Główna :  O nas :  Impressum :  Literatura  :  Dla autorów :  Archiwum :  Publikacje :  Kontakt :  turystykakulturowa.ORG

 

Data wydania 28 lutego 2009

Numer 3/2009 (marzec 2009)

 

Itinerarium

 
 
Atrakcje regionu
Krajobrazy
Ludzie
Echa wojny
Wodny świat

ZYGZAKIEM PRZEZ SOUTH - WEST PACFIC, czyli POZDROWIENIA Z MÓRZ POŁUDNIOWYCH
Michał Jarnecki

Kierunek i logistyka wyprawy

Hasło Południowo-Zachodni Pacyfik wśród globtroterów i miłośników przygody zazwyczaj wywołuje swego rodzaju podniecenie. Dla mnie inspiracją były dawne wyprawy w te strony publicysty i podróżnika Janusza Wolniewicza, a potem znanego globtrotera Wojciecha Dąbrowskiego. Z jednej strony - dzięki niezwykłym wyspom i lagunom, to podróż marzeń, ale z drugiej… nie da się ukryć - to bardzo daleko i raczej nie jest to tani kierunek. Odległości i ceny biletów są porównywalne z tymi, za przelot dookoła świata. Można oczywiście spróbować znaleźć coś bardziej konkurencyjnego cenowo, ale nie spodziewajmy się cudów. W przypadku Mikronezji, Marianów i Palau takim oszczędnościowym rozwiązaniem są linie Air pass Continental. U tego przewoźnika zapłaciłem mniej więcej 2600 zł za 10 przelotów. Do Manili doleciałem via Hong Kong korzystając z usług europejskiego przewoźnika, za „jedyne” 4600 zł za bilet w obie strony w szczycie sezonu (lipiec-sierpień!); stamtąd dalej Continentalem, który ma sieć gwiaździstych połączeń z wyspami tej części globu i w przypadku wielu z nich, jest jedynym operatorem. Pierwsze lądowanie było na amerykańskiej wyspie Guam, na której Continental posiada jedną ze swoich baz logistycznych.

Guam

Samolot z Manili lądował na Guam w samym środku nocy, ale chyba coś nie do końca wyszło pilotowi lub pas był za krótki, ponieważ przeciążenie wcisnęło nas w fotele. Nawiasem mówiąc, niektóre z lotnisk w tym rejonie świata – zwłaszcza na Pohnpei (Ponape) czy Yap – są naprawdę krótkie (ok. 2 km) i wymagają od pilotów nie lada umiejętności.

Guam, amerykańska placówka na Południowo-Zachodnim Pacyfiku, choć niewielka i częściowo zamieniona na bazę wojskową (czyli wielkie STOP), może być ciekawym, choć tylko krótkim przerywnikiem w podróży. Na północnym krańcu znajduje się pełna uroku plaża Ratidlan Point, gdzie w ciągu tygodnia więcej jest motyli niż ludzi. Środek wyspy stanowi zespól kilku miast, jak „stolica” Garapan czy nadmorski kurort z wieloma strzelistymi hotelami – Tumon, gdzie najczęściej goszczą Japończycy. W stolicy na szczególną uwagę zasługują tzw. latte, czyli kolumny z rafy koralowej wyrzeźbione na kształt grzybów przez artystów z ludu chamorro, który zamieszkiwał te tereny przed przybyciem Europejczyków. W centralnej części miasta wzniesiono katedrę, obok której stoi pomnik Juana Pablo Dios (czyli Jana Pawła II) goszczącego tutaj w lutym 1979 r. Warto dodać, że większość mieszkańców tego regionu świata to katolicy, co interpretowane jest jako wynik długiego panowania Hiszpanii. Z tego okresu pochodzą zachowane do dziś resztki fortów hiszpańskich, a z późniejszych - tunele wydrążone przez Japończyków, którzy okupowali wyspę między grudniem 1941 a latem 1944 roku.

