Główna :  O nas :  Impressum :  Literatura  :  Dla autorów :  Archiwum :  Publikacje :  Kontakt :  turystykakulturowa.ORG

 

Data wydania 31 grudnia, redaktor prowadzący numeru: Agnieszka Matusiak

Numer 6/2017 (listopad-grudzień 2017)

 

WYWIAD

 

Rozmowa z dr Robertem Kempą*
* Dyrektor Centrum Informacji i Promocji Turystycznej w Giżycku, pomysłodawca i nieformalny koordynator Szlaku Fortyfikacji Mazurskich

“Turystyka Kulturowa”: Skąd wziął się pomysł na Szlak Fortyfikacji Mazurskich, czyli szlak kulturowy o profilu militarnym w regionie, który wszyscy utożsamiają z jeziorami i gdzie turystyka głównie z nich żyje? 
dr Robert Kempa:
W zasadzie już w pytaniu kryje się zasadnicze źródło odpowiedzi. Owo „wszyscy utożsamiają z jeziorami” sprawia, że wiele spośród atutów właśnie turystyki kulturowej uchodzi uwadze turystów, ale i uwadze oraz zainteresowaniu lokalnych przedsiębiorców i organizacji turystycznych. Powiedzieć dziś, że historia Mazur i Mazurów jest generalnie abstrakcją dla przeciętnego turysty korzystającego z wypoczynku w naszym regionie jest takim samym truizmem jak to, że loty w kosmos nie są dla każdego. Niestety, tak potoczyły się losy Mazur, że wszyscy wolą zawężać obraz tego regionu do jego walorów naturalnych. Te oczywiście są wyjątkowe, ale nie tylko przyrodą Mazury stoją.
Idea wytyczenia czterech samochodowych szlaków kulturowych, którą zaproponował samorząd wojewódzki była zbyt kusząca, aby nie skorzystać. Do wyboru pozostawała kwestia, czy pójdziemy utartym tropem terytorialnych szlaków łączących atrakcje „od Sasa do lasa” typu „poznaj okolice Giżycka”, czy też zaproponujemy tematyczny szlak kulturowy wpisujący się w region. Oczywiście nie bez znaczenia były prywatne zainteresowania, zawodowe związki z historią wojskowości, w tym i dziejami architektury obronnej, czy też moje kilkuletnie zajęcia terenowe ze studentami i powstająca w tle dokumentacja obiektów. Życie w swoistym „cieniu” murów twierdzy „Boyen” i sąsiedztwie „Wilczego Szańca” tylko dodawało odwagi, a obiekty te dowodziły, że kompilacja historii regionu, wojen i architektury obronnej może być jeżeli nie przysłowiowym strzałem w „10”, to przynajmniej cennym uzupełnieniem oferty turystycznej Mazur. Otwarcie rzecz nazywając – która z atrakcji Warmii i Mazur nie pozazdrości frekwencji w tych dwóch obiektach?!

