Główna :  O nas :  Impressum :  Literatura  :  Dla autorów :  Archiwum :  Publikacje :  Kontakt :  turystykakulturowa.ORG

 

Data wydania 2 kwietnia 2013, redaktor prowadzący numeru: Ewa Malchrowicz

Numer 4/2013 (kwiecień 2013)

Data wydania 2 kwietnia 2013, redaktor prowadzący numeru: Ewa Malchrowicz

Numer 4/2013 (kwiecień 2013)

 

Itinerarium

 
 
 

Kala'at Seman. Bazylika św. Szymona Słupnika

Bazylika św. Szymona Słupnika

Św. Szymon Słupnik autorstwa Danuty Wierzbickiej. źródło: http://galeria.webege.com/swieci-i-sceny-biblijne/sw.-szymon-slupnik.jpg.php

Maalula, jedno z podejść do wsi

Maalula, klasztor św. Tekli

Maalula, Św. Sergiusz

Maalula, wejście do jaskini św. Tekli. źródło: www. nayatours.net – podgląd z 27.01.2013, zdjęcie z 2010

Damaszek, Meczet Omajadów

Damaszek, Meczet Omajadów

Grób św. Jana Chrzciciela w meczecie Omajadów

Meczet Oma jadów -fasada od strony dziedzińca. źródło: http://www.sacred-destinations.com/syria/damascus-umayyad-mosque-photos/slides/facade-c-vinayak

Damaszek, sprzedawca wody

Damaszek, pałac Azama

Damaszek, fragment starówki

Damaszek, tańczący derwisz

Damaszek, grób Saladyna

Damaszek. Kaplica Ananiasza. źródło: http://www.google.pl/search?q=damascus+photos

Damaszek. Pomnik Saladyna. źródło: http://www.google.pl/search?q=damascus+photos

Hama, sławne kola młyńskie

Hama

Carc de Chevaliers

Carc de Chevaliers

Carc de Chevaliers

Palmyra

Palmyra

Cytadela w Aleppo

Dzielnica ormiańska w Aleppo

Bazar w Aleppo

Hotel Baron w Aleppo

Bazar w Aleppo

Zamek krzyżowców Qalat al Marqab

Qalat al Marqab

Qalat at saalh ad Din

Hetyckie ruiny

Hetyckie ruiny

Ruiny Ugaritu

Michał Jarnecki

Niedaleko Damaszku… albo różne oblicza Syrii - przed i po wojnie


Szczypta Orientu. Refleksja i oczekiwanie na zmianę.
Nie zdawałem sobie sprawy jadąc kilka lat temu do Syrii, iż ten niesamowity pod względem kulturowym kraj, pogrąży się w długiej i krwawej wojnie domowej, stanowiącej kontynuację i odprysk tzw. arabskiej wiosny. Państwa i społeczeństwa arabskie, czy nam się to podoba, czy nie, oparte były, są i chyba będą na patriarchalnej strukturze, do czego te ludy przywykły i ugruntowały w swej długiej tradycji. Struktury demokratyczne raczej w cywilizacji arabskiej się nie zakorzeniły, a prawa jednostki, indywidualizm, po europejsku rozumiana wolność jednostki, nie stanowią priorytetów w systemie wartości. Ten ciekawy kraj nie należy do wyjątków. Okrutna, bezwzględna dyktatura rodziny Asadów (ojcem obecnego Baszira był niejaki Hafez), trwająca od 1970 roku, być może zmierza do żałosnego finału tej familii, ale czy na jej gruzach, na pewno pojawi się lepsza przyszłość? W krajach arabskich oraz większości islamu (Arabowie nie posiadają monopolu na to wyznanie) funkcjonują reżimy autorytarne. Cześć z nich potrafiła sprawnie zarządzać swymi państwami, unikając drastycznych form okrucieństwa, przypominając monarchie typu patrymonialnego ze średniowiecznej Europy.
Niezależnie od wewnętrznego konfliktu, Syria leży obok innych tak niespokojnych dzisiaj rejonów jak Irak czy Palestyna, choć przed wybuchem powstania przeciwko Asadowi, nie rzutowało to na sytuację w kraju, a reżim żelazną ręką zapewniał spokój. To się skończyło. Syria, bohaterka mojej opowieści, wciśnięta w najbardziej unerwiony konfliktami region świata, choć stanowiła oazę spokoju, przestała takową rolę pełnić. Może tak chciał wszechmogący Allah? Spokój miał chyba jednak zbyt wysoką cenę.
Mieszkańcy, jakich pamiętam sprzed 3 lat, są w większości życzliwi i otwarci, choć i wśród nich znajdą się czasem głupi fanatycy-ale czy u nas ich nie ma? Może zabrzmi to banalnie w określonej sytuacji, gdy codziennie giną ludzie, ale w Syrii znajdziemy kilka turystycznych pereł jeżeli nie diamentów całego regionu. Najbardziej malownicze bazary i starówki, fascynujące ruiny antycznych miast i świątyń, potężne zamki krzyżowców, jeden z piękniejszych i najważniejszych meczetów w świecie islamu i fascynujące zapachy Orientu zlokalizowane są właśnie tutaj! Kiedy piekło się skończy, "inszallah" - zgodnie z wola bożą, warto tam będzie pojechać…