Jednak najbardziej fascynujące jest południe wyspy - bardziej dzikie, naturalne, mniej zabudowane, trochę rustykalne i nie amerykańskie. Przypomina mniejsze wyspy Pacyfiku. Postrzępione wybrzeża i liczne klify zapewniają niezapomniane widoki. Do jednej z zatok przybił w 1521 r. sam Ferdynand Magellan podczas swej wyprawy dookoła świata. Wśród resztek dżungli i miedzy wzgórzami znajdują się urocze wodospady Tarzan Fall, do których, aby dotrzeć, trzeba się nieco natrudzić. Łatwiej dostępne są kaskady Talafolo, obok których do 1972 r. ukrywał się ostatni żołnierz II wojny światowej, sierżant Soichi Yokai.
 

Wierność przysiędze, czyli Soichi Yokai. Japoński sierżant, Soichi Yokai, przez 27 lat miał swą kryjówkę w jednej z pieczar w pobliżu osad ludzkich ex-wroga, czyli Stanów Zjednoczonych. Dopiero misja japońskich dziennikarzy, poinformowanych przez lokalną społeczność doprowadziła do poddania się tego symbolu żołnierskiej lojalności. Twierdził, że nie było nikogo, kto by mu rozkazał złożyć broń (wówczas już zardzewiały stary karabin i szablę). Oficerowie z jego oddziału dawno już zginęli lub popełnili samobójstwo. Yokai został przekonany listem z podpisem cesarza…

 Na Wyspach Złodziejskich

Obecne Mariany Ferdynand Magellan, którego tubylcy mieli obrabować podczas jego wyprawy dookoła świata, nazwał te wyspy złodziejskimi. Dzisiaj raczej mieszkańcy Marianów nie mają specjalnie złej sławy, choć na największej z wysp, Saipanie, przestrzegano nas przed włamaniem do wypożyczonego samochodu. Na szczęście skończyło się tylko na tej przestrodze. 

Mariany Północne to dziwne państewko o osobliwym statusie politycznym - stowarzyszony z USA, coś w stylu Puerto Rico. Na tych wyspach także zamieszkiwał lud chomorro, wymieszany później głównie z hiszpańskimi, lub też w mniejszym stopniu niemieckimi czy japońskimi kolonizatorami bądź amerykańskimi administratorami. Po Chomorro na wyspie Tinian zachowały się najbardziej imponujące latte, czyli znane nam już z Guam, kolumny przypominające grzyby. Jednak na losach, a co za tym idzie - wyglądzie archipelagu odcisnęła się przede wszystkim najnowsza historia. Latem 1944 r. rozegrała się tutaj jedna z najważniejszych na Pacyfiku bitew drugiej wojny światowej. Główną sceną stała się wyspa Saipan, gdzie przez blisko dwa miesiące bronili się Japończycy, którzy w obliczu nieuchronnej klęski popełniali masowe samobójstwa, nie tylko poprzez sławetne sepuku, ale również – w przypadku cywilów – poprzez skoki z klifów do morza w północnej części wyspy. Na mniejszej, prawie zupełnie płaskiej wyspie Tinian, Amerykanie wybudowali wielki lotnisko, z którego od jesieni 1944 r. startowały bombowce B 29 atakując wielkie japońskie miasta. Z tego lotniska rozpoczęły też swój lot 6 i 9 sierpnia 1945 r. samoloty kierujące się na Hiroshimę i Nagasaki. Pierwszy pilotował płk Paul Tibbets, a drugi mjr Charles Swiney. Skutek wszyscy znamy. Dawne lotnisko częściowo jest już zarośnięte, ale miejsca startu tych maszyn w sierpniowe noce ostatniego roku wojny są zaznaczone.

Winian i Saipan posiadają jeszcze wiele innych reliktów wojny. Znajdziemy tam m.in. ukryte w pieczarach japońskie działa przeciwpancerne, a wokół plaż szczątki czołgów lub amfibii obu walczących stron.