TK: Jakiego typu obiekty wchodzą w skład Szlaku, jaka jest ich struktura własności, w jakim stanie zachowały się one do naszych czasów?
RK:
W praktyce możemy zaproponować pełne spektrum obiektów obronnych, poczynając od osad nawodnych (Jez. Dobskie), poprzez grodziska Galindów (Jeziorko, Piękna Góra, Staświny), zamki krzyżackie i biskupie (Ryn, Reszel, Giżycko, Kętrzyn, Węgorzewo) i kościoły obronne (Kętrzyn), ziemne fortyfikacje bastionowe na Czarcim Ostrowie, festę nowopruskiej szkoły fortyfikacyjnej połowy XIX w. w Giżycku, a kończąc na obiektach fortyfikacji rozproszonej okresu 1899-1945, tak stałych, jak i polowych, oraz kwaterach wojennych II wojny światowej (Gierłoż, Pozezdrze, Mamerki, Gołdap, Szeroki Bór). Także w sferze struktury własnościowej poruszamy się w pełnej palecie możliwości, począwszy od obiektów będących własnością prywatną, jak choćby jedyny zachowany schron Giżyckiego Obszaru Ufortyfikowanego w Martianach, poprzez własność samorządową (np. twierdza Boyen, wieże w Rucianem i Guziance), a kończąc na własności Skarbu Państwa, czyli obiektach zlokalizowanych głównie na obszarach leśnych. Największe zróżnicowanie możemy zaobserwować w obszarze stanu zachowania. Po osadach nawodnych pozostały jedynie konstrukcje palowe kryjące się pod powierzchnią wody, będące najczęściej stanowiskami archeologicznymi, a więc - można rzec - podwójnie niedostępne. Wśród tych wczesnośredniowiecznych grodzisk dominują obiekty o mocno zatartych narysach, często tak wkomponowane w pagórkowaty krajobraz Mazur, że praktycznie nierozpoznawalne. Na szczęście są także grodziska nie przekształcone przez rolników, czytelne w krajobrazie, a nawet opisane w literaturze krajoznawczej i choćby z tej racji łatwe do odnalezienia. Zamki krzyżackie to najczęściej obiekty przekształcone i dostosowane do współczesnych funkcji np. hotelowych (Giżycko, Ryn, Węgorzewo), wśród których znajdziemy także zrekonstruowane „oryginały” (Kętrzyn), czy też założenia, które w mniejszym stopniu uległy przekształceniom (Reszel). Twierdza „Boyen” to obiekt bardzo dobrze zachowany, oddający główne cechy XIX-wiecznej festy/fortu zaporowego. Spośród obiektów powstałych przez 1914 r. na uwagę zasługują wieże w Rucianem i Guziance, które w przeciwieństwie do wież mikołajskich nie uległy przekształceniu. Pozostałe obiekty Pozycji Jezior Mazurskich i Szczycieńskiej Pozycji Leśnej to rumowiska. Podobnie potoczyły się losy punktów oporu Giżyckiej Pozycji Polowej i Giżyckiego Obszaru Ufortyfikowanego. Wyjątek stanowią kompleksy w okolicach Cierzpięt, Lisiego Ogonu i Kamionek, a także schrony w Martianach, Staświnach, Miechach, Jeżach, Piszu oraz Snopkach. Wśród kwater drugowojennych dominują obiekty rozsadzone przez saperów (Gierłoż, Radzieje, Pozezdrze), niedostępne dla turystów (Szeroki Bór), czy też zaadaptowane na potrzeby turystyczne (Gołdap). Na tym tle wyróżnia się kompleks OKH w Mamerkach. Poziom destrukcji wśród schronów rozproszonych jest zróżnicowany.

TK: Które z obiektów Szlaku Fortyfikacji Mazurskich uważa Pan za atrakcyjne nawet dla słabiej orientującego się z “temacie” turysty kulturowego, a które wymagają wiedzy konesera i dopiero jemu ujawniają swoje unikatowe walory, a może tajemnice?
RK:
Trudno jest określić granicę pomiędzy „orientującym się” w tematyce, a takim, który bezwzględnie wymaga wsparcia. Zamek w Reszlu, twierdza „Boyen”, wieże w Rucianem/Guziance, czy też schron w Piszu są na tyle charakterystyczne i przemawiające do wyobraźni, a także przygotowane do zwiedzania, że bez mała każdy turysta powinien w nich dostrzec ów pierwiastek atrakcyjności. Kwatery w Gierłoży i Mamerkach to swoisty „majestat betonu”, który jeżeli nie z racji swojej specyfiki i zagospodarowania turystycznego, to przynajmniej z uwagi na skalę i tło historyczne budzi zainteresowanie. W pozostałych przypadkach zalecałbym jednak skorzystanie z pomocy narzędzi lub osób, które pozwolą odkryć pełną głębię tych fortyfikacji. 

TK: Czy to specyficzne (bo wojskowe i jeszcze “obce”) dziedzictwo jest przez jego dzisiejszych właścicieli i zarządców dostrzegane, doceniane i chronione? Czy oni (ludzie, instytucje i organizacje) wiążą z nim jakieś plany, widzą dla siebie w związku z nim jakieś szanse? 
RK:
Powiedzenie, że „czas goi rany” jest chyba najlepszą puentą dla tego pytania. Nie ma co ukrywać, że brak więzi i obcość tych obiektów z perspektywy historii Polski i dziejów polskiego oręża to jeden z fundamentalnych problemów. Zatem „wsparciem” dla czasu jest coraz częściej zdrowy rozsądek i dostrzeganie przez samorządy możliwości, jakie generuje zagospodarowanie poniemieckiego dziedzictwa fortyfikacyjnego i przekształcenie ich w autentyczne „magnesy” przyciągające turystów przez cały rok. Taka przemiana dokonała się w Giżycku, dzieje się w Rucianem i Piszu, a nawet dotyka nadleśnictwa. Towarzyszy temu także coraz większe zainteresowanie historia lokalną u młodego pokolenia postrzegającego region jako „swój”, a nie „zdobyczny”. Nie oznacza to, że uwagi typu „to nie nasze dziedzictwo”, „to nie nasza wojna”, „są ważniejsze wydatki, aniżeli pruska twierdza” przeszły już do historii. Jednak w tym tunelu widać już nie tylko przysłowiowe „światełko”, ale nawet solidny reflektor. 