Damaszek  
Niejednokrotnie pierwsze wrażenia są mylące i nie zapowiadają niespodzianek i rzeczywistych odkryć po głębszym poznaniu. Tak też rzecz wygląda w przypadku Damaszku. Aby poznać go lepiej, a szczególnie orientalny klimat stolicy, należy spędzić w nim kilka nocy i zwyczajnie pomieszkać. Najlepiej niedaleko starego miasta otoczonego murami pamiętającymi jeszcze rzymskie i bizantyjskie czasy. Penetrować je należy o kilku porach dnia. Inaczej wygląda rankiem, gdy życie dopiero się rozpędza, inaczej wieczorem i po zmierzchu gdy nabiera jakiejś tajemniczej mocy i smaku. Pomimo upału warto nawet i starówkę odwiedzić w środku dnia, otrzeć się o zgiełk tętniącego życia, poczuć wszystkie jego zapachy i przypatrzyć się lepiej ludziom siedząc w jednej z licznych herbaciarni czy kafejek, bądź relaksując się w tradycyjnej łaźni czyli hammamie. Ten ostatni wariant raczej dotyczyłby mężczyzn, ponieważ panie mają tylko swoje wydzielone godziny czy miejsca...
Przyjemnością samą w sobie byłby spacer po bazarach otaczających wielki meczet. Kupić tam można niemal wszystko. Bazary bliskowschodnie to miejsca samowystarczalne. Funkcjonują tutaj świątynie, restauracje, toalety czy łaźnie. Nie da się ominąć największego pokrytego dachem - Hamadiyeh, ale warto też zagłębić się w labirynty uliczek od południowej strony Meczetu Omajadów. Właśnie to on jest diamentem w damasceńskiej kolii. Jego trzonem są pozostałości wczesnochrześcijańskiej świątyni, przebudowanej i powiększonej na potrzeby zwycięskiego islamu (od VII wieku). Wrażenie robią nie tylko imponujące wnętrza, ale i olbrzymi dziedziniec. Część fasady i tzw. skarbiec (w zachodniej części dziedzińca) pokrywają fantastyczne mozaiki. W środku odnajdziemy grób szanowanego również przez muzułmanów Jana Chrzciciela.

Jego postać łączy jak mało kto dwie wielkie religie monoteistyczne świata. Miał on według Mahometa poprzedzać obok Chrystusa, przyjście właściwego proroka, czyli właśnie - jego. Mało tego. Jeden z minaretów, notabene dawna dzwonnica bizantyjskiej katedry, nosi imię ... Jezusa, czczonego przez wyznawców islamu jako jeden z proroków poprzedzających nadejście Mahometa.

W kompleksie meczetu znajduje się mauzoleum z grobem największego rycerza i wojownika w świecie islamu na przełomie XII-XIII wieku, pogromcy krzyżowców Saladyna. Niedaleko głównego wejścia na starówkę, wznosi się monumentalny pomnik wielkiego rycerza islamu, człowieka jednak wolnego od fanatyzmu i z szacunkiem traktującego swoich przeciwników.

