Rozmowa z Rolandem Semikiem, społecznym opiekunem zabytków powiatu słubickiego, członkiem Towarzystwa Historycznego we Frankfurcie nad Odrą, autorem działu historycznego „Słubice wczoraj i dziś” na Słubickim Portalu Informacyjnym – Slubice24.pl, a od marca 2021 roku również wolontariuszem Fundacji Ochrony Dziedzictwa Żydowskiego w Warszawie.
Autor: Agnieszka GandeckaTurystyka Kulturowa: Czy Słubice są atrakcyjne turystycznie?
Roland Semik: Odpowiedź na tak zadane pytanie zależy oczywiście od punktu odniesienia. Z takimi „gigantami’ jak Gdańsk, Kraków, Toruń, czy Wrocław, w kategorii atrakcyjność turystyczna w ogóle nie mamy szans konkurować. W skali województwa lubuskiego przodują moim zdaniem Łagów, Międzyrzecki Rejon Umocniony, czy np. Park Mużakowski. Najbardziej miarodajne wydaje się ujęcie komparatystyczne: Słubice na przykładzie innych miast powiatowych regionu o zbliżonej wielkości.
Przez ostatnie 35 lat ze względu na bliskość granicy państwowej prężnie rozwinęła się turystyka zakupowa. Jednak pozostaję przekonany, że stopniowe wyrównywanie się cen po obu stronach Odry, ale i znacznie wolniejsze, ale jednak, wyrównywanie się wynagrodzeń w obu państwach doprowadzą niebawem do przesilenia. Już nie tak wiele słubickich rodzin będzie w stanie utrzymać się w oparciu o turystykę handlową. A to otwiera pole do wypierania turystyki zakupowej przez inne branże gospodarki, w tym turystykę krajoznawczą.
We Frankfurcie nad Odrą od wielu lat prężnie działa Polsko-Niemiecka Informacja Turystyczna, obsługująca gości po polsku, niemiecku, ale i angielsku. Badania na temat bogatej historii miasta uzupełniają przedsięwzięcia współorganizowane przez Europejski Uniwersytet Viadrina, Collegium Polonicum, Uniwersytet Ludowy, Towarzystwo Historyczne we Frankfurcie nad Odrą, stowarzyszenie My Life, czy Słubicko-Frankfurckie Centrum Kooperacji. Od września ubiegłego roku całe miasto podziwiać można z wieży widokowej, wzniesionej w najwyższym punkcie miasta, w parku za Słubickim Ośrodkiem Sportu i Rekreacji.
Które z miejsc czy obiektów w Słubicach najlepiej oddaje ducha tego miasta?
Słubice to miasto-palimpsest. Każda kamienica, każdy bruk przy moście czy wreszcie architektura naszego stadionu, to warstwy historii, które jako regionaliści staramy się odczytywać i chronić przed zapomnieniem. Region środkowego Nadodrza ma swoją specyficzną, trudną, ale i fascynującą dynamikę, o której chętnie opowiem w kontekście merytorycznej ochrony dziedzictwa.
To pytanie dotyka samej esencji naszej pracy jako regionalistów – poszukiwania genius loci w miejscu, które przez dekady było definiowane przez swoją „pograniczność”, a wcześniej przez bycie integralną, choć specyficzną częścią Frankfurtu nad Odrą. Gdybym miał wskazać obiekt, który stanowi soczewkę skupiającą historię, architekturę i społeczne przeobrażenia Słubic, bez wahania wskazałbym na stadion SOSiR (dawniej Ostmarkstadion) wraz z przyległym do niego parkiem i nową wieżą widokową.
Dlaczego właśnie ten obiekt, a nie na przykład most graniczny czy Collegium Polonicum? Pozwolę sobie rozwinąć tę myśl w trzech kluczowych płaszczyznach:
Stadion, wznoszony etapami w latach 1914–1927, jest jednym z najstarszych tego typu obiektów w Europie Środkowej. Z punktu widzenia historii sztuki i konserwacji zabytków, jego arkadowe krużganki wykonane z charakterystycznej dla regionu czerwonej cegły są ewenementem. Architektura ta nawiązuje do wzorców klasycznych, niemal helleńskich, co miało wpisywać się w ówczesną ideologię kultury fizycznej. Ten kompleks oddaje ducha Słubic jako miejsca, które miało oferować wytchnienie od industrialnego zgiełku Frankfurtu.
Dzisiaj, spacerując między dębami pamiętającymi czasy pruskie a nowoczesnymi instalacjami sportowymi, czujemy tę dualność. To tutaj słubiczanie – zarówno ci z 1945 r., jak i dzisiejsi studenci – odnajdują wspólny mianownik: przestrzeń, która narzuca pewien rytm życia, wolniejszy i bardziej kontemplacyjny niż ten przy głównej arterii prowadzącej do mostu.