TK: Jak wygląda na dziś turystyczna dostępność obiektów Szlaku, czy są w tym zakresie zarządzania jakieś problemy lub może szczególnie oryginalne rozwiązania? 
RK:
Najchętniej odpowiedziałbym prośbą o następne pytanie. Dowodem na istnienie szlaku jest oznakowanie drogowe, mapa, przewodnik oraz ślad w ogólnoregionalnej aplikacji. Nawet część obiektów funkcjonujących jako atrakcje turystyczne, albo się ze szlakiem nie identyfikuje, albo nie ma świadomości jego istnienia. W okresie trwałości projektu koncentrowano się na zachowaniu w nienaruszonym stanie oznakowania drogowego. Podejmowano także działania służące popularyzacji wiedzy o szlaku oraz promocji jego walorów („study toury” dziennikarzy, stoiska promocyjne na targach). Brak zaangażowania ze strony interesariuszy, a także brak struktury zarządzającej szlakiem sprawił, że nie poczyniono żadnych kroków dla poprawy dostępności obiektów polowych, tak zlokalizowanych na gruntach prywatnych, jak i w zasobach Lasów Państwowych. O dostępności turystycznej z prawdziwego zdarzenia możemy jedynie mówić w odniesieniu do obiektów w Piszu, Rucianem/Guziance, Giżycku, Reszlu, Kętrzynie, Gierłoży, Mamerkach, Pozezdrzu czy Martianach. W pozostałych przypadkach mamy przeważnie do czynienia ze swoistym bojem z naturą i barierami stworzonymi przez człowieka oraz z przyśpieszonym kursem z zakresu terenoznawstwa.

TK: Jakie sposoby wykorzystania dla turystyki i przez turystów dominują aktualnie w obiektach Szlaku Fortyfikacji Mazurskich? 
RK:
Pierwszą grupę stanowią obiekty zarządzane przez właścicieli, udostępnione do zwiedzania, najczęściej biletowane, oferujące możliwość zwiedzania samodzielnego lub z pomocą przygotowanych przewodników. Towarzyszy temu możliwość zapoznania się z przygotowanymi ekspozycjami odnoszącymi się wprost do danego miejsca, bądź też oderwanymi od tej tematyki. Część obiektów oferuje możliwość zorganizowania na swoim terenie dłuższego pobytu na bazie dostępnej infrastruktury noclegowej. Z kolei zamek w Kętrzynie, otoczenie „Wilczego Szańca”, a zwłaszcza obszar twierdzy „Boyen” to miejsca oferujące widowiska plenerowe, inscenizacje i pikniki historyczne, gry terenowe, a także imprezy masowe o profilu kulturalnym, rekreacyjnym i sportowym. W twierdzy „Boyen” realizowany jest także cykl działań edukacyjnych adresowanych tak do uczniów miejscowych szkół, jak i do grup szkolnych odwiedzających obiekt. Drugą grupę stanowią obiekty, do których dotarcie i sposób ich „odkrywania” są pochodną determinacji, odwagi i indywidualnego przygotowania turystów/eksploratorów.

