kwiecień, 2026

Rozmowa z dr Wojciechem Szalkiewiczem, rzecznikiem prasowym i koordynatorem promocji Powiatu olsztyńskiego, autorem projektu turystyczno-promocyjnegoSzlak Świętej Warmii

Autor: Armin Mikos von Rohrscheidt i Krzysztof Kupka

Turystyka Kulturowa: Olsztyn i cały mikroregion olsztyński są częścią historycznej Warmii, jednak przez wielu ludzi z zewnątrz jest niesłusznie kojarzony z Mazurami?

Wojciech Szalkiewicz: Od kilku lat, głównie siłami olsztyńskiego starostwa staramy się „odpomieć” Warmię. Nie jest to zadanie łatwe, zważywszy że w powszechnej świadomości całe województwo to „Mazury – cud natury”. Ta sytuacja ma różne przyczyny, ale najgorsza z nich to świadoma polityka władz wojewódzkich, które w swoich działaniach promocyjnych pomijają ten subregion. Sztandarowym przykładem jest tu nazwa regionalnego lotniska znajdującego się niedaleko Szczytna – „Olsztyn-Mazury” – jego właścicielem jest marszałek. Walka z tym tzw. kłamstwem mazurskim jest niezwykle trudna, ale od kilku lat konsekwentnie i na różne sposoby staramy się tłumaczyć, że „Warmia nie leży na Mazurach”. I zdecydowanie się od nich różni. Przede wszystkim ofertą związaną z dziedzictwem kulturowym, które staramy się eksponować.

TK: Na dziś Olsztyn i okolice kojarzą się wśród krajowych turystów z pięknym krajobrazem i rozlicznymi możliwościami rekreacji. Ten rekreacyjny wymiar turystyki ma tu już dobre tradycje. Jednak mikroregion ma też swoje kulturowe, warmińskie dziedzictwo. Który z obiektów albo które z miejsc może według Pana najlepiej „opowiedzieć” Waszym gościom właśnie o nim i najpełniej je prezentuje?

Nie ma w tym nic dziwnego, bowiem przyrodniczo Warmia „leży na Mazurach”, a precyzyjniej na Pojezierzu Mazurskim, krainie zdecydowanie ponad tysiąca jezior. I pod kątem turystyki rekreacyjnej powiat olsztyński niewiele różni się od giżyckiego, mrągowskiego. Jednak jako kraina historyczna ma do zaoferowania coś więcej, także poza sezonem letnim – ponad czterystuletnie dziedzictwo katolickiej Świętej Warmii. Jego symbolem w powiecie jest Gietrzwałd – jedyne w Polsce i jedno z kilku na świecie, miejsce objawień maryjnych oficjalnie uznanych przez Kościół katolicki. W Olsztynie to zamek biskupów warmińskich z jego najsłynniejszym mieszkańcem – Mikołajem Kopernikiem. Poznając te miejsca i osadzając je w kontekście historycznym otrzymujemy wielowątkową opowieść o dziejach tych ziem i ludziach tu mieszkających.

TK: Co w Pana opinii jest najmocniejszą stroną Olsztyna, a co powiatu olsztyńskiego w kontekście typowych zainteresowań turystów kulturowych? Co i dlaczego na dziś przyciąga ich tu najsilniej i najliczniej?

Badania ruchu turystycznego jednoznacznie pokazują, że najsilniejszym magnesem w powiecie jest sanktuarium maryjne w Gietrzwałdzie. Odwiedza je rocznie ok. miliona umownych pielgrzymów. Ofertę dla turystów religijnych uzupełniają: rozpoznawalne na mapie turystycznej kolegiata w Dobrym Mieście i leżąca kilka kilometrów do miasta – Kalwaria Warmińska w Głotowie, mało znane, lokalne sanktuaria w Klebarku Wielkim i Tłokowie oraz moim zdaniem najciekawszy i wyjątkowy – Trakt Biskupi w Bałdach.

Olsztyn to przede wszystkim wspomniany zamek ze zlokalizowanym w nim Muzeum Warmii i Mazur oraz konkatedra Świętego Jakuba Apostoła, wokół której koncentruje się życie duchowe archidiecezji. Ale trzeba tu pamiętać, że to jest miasto stołeczne, największy ośrodek miejski regionu, a tym samym centrum życia kulturalnego.

TK: O co najczęściej pytają turyści zwiedzający Wasze okolice? Co ich dziwi, a co może zaskakuje (że „tu jest”, albo że jest „takie”, a nie inne)?