Co w Pana opinii jest najmocniejszą stroną Waszego powiatu w kontekście zainteresowań turystów?
Jako regionalista patrzący na powiat słubicki, widzę w nim coś znacznie głębszego niż tylko korytarz transportowy łączący Warszawę z Berlinem. Najmocniejszą stroną naszego powiatu – i zarazem jego największym, wciąż nie do końca odkrytym potencjałem – jest unikatowa synteza dziedzictwa kulturowego i nienaruszonej przyrody, którą nazywam „krajobrazem pogranicza”.
W kontekście zainteresowań turystów, ten „krajobraz pogranicza” manifestuje się w trzech kluczowych filarach, które stanowią o naszej bezkonkurencyjności w regionie:
Po pierwsze, mówiąc o powiecie, nie sposób pominąć Ośna Lubuskiego. To absolutna perła w koronie naszego regionu. Prawie półtorakilometrowy pierścień średniowiecznych murów obronnych, zachowany niemal w całości wraz z basztami, to produkt turystyczny klasy europejskiej. Dla turysty poszukującego autentyzmu Ośno jest miejscem, gdzie czas się zatrzymał. Dodajmy do tego gotycki kościół św. Jakuba z jego unikatowym wyposażeniem, a otrzymujemy gotowy scenariusz na turystykę kulturową, która nie musi niczego udawać. To tutaj najlepiej widać dawną potęgę Ziemi Torzymskiej.
Po drugie, z perspektywy Słubic, naszą najmocniejszą (choć bolesną historycznie) kartą jest zabytkowy cmentarz żydowski przy ul. Transportowej. Mówimy o jednym z najstarszych cmentarzy żydowskich w tej części Europy, z metryką sięgającą 1399 roku. To miejsce przyciąga turystykę o charakterze niemal pielgrzymkowym z całego świata – od potomków frankfurckich Żydów po badaczy judaistyki. To tu spoczywają wybitni mędrcy, jak rabin Josef ben Meir Teomim. Jako opiekun zabytków podkreślam: to nie jest tylko „atrakcja”, to dowód na to, że nasz powiat był przez wieki miejscem spotkań kultur, religii i wielkiej intelektualnej tradycji.
Po trzecie, jeśli turysta szuka ucieczki od cywilizacji, nasz powiat oferuje mu Łęgi Odrzańskie oraz Puszczę Rzepińską. Odra w naszym powiecie nie jest tylko linią graniczną; to jeden z ostatnich tak naturalnych systemów rzecznych w Europie. Turystyka kajakowa i obserwacja ptaków w rejonie ujścia Warty to nasze „eksportowe” atuty przyrodnicze. Rzepin z kolei stanowi bramę do ogromnych kompleksów leśnych, które dzięki swojej strukturze i licznym jeziorom (jak chociażby rzepińskie jezioro Długie czy ośniański Reczynek) są idealne dla turystyki zrównoważonej i ekologicznej.
Po czwarte, dualizm miejski, tzw. Dwumiasto. To nasz unikatowy „miejski” atut. Turysta przyjeżdżający do Słubic otrzymuje pakiet „dwóch miast w jednym”. Możliwość przejścia pieszo mostem, by w ciągu pięciu minut znaleźć się w innej rzeczywistości kulturowej, architektonicznej i językowej, jest dla wielu osób fascynującym doświadczeniem socjologicznym. Współpraca transgraniczna w zakresie turystyki rowerowej (szlak Odra-Nysa) to modelowy przykład wykorzystania położenia geograficznego.
Podsumowując, najmocniejszą stroną powiatu słubickiego jest jego wielowarstwowość. Turysta może rano badać średniowieczne mury w Ośnie, w południe kontemplować historię na kirkucie w Słubicach, a wieczorem obserwować rzadkie gatunki ptaków nad rozlewiskami Odry. To region dla „turysty poszukującego”, który od popularnych, zatłoczonych kurortów woli miejsca z duszą, historią i oddechem natury.
Czy Pana zdaniem w powiecie istnieją inne walory (kulturowe, przyrodnicze), które są zbyt mało znane, ale przy odpowiedniej promocji mogłyby się stać atrakcjami przyciągającymi turystów?
Oczywiście. Jako regionalista często ubolewam nad tym, że turystyka w naszym powiecie bywa „tranzytowa” lub ogranicza się do kilku najbardziej oczywistych punktów. Tymczasem na zapleczu głównych szlaków kryją się obiekty i zjawiska o skali europejskiej, które przy odpowiedniej narracji — opartej na tzw. storytellingu — mogłyby stać się magnesem dla turystów kulturowych i poszukiwaczy autentyczności.
