ilość malunków graffiti. Zadziwiają ich elbląskie Formy Przestrzenne i dzieje ich powstania. Pytają zaś m.in. o zniszczenia wojenne, kierunki, z których przybyli na ten teren nowi mieszkańcy po 1945 roku, o najważniejszych pracodawców, pytają o znane osoby związane z tym obszarem, o kierunki turystyki, w sytuacji, gdy Elbląg przyjmie się za tzw. centrum do „wyjazdów gwiaździstych”, pytają o miejscową kuchnię, miejscowe przysmaki oraz instytucje nauki i kultury (np. teatr, uczelnie wyższe itd.)

TK: Najważniejszą placówką muzealną mikroregionu jest Muzeum Archeologiczne i Historyczne w Elblągu. Jednak funkcjonuje tu także kilka placówek posiadających ciekawe zbiory.  Która z nich, w Pana opinii posiada mało znane artefakty lub kolekcje, które przy odpowiedniej promocji mogłyby się stać atrakcjami przyciągającymi turystów kulturowych i stacjami dla grupowych wycieczek?

LS: Wydaje mi się, że sporą rolę mogliby odegrać tutaj znani elbląscy koneserzy sztuki i kolekcjonerzy. Trzeba tu wspomnieć o kolekcji zabytkowych mebli, majoliki kadyńskiej, elbląskiej cyny, wilkomów, wyrobów tutejszego rzemiosła itd. z kolekcji E. Parzycha, największej kolekcji globusów polskich w posiadaniu R. Formeli, czy też osobliwej kolekcji elbląskich kartek pocztowych oraz guzików liberyjnych, szlacheckich i urzędniczych z kolekcji Z. Zajchowskiego.

TK: Co i w jakiej miejscowości powinien wybrać turysta, który chciałby tu pozwiedzać „tematycznie” – to jest w zgodzie z jakąś historyczną lub kulturową narracją. Która z lokalnych tras (miejskich i innych) oferuje najciekawsze doświadczenia?

LS: Dzisiaj wiele wsi w bliskiej i dalszej odległości od Elbląga zabiega o miano „wsi tematycznej”. Do takich należy „Bociania Wieś” Burdajny, „Wieś Smerfów” Zalesie, czy też „Ogród Dobrych Myśli” w Plajnach (rewelacyjnie zrekonstruowany dom podcieniowy i jego wnętrze).

            Ciekawą trasą jest trasa rowerowa prowadząca równolegle do Kanału Elbląskiego i jego pochylni. Podobnie piękne i niezapomniane widoki przynosi „dolna trasa rowerowa” na brzegiem Zalewu Wiślanego, w stronę Kadyn, Tolkmicka i Świętego Kamienia.

            W samym Elblągu powstały ostatnio trzy trasy miejskie do zwiedzania: „Szlak Starego Miasta”, „Szlak Parków” oraz „Szlak Form Przestrzennych”. Trasy te łączą obiekty dziedzictwa kulturowego i przyrodniczego Elbląga w spójną całość tematyczną i przestrzenną. Mają łączną długość 16 km i oznakowano na nich 69 obiektów. Powstała także aplikacja multimedialna oraz przewodnik, który można otrzymać bezpłatnie w punktach Informacji Turystycznej na Starym Mieście: w Ratuszu Staromiejskim oraz Bramie Targowej.             Niezapomnianych wrażeń dostarcza wejście na liczącą 96 metrów wieżę Katedry Św. Mikołaja, i z wysokości przedostatniej galerii podziwiać nie tylko miasto Elbląg, ale bliższe i dalsze okolice – nawet Zalew i Mierzeję Wiślaną!

TK: Które wydarzenie kulturalne jest najbardziej prawdziwą „twarzą” Elbląga, a które najliczniej przyciąga turystów do innych miejscowości?