Saladyn, według kronik, miał podczas bitwy pod Jaffą zauważyć przez namiastkę lunety, iż pod królem angielskim - Ryszardem Lwie Serce, padł koń. Przerwał na krótko działania bojowe i podesłał swojemu równie rycerskiemu rywalowi nowego rumaka, aby nie musiał dalej walczyć pieszo!

Nie brakuje pamiątek z okresu wczesnego chrześcijaństwa, kiedy to w mieście przebywał świeżo nawrócony św. Paweł. Na czoło wysuwa się kaplica pod jego wezwaniem w jednej z wież (Bab Kisan), z której uciekał prze prześladowcami spuszczony w koszu. To również dom Ananiasza, dzisiaj kaplica, gdzie miał ukrywać się Apostoł Narodów.
Dobrym pomysłem byłaby też włóczęga po starym mieście, nie zważając na czas i mapę, pamiętając jedynie o orientacyjnych punktach typu minarety czy obwarowania i bramy zwieńczone najczęściej wieżami.
Pod Damaszkiem w chrześcijańskiej wsi Maalula, ludzie mówią osobliwym dzisiaj aramejskim języku, którego używał Chrystus. Poprosiłem duchownego, aby w tym antycznym języku wypowiedział "Ojcze nasz". Pomimo mego dystansu od religii, byłem wzruszony. Na obrzeżach osady wznoszą się dwa klasztory: św. Sergiusza (po arabsku Mar Sarkis) i św. Tekli ( Mar Taqla). Temu drugiemu gen. Anders podarował w imieniu polskiego II Korpusu w 1943 roku (oddziały polskie stacjonowały w Palestynie i Libanie) jedną z ikon. Cudowne miejsce. Koniecznie trzeba odwiedzić, jak pojawi się taka szansa!

W królestwie Zenobii
Około 200 km na wschód od Damaszku, w kierunku na Bagdad - taki kierunek wskazują znaki drogowe - leży Palmyra, stolica antycznego państwa, sprzymierzonego z Rzymem, które rzuciło mu nawet wyzwanie w drugiej połowie III wieku naszej ery. Stało się to udziałem niezwykle ambitnej Zenobii, drugiej po Kleopatrze żeńskiej indywidualności antycznego Wschodu. Królowa usiłowała wykorzystać pewne zamieszanie panujące wówczas w imperium rzymskim, ale uległa legionom cesarza Aureliana (to ten od murów okalających wieczne miasto) i w złotych łańcuchach przedefilować musiała przez cesarskie fora. Palmyra została zburzona, ale to co pozostało jest imponujące. Na olbrzymiej przestrzeni rozrzucone są ruiny, wśród których obok ulicy otoczonej kolumnadą zwracają szczególną uwagę resztki świątyń Baala-Jowisza czy terapylon (zespół czterech korynckich kolumn). Najlepsza panorama rozpościera się z arabskiego zamku, zwłaszcza gdy wczesny zmierzch i popołudniowe słońce rzucają cienie na ruiny Palmyry. Nawiasem mówiąc słoneczny żar tutaj bywa szczególnie niebezpieczny... Odpowiedni strój i zapas wody obowiązkowy!