TK: Jak działa “nieformalny” koordynator Szlaku, jakie widzi Pan główne przeszkody, a może właśnie atuty wynikające z tej aktualnej formuły działania i z takiego usytuowania wobec reszty zainteresowanych?
RK:
Zawieszenie „koordynatora” w swoistej próżni hierarchicznej z jednej strony pozbawia go formalnego wsparcia, ale z drugiej pozwala na jakiekolwiek działanie bez potrzeby oglądania się na decyzje, które mogą nigdy nie zapaść. W praktyce działanie „koordynatora” przypomina funkcjonowanie na zasadzie „sam sobie sterem, żeglarzem i okrętem”, który od czasu do czasu dobija do przyjaznego portu w postaci marszałkowskiego departamentu celem upewnienia się, że nie ma decyzji o opuszczeniu bandery lub dla pobrania minimalnych zapasów pozwalających na kontynuowanie rejsu, którego głównym celem jest podtrzymywanie obecności bandery na szerszych wodach. W tle trwa nieustanny proces przekonywania interesariuszy szlaku co do sensu jego istnienia, ukazywania potencjału turystyki historyczno-militarnej, a przede wszystkim zachęcania do poprawy dostępności i zagospodarowania obiektów szlaku, próby jego komercjalizacji i wygenerowania oferty produktowej z nim związanej. Ów brak formalnego umocowania, wynikający z tego brak wsparcia organizacyjnego i finansowego, a nawet brak formalnego zobowiązania do zajmowania się problematyką szlaku w ramach pełnionych obowiązków zawodowych sprawia, iż ”koordynator” niczego nie musi, ale i jednocześnie niewiele może. W efekcie jest jedną z nielicznych osób utożsamiających się z ideą i przyszłością szlaku. 

TK: Co uważa Pan za najpilniejsze w sferze organizacji Szlaku, jakie działania powinny być podjęte właściwie od zaraz, by system mógł prawidłowo działać i rozwijać się jako produkt turystyczny?
RK:
Najpierw należy stworzyć ów system, bo realnie go nie ma! Musimy wiedzieć kto jest zainteresowany rozwojem szlaku, a zwłaszcza jego komercjalizacją. Musimy zweryfikować listę atrakcji i przebieg szlaku. Musimy stworzyć strukturę zarządczą oraz organizacyjne i finansowe fundamenty funkcjonowania systemu. Musimy opracować strategię marketingową, poprawić dostępność obiektów, zadbać o oznakowanie. W praktyce musimy zacząć od podstaw, od przysłowiowego „początku”! Naszym „wianem” jest pomysł, istniejące walory i namiastka infrastruktury szlakowej.

TK: Jak widzi Pan przyszłość szlaku Fortyfikacji Mazurskich: kto powinien z obowiązku społecznego lub dla własnej korzyści zaangażować się w jego funkcjonowanie? Kogo chciałby Pan do Szlaku zaprosić?
RK:
Szlak nie będzie miał przyszłości, o ile do jego idei nie przekonają się właściciele lub zarządcy jego atrakcji oraz przedsiębiorcy oferujący całą paletę usług turystycznych i około turystycznych. Nie wierzę w budowanie produktów turystycznych „z obowiązku”, nawet tego społecznego, kojarzonego z samorządem i Skarbem Państwa. Motywacją powinna być korzyść wynikająca z rozwoju szlaku. Dla jednych korzyść wymierna, ekonomiczna, dla innych korzyść społeczna, wizerunkowa, ale i pośrednio także finansowa. Tylko na takim „zdrowym” fundamencie można oprzeć przyszłość Szlaku Fortyfikacji Mazurskich.

TK: Do kogo chciałby Pan zaadresować ofertę Szlaku, jakie jego walory akcentować, kto i jak powinien je promować? 
RK:
Działanie na przysłowiowego „nosa” nie jest w tym przypadku wskazane. Należy przeprowadzić badania rynku, które pozwolą nam zdiagnozować skalę zainteresowania i potencjał poszczególnych grup klientów. Dziś działamy w dużej mierze „na wyczucie”, a oferta szlaku traktowana jest jako uzupełnienie sztandarowej oferty regionu związanej z aktywnym wypoczynkiem w otoczeniu „cudu natury”. Czyli, gdy wyczerpuje się potencjał koronnej oferty, wówczas sięgamy po dodatkowy atut - szkoda że nie po asa. Najczytelniejszym odbiorcą szlaku są osoby zainteresowane historią militarną, ze szczególnym uwzględnieniem architektury obronnej, a więc pasjonaci, którzy od lat przemierzają okoliczne lasy, łąki i nieużytki w poszukiwaniu wysadzonych schronów, linii okopów, pomników i cmentarzy, uczestnicy inscenizacji i pikników historycznych, a także wykładowcy i studenci kierunków związanych z historią wojskowości i architektury. Tematyka szlaku może zostać doskonale wpisana w szerszy kontekst edukacji regionalnej adresowanej do uczniów szkół podstawowych i średnich. Odpowiednio „opakowany” i „podany” szlak może być atrakcją czasu wolnego turystów wypoczywających w naszym regionie oraz turystów „tranzytowych”, w tym zainteresowanych aktywnymi formami wypoczynku (turyści pieszy i rowerowi).
Trudno jest mówić o promocji w oderwaniu od docelowej struktury zarządczej i organizacyjnej szlaku. Doświadczenie podpowiada, że o ile organ prowadzący szlak nie będzie organizacyjnie i finansowo przygotowany do samodzielnych działań promocyjnych, to ich ciężar musi spocząć na samorządzie wojewódzkim oraz samorządach lokalnych, ale z udziałem komercyjnych partnerów.
W tych działaniach nie da się uciec od kwestii podstawowych, takich jak strona internetowa, aplikacja, profile w mediach społecznościowych, eventy, wizyty studyjne dziennikarzy i touroperatorów, współpraca z touroperatorami i blogerami, czy ogólnie dostępne materiały drukowane. Nie sądzę, aby problemem był brak wiedzy i wyobraźni w tym obszarze. Pytanie brzmi, jaki będzie potencjał finansowy i organizacyjny szlaku?! 