LS: Najbardziej ludyczny wymiar mają m.in. takie imprezy kulturalne jak: Koncert Noworoczny Prezydenta Miasta, Gala Nagród Prezydenta Miasta, Gala Nagród Kulturalnych, Ogrody Polityki, Jazzbląg i Narodowe Czytanie.

            Natomiast dzisiaj trudno powiedzieć, co jest „najbardziej prawdziwą „twarzą” Elbląga?”. Być może rokroczna sportowa impreza „Bieg Piekarczyka” lub Ogólnopolski Turniej Tańca Sportowego Jantar?

TK: Jeśli tutejsza kuchnia, to zapewne z rybami. Ale i dalej od Zalewu Wiślanego, bo i wokół Pasłęka, niemało jest ofert z kulinariami o wodnej proweniencji. Co jednak poleciłby Pan turyście, który chciałby spróbować najbardziej „tutejszych” może nawet nie tradycyjnych dań: takich, które może zachwycą podniebienie? I dokąd miałby on się udać, by ich spróbować?

LS: Trudno powiedzieć, ponieważ każdy ma inne podejście do konsumpcji i produktów lokalnej kuchni. Jeżeli chodzi o dania rybne, to z pewnością podpasłęcka restauracja „Okoń” w Zielonym Grądzie. Tam wybornie smakuje zawsze świeży sandacz, halibut i łosoś. Jest tu tylko mały problem: lokal ten jest nieustannie oblężony i niekiedy trzeba „odstać swoje”, by „dostać swoją rybkę”. A przecież z restauracji „Okoń” jest tylko „koci skok” (niem. Katzensprung) do Pasłęka, gdzie w lokalu „Boston” można zawsze zjeść zupełnie niedrogo tradycyjnego schabowego w kapuście, a jako wspaniały deser oraz kawę – lody „U Jankowskich”, znajdujące się naprzeciwko!

Popularnym jest bar rybny „Ryneczek” w Tolkmicku i tamtejsza restauracja „Fregata”, położona uroczo nad brzegiem Zalewu Wiślanego. Polecałbym także restaurację w „Folwarku Kadyny”, gdzie wybornie smakuje m.in. „Rosół Cesarski”.   W samym Elblągu, zwłaszcza na Starym Mieście, powstało w ostatnich latach dużo dobrej klasy lokali gastronomicznych. Wśród nich polecałbym „Studnię Smaków” serwującą „Szaszłyk na Szubienicy”, restaurację „Strzecha” ze smaczną zupą cebulową, czy też restaurację „Zmysły”, gdzie serwują m.in. tatar wołowy z piklami i polędwiczki wieprzowe nadziane bursztynem.  W każdym z tych lokali można zjeść tradycyjny polski żurek oraz (niekiedy) delektować się „Klopsami Królewieckimi w sosie kaparowym”, które przed 1945 r. były wręcz „gastronomicznym logo dawnych Prus Wschodnich”. Jeżeli ktoś uwielbia francuską kuchnię i danie ze ślimaków, musi udać się do restauracji „Nova” pod Pasłękiem.

TK: W turystyce kulturowej liczą się też bohaterowie i biografie. Która z miejscowych postaci dawniejszej, albo bliższej historii, najbardziej mogłaby stać się Waszą wizytówką, może także zadziwić lub zainspirować Waszych gości?

LS: Z pewnością biografia wspomnianego już Ferdynanda Schichau, Franza Komnicka, Henryka Nitschmanna, czy Paula Fechtera.  A w dziejach powojennych życie i działalność księdza Czesława Klimuszko (*1905-†1980), duchownego, franciszkanina, zielarza, wizjoniera, jasnowidza i astrologa. Ponadto godną uwagi jest biografia Jana J. Kolendo, Ryszarda Tomczyka, Gerarda Kwiatkowskiego (Jurgen Blum), czy też zmarłego niedawno ks. dr Mieczysława Józefczyka.

TK: Czym Elbląg i miejscowości powiatu przyciągają albo mogłyby przyciągnąć turystów poza klasycznym letnim sezonem? Która atrakcja w takim chłodniejszym okresie mogłaby stać się głównym turystycznym magnesem mikroregionu?