Oto trzy, moim zdaniem, najbardziej niedocenione walory naszego powiatu.
Pole bitwy pod Kunowicami (1759). To jeden z najbardziej uśpionych gigantów turystyki historycznej w Polsce. Bitwa pod Kunowicami była jedną z największych i najbardziej krwawych potyczek wojny siedmioletniej. To tutaj Fryderyk Wielki doznał swojej najbardziej dotkliwej klęski z rąk koalicji rosyjsko-austriackiej.
Górzyca jako kolebka tożsamości regionalnej. Wielu mieszkańców województwa lubuskiego nie zdaje sobie sprawy, że nazwa ich regionu wywodzi się właśnie stąd. W XIII w. Górzyca była siedzibą biskupstwa lubuskiego.
Z kolei Rzepin to miasto zbudowane na micie kolei. Historyczny układ dworca, zabytkowa lokomotywownia oraz specyficzna zabudowa osiedli kolejarskich tworzą unikatowy klimat industrialu wtopionego w zieleń Puszczy Rzepińskiej.
Te miejsca cierpią na brak „szerokiej opowieści”. My, jako regionaliści, mamy fakty. Wyzwanie dla promotorów i samorządów polega na tym, by te fakty przekuć w emocje. Musimy przestać myśleć o powiecie słubickim tylko jako o granicy, a zacząć postrzegać go jako palimpsest historii europejskiej, gdzie na małej przestrzeni krzyżują się losy wielkich królów, biskupów, kolejarzy i pionierów powojennej Polski.
Czy sądzi Pan, że turystyka kulturowa w Słubicach może istnieć bez kontekstu niemieckiego sąsiada?
To pytanie dotyka samego fundamentu tożsamości naszego miasta i jest niezwykle istotne w dyskursie naukowym nad historią Ziem Zachodnich i Północnych. Moja odpowiedź, poparta latami pracy nad dokumentacją zabytków i analizą procesów akulturacji w naszym regionie, brzmi: w teorii – tak, w praktyce – byłaby to turystyka ułomna, niepełna i pozbawiona swojego najgłębszego sensu.
Pozwolę sobie rozwinąć tę tezę w kilku płaszczyznach, które wyjaśniają, dlaczego „kontekst niemiecki” nie jest dla Słubic balastem, lecz integralnym składnikiem jego atrakcyjności. Możemy promować architekturę powojennego modernizmu czy współczesne Collegium Polonicum, ale one zawsze będą funkcjonować w siatce ulic wytyczonej w XIX wieku jako Dammvorstadt.
Turysta kulturowy, który odwiedza nasze miasto, szuka odpowiedzi na pytanie: „skąd się wzięło to miejsce?”. Wycięcie kontekstu frankfurckiego oznaczałoby usunięcie fundamentów, na których stoimy. Bez historii Frankfurtu nad Odrą nie zrozumiejmy fenomenu stadionu SOSiR, architektury kamienic przy ul. Jedności Robotniczej, czy nawet specyfiki naszych parków.
Istnieje jednak nurt turystyki kulturowej, który skupia się wyłącznie na okresie po 1945 roku – i jest on fascynujący. To opowieść o pionierach, o budowaniu polskiego życia na gruzach, o traumie przesiedleń i tworzeniu nowej tożsamości „ludzi pogranicza”. To jest nasza, polska warstwa: historia słubickich kin, kultowych restauracji z okresu PRL-u, czy specyficznego folkloru handlu przygranicznego lat 90. Taka turystyka może istnieć samodzielnie jako studium socjologiczne, ale nawet ona w pewnym momencie zderzy się z „niemieckością”, bo polscy osadnicy wchodzili w zastaną, obcą przestrzeń, którą musieli oswoić. Ten proces oswojenia (tzw. Heimatwerdung) jest najciekawszym elementem słubickiej kultury.
Turystyka kulturowa w Słubicach bez kontekstu niemieckiego byłaby jak książka, z której wyrwano pierwsze dwieście stron. Można przeczytać zakończenie i je zrozumieć, ale nigdy nie poznamy motywacji bohaterów ani głębi samej intrygi. Słubice mają to ogromne szczęście, że mogą dziś czerpać z obu tradycji. Naszą siłą jest to, że potrafimy o tej trudnej, wspólnej historii rozmawiać merytorycznie i bez kompleksów. To właśnie ten dialog – a nie odcięcie się od niego – jest najbardziej atrakcyjnym produktem turystycznym, jaki mamy do zaoferowania światu.