TK: Czy w kontekście przeprowadzonego badania i konsultacji widzi Pan nowe rozwiązania albo propozycje dla turystów, które można wprowadzić do funkcjonowania systemu oraz do jego oferty dla turystów? 
RK:
W obecnej „strukturze” szlaku nie można wprowadzić niczego. Szlak nie funkcjonuje jako system, nie istnieje „oferta dla turystów”. Elementem, który wydaje się być wskazanym kierunkiem, jest odejście od formuły czysto samochodowej i otwarcie się na turystów rowerowych oraz pasjonatów/eksploratorów.

TK: Bazując na własnej wiedzy eksperta w tej dziedzinie i na doświadczeniu jako turysty – jakich praktycznych wskazówek udzieliłby Pan turystom, którzy na własną rękę chcieliby eksplorować obiekty Szlaku Fortyfikacji Mazurskich? Co powinni wiedzieć (i gdzie to znaleźć), jakie miejsca wybrać, czego i jak poszukiwać, a może - co nauczyć się zauważać i doceniać? 
RK:
Podstawą jest zdrowy rozsądek i świadomość faktu, iż podczas eksploracji fortyfikacji mazurskich bardzo często będziemy mieli do czynienia z obiektami rozsadzonymi, nie przygotowanymi nie tylko do zwiedzania, ale nawet eksploracji, stanowiącymi zagrożenie dla każdego, kto zechce się w nie zagłębić! Każda samodzielna wyprawa, choćby z uwagi na czas jaki mamy do dyspozycji, powinna być poprzedzona solidną kwerendą, poczynając od przygotowania kartograficznego, poprzez historie i typologie obiektów oraz relacje tych, którzy już odnaleźli te miejsca przed nami. Wielką pomocą są w tym wypadku różnego rodzaju strony i fora internetowe, profile społecznościowe. To ogromna kopalnia wiedzy oraz źródeł historycznych. Fortyfikacje mazurskie nie mają zbyt bogatej literatury przedmiotu. Ta koncentruje się przede wszystkim na zamkach, kwaterach drugowojennych i pojedynczych obiektach Piskiej Pozycji Ryglowej, Pozycji Jezior Mazurskich oraz Giżyckiego Obszaru Ufortyfikowanego. Kluczem do sukcesu będzie często umiejętność czytania terenu, zwracania uwagi na elementy nietypowe, jak choćby gęstwina pośrodku pola uprawnego, czy porośnięte chaszczami szczyty wzniesień lub zagłębienia terenu. Ważny będzie kontekst otoczenia, a zwłaszcza układ akwenów, dróg, bagien, czy też zwykły okop jako swoista ścieżka prowadząca do celu. Pierwsze doświadczenia najlepiej zbierać w oparciu o obiekty przygotowane pod potrzeby turystów, a zwłaszcza zorganizowane ścieżki edukacyjno-historyczne. Pamiętać jednak przy tym należy, że nie wszystkich pasjonuje eksploracja w terenie, że poza przygotowaniem merytorycznym trzeba być przygotowanym fizycznie i odpowiednio wyposażonym. Mając wątpliwości można zawsze sięgnąć po pomoc znawców tematyki i regionu. 