W cieniu krucjat  
To właśnie Syria posiada najlepiej zachowane i najpotężniejsze zamki krzyżowców. Na plan pierwszy wysuwa się Carc de Chevaliers, imponująca twierdza na wzgórzu koło Homs, w kierunku wybrzeża. Obwarowania zwieńczone są 13 wieżami. Zdobywający musieli pokonać trzy linie obrony, my zaś spokojni, że nikt nie leje nam smoły czy gorącej kaszy na głowę przez obszerne stajnie i korytarze wspinamy się na dziedziniec. Znajdziemy tam zarówno wczesnogotycką kaplicę, arkady z typowymi dla średniowiecza rozetkami oraz sale mieszkalne rycerzy.
Dobrze zachowane zamki z okresu krucjat znajdują się jeszcze bliżej Morza Śródziemnego. Uwagę zwracają: forteca Saldyna koło Lattakii oraz czarny (wzniesiony z tufu wulkanicznego) Marqab, bliżej Tartus. Nie tylko respekt budzi ich potęga, ale również malownicze położenie.
Na północ od Homs, w mieście Hama, niemal pozbawionym pamiątek przeszłości, warto zobaczyć niesamowitą osobliwość tego kraju. Są nimi średniowieczne pomysłowe podnośniki, zwane noriami bądź nuriami. To gigantyczne koła z nasadzonymi na nich czerpakami, napędzane wodą rzeki Orontes. Służyły do wlewania wody w kanały nawadniające spieczoną słońcem syryjską ziemię. Intrygujące i dające niepopularny może dowód, że Arabowie niegdyś technicznie przebijali Europejczyków, pogrążonych w barbarzyńskim fanatyzmie. To samo dotyczyłoby najlepszej w wiekach średnich damasceńskiej stali, z której kute były sławne na cały świat miecze, kirysy i szable.

Magiczna północ  
Kolejną perłą, a może diamentem jest Aleppo i okolice tego drugiego co wielkości miasta kraju. Tutejszy bazar jest prawdopodobnie największym w świecie arabskim. Niewątpliwie ma on wiele autentyzmu, przeznaczony będąc głównie dla miejscowych, niż turystów. Tylko maleńka jego część oferuje klasyczne syryjskie i arabskie pamiątki. To być może powodem, że jego damasceński odpowiednik bardziej przypadnie Wam do gustu. Jeden i drugi ma wiele egzotyki. Nie tylko chodzi o zapachy, dziwne owoce i przedmioty, czy suszące się w kurzu i wśród owadów połacie mięsa. Nagle przez środek uliczki idzie objuczony towarem osiołek popędzany przez Araba w długiej sukmanie - galabiji.
Nad miastem i wielkim bazarem dominuje olbrzymia cytadela z XII wieku, choć już w I tysiącleciu p.n.e. istniała tutaj świątynia, a potem świątynia hellenistyczna. W środku znajduje się mini osada z pałacem, koszarami i kilkoma meczetami.

W Aleppo przebywał niegdyś jako azylant po Wiośnie Ludów, bohater dwóch narodów: polskiego i węgierskiego - gen. Józef Bem. Poproszony przez tureckich gospodarzy kierował ogniem z murów cytadeli i skutecznie zdławił bunt lokalnej społeczności przeciwko Porcie Ottomańskiej. Wkrótce - był to rok 1850 - zmarł na cholerę i został w Aleppo pochowany. Jego ciało wróciło do kraju w 1927 roku.

Warto nawiedzić czyściutką, zamożną i zadbaną dzielnicę ormiańską. Stanowi ona kontrast z zatłoczonym arabskim sercem miasta. Skupia się ona na północ od cytadeli, wokół kilku kościołów.
Atrakcją nie byle jaką są ruiny bazyliki pod wezwaniem św. Szymona Słupnika (390-459), niegdyś jednego z większych sanktuariów wczesnego chrześcijaństwa. Arabowie zwą to miejsce Qalat Saman. Centrum rzeczywiście potężnego centrum pielgrzymkowego sprzed 1500 lat stanowią resztki bazyliki, gdzie na skrzyżowaniu naw, pod nieistniejącą już kopułą dostrzec można pozostałości niegdyś ponoć 15 metrowego słupa, na którym świętobliwy pustelnik (zmarł w 459 r.) spędzić miał 30 lat!
W okolicach znajdują się ruiny innych bizantyjskich bazylik oraz swoistego zaplecza logistycznego pielgrzymek ściąganych tutaj sławą świętego. Kilka kilometrów od Qalat Saman znajdujemy ślady domów noclegowych, gospód, stajni i mniejszych klasztorów. Blisko już tureckiej granicy, w Ain Dara, natkniemy się nawet na ruiny hetyckiej cytadeli i świątyni. Imperium Hetytów, którego centrum znajdowało się na wschód od współczesnej Ankary, w końcu II tysiąclecia p.n.e. rywalizowało o hegemonię nad Bliskim Wschodem z Egiptem Ramessydów. Dziwaczne monumentalne rzeźby z czarnego granitu niosą w sobie jakieś dostojeństwo i rąbek tajemnicy...