Największe zaskoczenie to to, że „Kopernik tu był?!”. Zdecydowana większość odwiedzających nas turystów nie ma świadomości, że Olsztyn, powiat czy Warmia to miejsce życia i pracy naszego Wielkiego Astronoma. Może z wyjątkiem Fromborka, ale to miasto jest z kolei rzadko kojarzone z Warmią. A Kopernik był Warmiakiem. W Toruniu się tylko urodził i praktycznie nie pozostawił po sobie żadnych materialnych śladów. Na Warmii – „jest”. Jego doczesne szczątki pochowane są w katedrze fromborskiej, na ścianie krużganku zamku w Olsztynie do tej pory znajduje się jego tablica astronomiczna, itd.

TK: Czy Pana zdaniem w Olsztynie, oprócz Muzeum Warmii i Mazur są także obiekty inne walory, zbyt mało znane, które przy odpowiedniej promocji mogłyby się stać atrakcjami przyciągającymi turystów kulturowych i stacjami grupowych wycieczek?

W mojej opinii tylko w niewielkim stopniu wykorzystywany jest potencjał olsztyńskiego Planetarium. Jednego z największych tego typu obiektów w Polsce z niezwykle nowoczesnym wyposażeniem, gwarantującym wszystkim odwiedzającym niezwykłe wrażenia. Obecnie przechodzi gruntowny remont, bo w przyszłym roku ma rozpocząć działalność już jako Centrum Lotów Kosmicznych Astrosfera. Zaoferuje zupełnie nowe doświadczenia, w tym habitat księżycowy oraz tunel imitujący lot w przestrzeni kosmicznej – atrakcje unikalne w skali kraju, których „doświadczenie” może być celem wypadów typu city break.

Drugie miejsce to dom przedpogrzebowy „Bet Tahara” – jedyna pamiątka architektoniczna po olsztyńskiej społeczności żydowskiej i jeden z dwóch – obok budynku synagogi w Barczewie – zachowanych na Warmii judaików. Obiekt o tyle cenny, że jest dziełem światowej sławy modernistycznego architekta Ericha Mendelsohna.

TK: Spoglądając teraz na powiat: które z miejsc lub obiektów w najwyższym stopniu reprezentuje warmińskie dziedzictwo i zasługuje na intensywną promocję wśród turystów zainteresowanych dziedzictwem i kulturą?

Wskazałbym tu na wspomniane Głotowo i Bałdy, które są unikatowe w skali kraju, ale leżą trochę obok głównych tras turystycznych, a są miejscami urokliwymi, w których historia łączy się z piękną przyrodą pozwalając „zanurzyć się” w Warmii. Ich rozwój wymaga jednak podjęcia bardzo przemyślanych działań promocyjnych, aby ich nie „zadeptać”, pozbawić „klimatu”. Podobnie z resztą jest z Gietrzwałdem, w którym nie ma „jarmarcznością” Lourdes, Fatimy czy naszej Częstochowy. On zaprasza do kontemplacji w ciszy i spokoju niewielkiej warmińskiej wsi.

TK: Olsztyn i cały powiat olsztyński – jak i całą warmińską część Waszego województwa – przed ostatnią wojną zamieszkiwali głównie Warmiacy i Niemcy. A później w miejsce Niemców pojawili się tu Polacy, pochodzący z różnych stron naszego kraju. Czy Pana zdaniem to mieszane – warmińsko-niemieckie dziedzictwo można atrakcyjne „sprzedać” turystom z Niemiec, a także typ przyjeżdzającym z innych stron Polski?

Niemiecka turystyka sentymentalna praktycznie już się skończyła. Wnukowie dawnych autochtonów nie są zainteresowani Heimatem dziadków. Wybierając się w podróż szukają przede wszystkim atrakcji, których mogą szukać na całym świecie.

Pozyskiwanie turystów zagranicznych jest niezwykle kosztowne, tak jak i przygotowywanie adresowanej do nich oferty. Do tego jest to klient bardzo efemeryczny. Nie wydaje się, aby był to kierunek perspektywiczny. Zwłaszcza, że do lepszego wykorzystania jest na pewno potencjał krajowego rynku, na którym marki „Mazury” oraz w mniejszym stopniu – „Warmia” są rozpoznawalne jako destynacje turystyczne. Dzieci zapoznają się z nimi już w podstawówkach, na lekcjach geografii i historii.