LS: Raczej nie. Ale jeżeli już, to w minimalnym stopniu. Posezonowy klimat w Elblągu jest jeszcze znośny, ale na Wysoczyźnie Elbląskiej – „elbląskim biegunie zimna” – już nie. Może w jakimś sensie kompleks restauracyjno-hotelowo-wypoczynkowy w Kadynach: tu spacery, konie, surfing na Zalewie Wiślanym i bojery? Także jednodniowy wyjazd do niedalekiego Królewca (Kaliningradu)? – Ale dzisiaj granica jest prawie zamknięta i jest to niemożliwe…

TK: Jak turysta kulturowy, zwiedzający na własną rękę, mógłby optymalnie zorganizować swoją weekendową wizytę w Elblągu i powiecie? Co i w jakiej kolejności radziłby mu Pan zwiedzić tak, by zobaczył możliwie dużo i by było to dobra reprezentacją Waszego dziedzictwa i Waszej współczesnej kultury?

LS: Przede wszystkim taki turysta musiałby obrać Elbląg, jako bazę wypadową w tzw. „gwiaździstych wyjazdach w teren”. A więc:

– Zamek w Malborku, 29 km.

– Wzgórze Katedralne we Fromborku, 30 km.

– Rejs po Kanale Elbląskim (start z Elbląga i 4-ro godzinny przepływ (jez. 

  Druzno, pochylnie) do Buczyńca.

– Całodzienne zwiedzanie Trójmiasta, 61 km.

– Wypad na Mierzeję Wiślaną (Obóz Stutthof, Stegna – kościół, przekop,

   Muzeum w Kątach Rybackich) samochodem własnym lub statkiem z

   Elbląga, z Tolkmicka lub z Fromborka.

– „wyjazd południowy” do Pasłęka, Kwitajn, Morąga i Ostródy.

TK: Turystyczne pamiątki – co można tu nabyć, by było użyteczne w domu, a jednocześnie dobrze przypominało wizytę u Was?

LS: Tradycyjnie prospekty i inną literaturę „przedmiotu” oraz statuetkę Piekarczyka. W Centrum Informacji turystycznej w Ratuszu Staromiejskim przy ulicy Stary Rynek w Elblągu można nabyć wszelkie gadżety, m.in. miniaturki herbu Elbląga oraz okolicznościowe kubki do kawy, herbaty, napojów itd.

TK: Naszą rozmowę będzie można przeczytać. Co Pan jako regionalista chciałby zasugerować lokalnym interesariuszom turystyki? Co mogliby oni zrobić, albo do jakich inicjatyw włączyć się, by Elbląg, Pasłęk, Młynary, Tolkmicko czy Markusy były bardziej atrakcyjne dla turystów kulturowych. W szczególności zaś, co warto wspólnie zrobić, by turystów szukających tu wypoczynku zachęcić do poznania Waszego dziedzictwa?

LS: Władzom Miasta Elbląga mniej (niezrozumiałej) zachowawczości wobec tzw. krzyżakologii, śladów Lubeki i Hanzy w Elblągu, ustanowienia pomnika lokomotywy – jako symbolu dawnej potęgi przemysłowej miasta, erygowanie detali uszlachetniających „Nowe-Stare Miasto” jak Studnia Gwizdkowa, „ławki Klimuszki”, herbów miast Hanzy bliskich Elblągowi w przebiegu ulicy Stary Rynek, czy nawet relokacji zabytkowego mostu zwodzonego z Szop pod Elblągiem – na Wyspę Spichrzów. Pasłękowi i Młynarom, by ich władze mocniej zabiegały o zabudowanie ciągle pustych po zniszczeniach z 1945 r. przestrzeni staromiejskich, Markusom stosownej tablicy na tamtejszym dworcu z informacją o nieistniejącej linii kolejowej i nie tylko.

Tagi: ,