Czy widzi Pan możliwość odwiedzenia powiatu słubickiego w postaci szlaku turystycznego? Jeżeli tak, to jakie obiekty powinien łączyć taki szlak?
Nie tylko widzę taką możliwość, ale uważam, że stworzenie spójnego, interdyscyplinarnego szlaku jest jedyną drogą do zatrzymania turysty w naszym powiecie na dłużej niż kilka godzin. Obecnie ruch turystyczny jest zbyt rozproszony. Potrzebujemy „kręgosłupa”, który połączy kropki rozrzucone na mapie od Odry po Puszczę Rzepińską.
Moją propozycją jest trasa łącząca cztery kluczowe komponenty: historię wielkiej polityki, sacrum, technikę oraz unikatową przyrodę. Taki szlak łączący Słubice, Kunowice, Górzycę, Ośno i Rzepin byłby kompletną opowieścią o Europie Środkowej w pigułce. Pokazywałby, że powiat słubicki to nie tylko „okno na świat” przy autostradzie A2, ale fascynująca kraina o wielu obliczach, którą warto odkrywać etapami. To wielkie zadanie dla nas, regionalistów, ale i dla samorządowców, by to dziedzictwo odpowiednio „opakować” i udostępnić współczesnemu odbiorcy. Dziękuję za to pytanie – to właśnie takie wizje napędzają naszą pracę nad ochroną zabytków.
Które wydarzenie kulturalne jest najbardziej typowe dla Słubic, oddające jego specyfikę historyczną i kulturową?
Najbardziej typowym wydarzeniem, które stanowi esencję Słubic — ich skomplikowanej przeszłości, dynamicznej teraźniejszości i aspiracji na przyszłość — nie jest jeden festiwal, lecz cykl działań, który od lat 90. ewoluował w kierunku dzisiejszego Miejskiego Święta Hanzy. Choć na pierwszy rzut oka może się to wydawać wydarzeniem czysto rozrywkowym, dla badacza kultury i opiekuna zabytków HanseStadtFest (odbywający się równocześnie w Słubicach i Frankfurcie nad Odrą) jest fenomenem o głębokim podłożu historycznym i socjologicznym. To wydarzenie udowadnia, że specyfika Słubic nie polega na byciu „miastem nad granicą”, ale na byciu miastem-mostem. Jako regionalista widzę w tym najzdrowszą formę pielęgnowania zabytków i historii — nie poprzez zamykanie ich w gablotach, ale poprzez czynienie z nich fundamentu dla wspólnej zabawy i dialogu.
Czego obecnie najbardziej brakuje w infrastrukturze turystycznej Słubic, by zatrzymać tu miłośnika kultury na dłużej niż jeden dzień?
To paradoks, że miasto o tak gęstej i fascynującej historii nie posiada nowoczesnej placówki muzealnej. Miłośnik kultury po godzinie spaceru zostaje „sam” z faktami, których nie ma gdzie pogłębić. Potrzebujemy interaktywnego muzeum, które opowiadałoby o Słubicach w sposób nieliniowy: od biskupstwa lubuskiego, przez bitwę pod Kunowicami, złoty wiek Dammvorstadt, aż po traumę roku 1945 i powojenną polską pionierskość. Muzeum stanowiłoby „bazę”, w której turysta mógłby spędzić 2–3 godziny, co automatycznie wymusza skorzystanie z lokalnej gastronomii czy noclegu. Bez takiego punktu ciężkości, Słubice pozostają jedynie „galerią pod gołym niebem”, którą zbyt łatwo jest ominąć.
Brakuje profesjonalnej mariny rzecznej oraz regularnej żeglugi pasażerskiej, która łączyłaby Słubice z Kostrzynem nad Odrą czy Frankfurtem w formie turystycznego „tramwaju wodnego”.
Dla osoby z zewnątrz Słubice są nieczytelne. Zabytki, o których wspominałem wcześniej (jak stadion czy kirkut), są słabo skomunikowane informacyjnie z centrum. Brakuje tablic o wysokim standardzie estetycznym, które za pomocą kodów QR odsyłałyby do archiwaliów, wspomnień pionierów czy trójwymiarowych rekonstrukcji nieistniejących budynków. Turysta kulturowy chce być „prowadzony” za rękę przez narrację. Brak wytyczonych i dobrze oznakowanych szlaków (np. „Szlakiem słubickiego modernizmu” czy „Śladami przedwojennych kawiarni”) sprawia, że zwiedzanie jest chaotyczne i męczące, co zniechęca do dłuższego pobytu.