Bolączką lokalnej branży jest sezonowość oferty opartej przede wszystkim na produktach rekreacyjnych nad i na wodzie. Na Mazurach sezon zaczyna się w czerwcu, kończy na początku września. Warmia, ze względu na ofertę kulturową jest „produktem całorocznym”. Dlatego powinna być promowana.

TK: Warmia posiada bogatą kulturę kulinarną. W Olsztynie i całym powiecie funkcjonuje kilka restauracji z tradycyjną ofertą regionalnej kuchni. Którą z nich poleciłby Pan turyście, który chciałby spróbować najbardziej warmińskich dań: takich, które nie rozczarują, a być może zachwycą?

„Warmia jest smaczna” – to obszar działań, które zainicjowaliśmy w grudniu 2024 roku, od odtworzenia i rozpropagowania warmińskiego pasztetu ze śledzia, którym – jak wynika z dokumentów – zajadano się pod koniec XVIII wieku na lidzbarskim dworze biskupa Ignacego Krasickiego. Wraz z forszmakiem z boczkiem tworzą Warmiński Dwusłój Śledziowy – polecam.

Niemniej opracowanie pod tytułem „Kuchnie świętej Warmii”, które wydaliśmy w ubiegłym roku pokazało, że nie ma czegoś takiego jak „kuchnia warmińska”. Jeszcze przed wojną niewiele różniła się od „kuchni mazurskiej”, a obie łączyły w sobie wpływy kuchni staropolskiej i niemieckiej. W różnych proporcjach w różnych okresach historii. Po wojnie wraz z napływem na te ziemie odzyskane Polaków z Kresów i centralnej Polski, trudno mówić o specyficznej kuchni regionalnej. Obecna „tradycyjność” warmińskiej kuchni to potrawy inspirowane dawnymi przepisami, tworzone z lokalnych produktów, łączące historię ze smakiem. Niemniej zachęcam do czerniny, bo to niewątpliwie regionalny przysmak i szukania w menu: warnijskiej polewki, szczawianki z jajkiem, rantownej psieczonki, szałtanosów oraz kuchów. I zachęcam do udziału w lokalnych kiermasach (festynach) – na których zawsze pojawiają lokalne potrawy „z warmińską tradycją”.

TK: Turysta, który chciałby Olsztyn i powiat zwiedzić „tematycznie” – to jest zgodnie z przebiegiem któregoś ze szlaków, mógłby mieć problem. Poza Szlakiem Kopernikowskim, wszystkie inne takie propozycje przebiegające przez miasto i powiat nie są aktywnie zarządzane. Nie ma tam komu odebrać telefonu, by poinformować go o aktualnej ofercie. W zasadzie wszystkie trasy lokalne są wirtualne. W jakim kierunku można by tu przeprowadzić zmiany, a co „na już” może pomóc takim turystom?

System informacji turystycznej jest dobrze rozwinięty, ale jej punkty znajdują tylko w większych ośrodkach miejskich, a tylko trzy takie są w powiecie, tworzonym przez dwanaście gmin. W gminach wiejskich tego typu informacjami służą pracownicy urzędów gminy lub ośrodków kultury. Oni też dbają o to, aby oferta turystyczna, jak i odpowiedzi na FAQ’ i znajdowały się na stronach internetowych urzędów.

A „wirtualność” większości proponowanych przez nas tras wynika przede wszystkim ze specyfiki dziedzictwa kulturowego tak powiatu olsztyńskiego, jak i całej Warmii. Jest ono rozproszone pomiędzy dwanaście warmińskich miast i kilka tzw. miejsc świętych Świętej Warmii. Każde z nich oferuje jedną, dwie atrakcje dlatego z osobna nie stanowią samoistnego celu podróży. Siłą rzeczy nie mogą zatrzymać turysty na dłużej. Nawet Olsztyn, jak pokazały przeprowadzone kiedyś badania, to miasto co najwyżej na kilka godzin zwiedzania. Dlatego muszą być łączone w szlaki.

Przeprowadzone przez nas badania wykazały, że największy potencjał dziedzictwa kulturowego regionu tkwi w znajdujących się tutaj zabytkach związanych z jego katolicką przeszłością, dlatego logikę podróżowania po Warmii wyznaczają trasy turystyki religijnej (pielgrzymkowe), wiodące do historycznych obiektów sakralnych i miejsc kultu religijnego. Jednak przy tak dużej ich liczbie trudno definiować ich konkretny przebieg. Dlatego za pośrednictwem strony szlakswietejwarmii.pl, czy też drukowanych „podpowiedników turystycznych” staramy się pomagać podróżnikom w planowaniu wycieczek opisując poszczególne atrakcje i proponując różny ich układ tematyczny. Przyjęliśmy bowiem, że naszym głównym klientem jest aktywny turysta poszukujący, o zindywidualizowanych potrzebach.