TK: Czy ma Pan jakieś ulubione miejsce albo obiekt na Szlaku, który szczególnie zalecałby Pan turystom, do którego (i dlaczego akurat tam) zaprosiłby ich Pan dając im gwarancje atrakcyjnego doświadczenia, na jakie jego elementy, narracje lub treści zwróciłby Pan ich uwagę już teraz?
RK:
To zdecydowanie najtrudniejsze pytanie. Każdy z Nas na swój sposób odbiera, przeżywa relację z fortyfikacjami. Dla jednych będzie to kontekst historyczny, dla innych postacie z nimi związane, forma architektoniczna, wykorzystane technologie, stopień zachowania, dostępność, czy też obecność dodatkowych atrakcji (wystawy, eventy, sklep z pamiątkami, „klimatyczna” gastronomia lub nocleg). Stąd też jednych fascynuje w Gierłoży wspomniany wcześniej „majestat betonu”, innych postać i potworne „dzieło” Adolfa Hitlera, innych osoba i odwaga Clausa von Stauffenberga, możliwość przejażdżki pojazdem historycznym, spotkanie ze znanym przewodnikiem, czy też okazja do zadumy nad tragedią II wojny światowej. Podobnie jest z twierdzą „Boyen” gdzie kluczem do satysfakcji mogą być walki w 1914-1915 roku, tajemnice obozu i bytności gen. Własowa, czy też płk. Gehlena, ewolucja form, materiałów i uzbrojenia wykorzystywanego w fortyfikacji XIX w., możliwość bycia „zmobilizowanym” w szeregi armii cesarskiej, czy też zwykłe przyjrzenie się inscenizacji walk z okresu I lub II wojny światowej. Zamek w Reszlu może być świadectwem ewolucji systemów obronnych średniowiecznych zamków, ale też okazją do poznania historii biskupstwa warmińskiego i jego roli w dziejach regionu, albo też zaoferuje jedyny w swoim rodzaju widok na historyczny układ przestrzenny średniowiecznego miasta. Ile obiektów - tyle możliwych narracji, które można zwielokrotniać. Jest też oczywiście własna lista z grodziskiem na Świętej Górze w Staświnach, zamkiem w Reszlu, twierdzą „Boyen”, wieżami w Rucianem i Guziance i towarzyszącą im ścieżką, schronem w Martianach, ścieżką po obiektach Piskiej Pozycji Ryglowej, ciężkimi schronami plot. w Mamerkach, garnkami Kocha przy wysadzonym moście w Grądach Kruklaneckich, punktem oporu Giżyckiej Pozycji Polowej na półwyspie Lisi Ogon koło Grzybowa, czy też schronami w Jeżach.

TK: Kiedy najlepiej zwiedzać Szlak Fortyfikacji Mazurskich, kiedy najwięcej się na nim dzieje i intensywność przeżyć jest największa?
RK:
Każda pora roku jest dobra. Jedni będą woleli okresy pięknej, ciepłej pogody, ale jednocześnie bujnej roślinności przysłaniającej widok, inni będą preferowali mniej ciepłe okresy, wolne od bujnej zieleni. Specyfika tych obiektów sprawia, iż trudne i niebezpieczne jest ich zwiedzanie w okresie, gdy są przykryte warstwą śniegu i lodu, a także podczas opadów deszczu, gdy teren i powierzchnia samych obiektów jest stosunkowo śliska. O wyborze czasu mogą zdecydować organizowane eventy, jak choćby lipcowe nawiązania do Operacji „Walkiria”, czy też sierpniowe inscenizacje w twierdzy „Boyen”, koncerty, zloty miłośników starych pojazdów, czy też ciężkich motocykli.

TK: Bardzo dziękuję za rozmowę

Rozmawiał: Armin Mikos v. Rohrscheidt
  

 

Nasi Partnerzy

 

Copyright ©  Turystyka Kulturowa 2008-2018


Ta strona internetowa używa pliki cookies w celu dostosowania serwisu do potrzeb użytkowników i w celach statystycznych. W przeglądarce internetowej można zmienić ustawienia dotyczące cookies. Brak zmiany tych ustawień oznacza akceptację dla cookies stosowanych przez nasz serwis.
Zamknij