Wybrzeża, czyli to co można sobie darować...
Niestety, muszę odradzić kąpiele na tzw. syryjskiej Riwierze. Plaże są brudne, zalegają na nich tony śmieci, a i zapach morza nie zachęca do zanurzenia naszego ciała... No, może z wyjątkiem czarnej powulkanicznej plaży w Rais el Bassit, położonej kilka kilometrów od granicy z Turcją. Kilkaset metrów wybrzeża także było oczyszczonych koło hotelu "Meridien" ( za ok. 150-200 $ na głowę), na północ od Lattakii.
Okno na świat Syrii, wspomniane portowe miasto Lattakia nie wyróżnia się niczym specjalnym. Obok są ruiny liczącego prawie 500 lat Ugarytu. Przyjemniejszą atmosferę posiada Tartus, z którego łatwo przedostać się do libańskiego Tripoli. Nie spodziewajmy się jednak i tutaj nadzwyczajnych rzeczy bądź większej niż gdzie indziej czystości. Przyjemna jest lokalna maleńka staróweczka. Ot co...

Uwagi praktyczne
W określonej sytuacji zapewne byłoby cynizmem i tragikomedią wysyłać tam wędrowców. Wszystko jednak ma swój początek i koniec. Wojna domowa też trwać wiecznie nie będzie, choć rany po niej goić będą się jeszcze dłużej. Jest w tej części tekstu wyrażona nadzieja, że ów kierunek się znów otworzy dla wędrowców z plecakami i gotowymi akcji aparatami fotograficznymi. Swego czasu ciekawą ofertę posiadał węgierski Malev - bilet powrotny nie przekraczał 1400-1500 złotych. Tak się złożyło, iż narodowy przewoźnik naszych bratanków zbankrutował i rejsy, choć teraz w większości pozawieszane stały się udziałem innych
Syria należała do tanich państw. Noclegi były w naszych możliwościach, faktycznie na każdą kieszeń. Porządną dwójkę z klimatyzacją i łazienką można znalazłem już od 25 $ za noc. Wieloosobowe dormitoria są tańsze. Ba, znajdowały i dwójki, ale bez łazienek i klimatyzacji za kilka dolarów od głowy. Pomijam w ogóle hotele klasy tej co wspomniany "Meridian".
Żywność była tania, podejrzewam, że częściowo choć subsydiowana. Jadłodajnie i restauracje leżały w naszych możliwościach - za pożywny posiłek z przystawkami (polecam ich marynaty!). Jako że to kraj muzułmański nie znajdziemy w jadłospisie wieprzowiny, ale to nie tragedia. Nie problem ją zakupić - jeśli tak bardzo tego pragniemy, w chrześcijańskich enklawach sąsiedniego Libanu.
Dosyć ekskluzywną restauracją Damaszku był "Pałac Omajadów", niedaleko meczetu, gdzie szwedzki stół kosztuje 12-14 $ od osoby. Podczas posiłku mieliśmy zaserwowaną muzykę na żywo, śpiewy i taniec derwisza.
Transport publiczny był tani. Nawet ceny taksówek nie należały do wygórowanych. Tutaj jednak mogą zajść zmiany …i to zapewne na niekorzyść. Bilety wstępu wahały się w granicach, przeliczając lokalne środki na amerykańskie "ziele", od 2 do 5 $. Walutą jest lokalny funt, jego kurs wynosił 1$=32-34 SLP.
 

 

Nasi Partnerzy

 

Copyright ©  Turystyka Kulturowa 2008-2018


Ta strona internetowa używa pliki cookies w celu dostosowania serwisu do potrzeb użytkowników i w celach statystycznych. W przeglądarce internetowej można zmienić ustawienia dotyczące cookies. Brak zmiany tych ustawień oznacza akceptację dla cookies stosowanych przez nasz serwis.
Zamknij