TK: Jak turysta kulturowy, zwiedzający na własną rękę, mógłby optymalnie zorganizować swoją weekendową wizytę w Olsztynie i powiecie? Co i w jakiej kolejności radziłby mu Pan zwiedzić tak, by zobaczył możliwie dużo i by było to dobra reprezentacja Waszego dziedzictwa i Waszej współczesnej kultury?

Zapraszam na nasz podstawowy turystyczno-promocyjny Szlak Świętej Warmii, który w powiecie wiedzie od Bałd (które są tradycyjnymi „Wrotami Warmii”), przez Gietrzwałd, Olsztyn, Głotowo do Dobrego Miasta i dalej do Lidzbarka Warmińskiego. Pełna informacja o tych miejscach i ich ofercie kulturowej w wersji tekstowej, audio i wideo znajduje się na wspomnianej stronie szlakświetejwarmii.pl. Można też skorzystać zamieszczonych tam propozycji Mieczysława Orłowicza, którego przedwojenny „Ilustrowany przewodnik po Mazurach Pruskich i Warmji” został przez nas uwspółcześniony i w stosownych fragmentach opublikowany. Wiedzie „wedle linii kolejowych” – zgodnie z przyjętą przez niego konwencją, a „jako punkt wyjścia dla Warmii obrałem – Olsztyn”.

W obu przypadkach, w opisach turysta znajdzie informacje o historii, zabytkach, ludziach, zdarzeniach, legendy i ciekawostki. Staramy się bowiem, aby zgodnie z koncepcją storytellingu o Warmii opowiadać, zachęcając do indywidualnego jej poznania. A opowieści tych jest sporo, bo lokalna historia jest bogata w wydarzenia. Pojawia się w niej także wiele znanych postaci, często w niezwykłych odsłonach. Jak chociażby wspominany bp Ignacy Krasicki, który rezydując w Lidzbarku stał się zapalonym ogrodnikiem. Ślady jego pasji są widoczne do tej pory. Z kolei od jego kulinarnych upodobań wywodzi się cała historia wspomnianego warmińskiego pasztetu, który przy okazji uświadamia wielu osobom, że Warmia to także region nadmorski. Jej pierwsza stolica – Braniewo było przez wieki portem hanzeatyckim. W Olsztynie kręcono m.in. wiele scen z kultowej „Stawki większej niż życie”, itd.

TK: Zapytajmy o pamiątkę z serca Warmii – co turysta mógłby nabyć, by było dobrej jakości, nie kurzyło się bezużytecznie w domu, a jednocześnie dobrze przypominało wizytę u Was?

Najlepiej te kryteria spełnia nasz Sublimat Winny Mikołaja Kopernika – od kilku już lat nasza sztandarowa pamiątka. Stworzony została na podstawie oryginalnej recepty doktora Mikołaja, który pisał, że „może zawsze go zażywać (niewstrzemięźliwie) każdy człowiek, czy to chory czy zdrowy, rano i wieczorem, przed posiłkiem albo po nim. Jeżeli Bóg zechce, pomoże!”. Właściwości „lecznicze” osobiści potwierdzam. A sam trunek jest dobrym pretekstem do poznania pozaastronomicznej działalności Kopernika na Warmii. Na przykład jego rozterek związanych publikacją efektów swoich obserwacji i obliczeń, czy historii jego rzekomego romansu z Anną Szyling, który miał mieć miejsce pod dachem jego kurii we Fromborku.

TK: Zapis naszej rozmowy będzie można przeczytać. Co Pan jako reprezentant podmiotów zajmujących się m.in. marketingiem turystycznym chciałby zasugerować jej lokalnym interesariuszom? Co mogliby oni zrobić albo do jakich inicjatyw włączyć się, by Olsztyn i jego okolice były jeszcze bardziej atrakcyjne dla turystów kulturowych, a może nawet, by tych rekreacyjnych zachęcić do poznania Waszego dziedzictwa?

Przede wszystkim zachęcam do współpracy w ramach projektu Szlaku Świętej Warmii. I do szerszego korzystania z „narzędzi”, które tworzymy w jego ramach. Czasami wystarczy tylko podpowiedzieć zainteresowanym, aby zajrzeli do internetu pod wskazany adres lub też poczęstować gości kieliszeczkiem niezwykłego Sublimatu.

Tagi: ,