Brakuje nam wielofunkcyjnego centrum kultury o wysokim standardzie akustycznym, które mogłoby gościć festiwale teatralne, koncerty muzyki dawnej czy konferencje naukowe (sektor MICE).
Collegium Polonicum wykonuje tu tytaniczną pracę, ale potrzebujemy też infrastruktury o charakterze bardziej komercyjnym i rozrywkowym, która żyłaby po godzinie 18:00. Turysta kulturowy po dniu zwiedzania chce uczestniczyć w wydarzeniu, które domknie jego doświadczenie intelektualne.
Słubicom brakuje „kotwic turystycznych” – miejsc i systemów, które fizycznie i mentalnie zatrzymują gościa w przestrzeni miasta. Mamy wspaniałą historię i unikatowe położenie, ale wciąż brakuje nam oprawy, która zamieniłaby te walory w produkt premium. Jako opiekun zabytków widzę ogromną rolę w partnerstwie publiczno-prywatnym i funduszach transgranicznych, by te braki nadrobić. Słubice mają szansę stać się „nadodrzańskim centrum kultury”, ale wymaga to odejścia od myślenia o infrastrukturze jedynie w kategoriach dróg i parkingów, a zwrócenia się ku architekturze idei i komfortu zwiedzania.
Czy ma pan jakieś propozycje rozwoju turystyki w Słubicach i całym powiecie, które powinny być wzięte pod uwagę przez władze lokalne?
Nasz powiat nie wygra konkurencji z dużymi metropoliami skalą zabytków, ale może wygrać ich unikatowością i narracją. Oto pięć konkretnych propozycji rozwojowych, które przedłożyłbym włodarzom Słubic i powiatu.
Zamiast klasycznego muzeum, proponuję stworzenie nowoczesnego centrum interpretacji historii, które byłoby wspólnym projektem Słubic, Frankfurtu i Uniwersytetu Zielonogórskiego (we współpracy z Collegium Polonicum). Stworzenie przestrzeni, gdzie historia Dammvorstadt, pionierów polskich oraz współczesnego Dwumiasta jest opowiedziana jako jedna, spójna oś czasu. Wykorzystanie technologii immersyjnych (VR/AR) do pokazania nieistniejącej architektury, co zrekompensowałoby brak niektórych zabytków zniszczonych po 1945 roku.
Słubice muszą przestać „bać się” rzeki. Obecne wały przeciwpowodziowe pełnią funkcję czysto techniczną, a powinny być salonem miasta. Montaż stałych instalacji artystycznych i tablic informacyjnych opowiadających o historii żeglugi na Odrze oraz bioróżnorodności Łęgów Odrzańskich. To stworzyłoby naturalną pętlę spacerową dla turystów.
Ośno Lubuskie jest naszym najsilniejszym atutem w kategorii turystyki historycznej, ale wymaga „doinwestowania narracyjnego”.
Powiat słubicki ma idealne warunki do rozwoju turystyki rowerowej, która jest obecnie najszybciej rosnącym sektorem. Stworzenie oznakowanej pętli: Słubice – Kunowice (pole bitwy) – Górzyca (biskupstwo) – Ośno Lubuskie – Rzepin – Słubice. Wykorzystanie istniejących dróg leśnych i bocznych asfaltowych, ale z obowiązkowym zapleczem typu MOR (Miejsca Obsługi Rowerzystów) wyposażonym w ładowarki do rowerów elektrycznych i punkty informacji o zabytkach.
Powiat posiada ogromne połacie lasów, które są słabo wykorzystane. Proponuję postawić na turystykę astronomiczną i przyrodniczą. Wykorzystanie braku zanieczyszczenia światłem w głębi Puszczy Rzepińskiej. Budowa wież widokowych do obserwacji ptaków (ornitologia) oraz wyznaczenie punktów obserwacji gwiazd. To przyciągnęłoby turystę poszukującego ciszy i ekologii, tzw. slow tourism.
Obecnie gminy powiatu słubickiego promują się oddzielnie. Moją najważniejszą radą dla władz jest stworzenie wspólnej marki „Powiat Słubicki – tu historia przekracza granice”. Turysta nie widzi granic administracyjnych między gminami; on widzi region. Jeśli Słubice staną się bazą noclegową, Ośno atrakcją historyczną, a Rzepin i Cybinka zapleczem przyrodniczym, stworzymy produkt, który zatrzyma gościa na 3–4 dni. Wierzę, że przy ścisłej współpracy samorządów z sektorem naukowym i konserwatorskim, nasz powiat może stać się turystyczną wizytówką zachodniej Polski.
Rozmawiała: Agnieszka Gandecka
Tagi: 2026-01, powiat słubicki