Na szczęście na wyspie znajdziemy nie tylko pamiątki z czasów wojny. Na Saipanie odwiedziliśmy bajecznie kolorowy ogród botaniczny, pełen egzotycznych kwiatów i owoców. Piękne są też skaliste wybrzeża, choć między klifami niewiele jest odcinków klasycznych plaży. Jeżeli już to polecamy Taga Beach, znajdujące się w południowej części Tinian, w pobliżu której wybudowano kasyno. Tam też napotkamy jeden z dziwów natury – tzw. blow hole, czyli wydmuchująca dziura, z której na kilkanaście metrów tryska wypychana ciśnieniem woda oceanu. Mariany otaczają również rafy koralowe, choć w tym rejonie Pacyfiku, nie jest to nic niezwykłego. Tinian zapewnia też spokój i posiada wiejską senną atmosferę, zaś Saipan może podobać się miłośnikom miejskiego gwaru i nocnych rozrywek. W jednym z hoteli organizowane są muzyczne show z prezentacją kultury ludów South-West Pacific. Można nawet popływać turystyczną łodzią podwodną, ale to droga rozrywka – 80 $ za 45 minut…

Seszele Pacyfiku – Palau

Malutkie wyspiarskie państwo (494 km2), liczące jedynie około 25 tys. mieszkańców, leży na wschód od Filipin. Określenie kraju mianem lokalnych Seszeli - ze względu na rozmiar Palau - może wydawać się trochę ponad miarę, ale cudowne turkusowe wody, wspaniałe rafy z niesamowitym bogactwem podwodnego życia i plaże od zewnętrznej strony rafy, pozwalają na takie porównanie. Między ławicami ryb - nazwijmy je „zwykłymi” czy „standardowymi” - pływają żywe diamenty, mieniące się feerią barw, a czasem nawet delfiny i rekiny. Na dodatek jest tam mimo wszystko taniej, a mieszkańcy nie są tak strasznie skomercjalizowani, jak w przypadku Seszeli. Na jednej z wysepek, Rock Island, w małym jeziorku, będącym zasilanym wodą morską przez system kanalików, żyje endemiczny gatunek meduzy, która nie parzy, ponieważ nie posiada naturalnych wrogów. Jest to żywy dowód na teorię ewolucji, zakładającą jako podstawę tezę o przystosowywaniu się gatunków do warunków środowiska.

Stolicą Palau, składającego się nomen omen… z 14 stanów (niektóre z nich liczą sobie po 300-500 mieszkańców) jest Koror, położony na niewielkiej wyspie o tej samej nazwie. W tym imponującym mieście, z około 15-16 tysiącami dusz, potrafią się tworzyć w godzinach szczytu najprawdziwsze korki! To także w Koror, na całe szczęście dla nas, spotkaliśmy naszą znajomą, słowacką nauczycielkę, która wyszła za mąż za Amerykanina i osiedli na stałe w Palau. Dzięki ich kontaktom udało nam się załatwić wiele rzeczy - i co niebagatelne dla podróżnika - nasze portfele nie zostały zbyt gwałtownie odchudzone, bo choć Palau to nie Seszele przyznać trzeba, że kraj do tanich nie należy.

Na Badeldoab, największej z wysp wchodzących w skład Palau, znajdują się jedne z najbardziej frapujących znalezisk archeologicznych całego Pacyfiku. To kamienne twarze i relikty jakiejś tajemniczej, niedokończonej budowli, wznoszonej jak wieść niesie, przez duchy, które musiały przerwać pracę przestraszone pianiem koguta. Owe kamienne twarze może nie są tak efektowne jak sławne posągi Moai z Wyspy Wielkanocnej, ale posiadają znacznie dłuższy rodowód – co najmniej o 2000 lat!

Po drugiej stronie Wielkiej Wyspy - jak tubylcy nazywają Badeldoab - znajdują się największe w rejonie mikronezyjskim wodospady - Nargmandou. Uwaga, na tym odcinku wycieczka zamieniła się w treking z powodu częściowo zarośniętej drogi, a potem konieczności przejścia krawędzią rzeki, a nawet jej przejścia, brodząc po pas w wodzie. Gdy dotarliśmy na miejsce nie oparliśmy się pokusie naturalnego prysznica.

 FSM czyli uroki Federacyjnych Stanów Mikronezji

Mikronezja, choć nie należy do potentatów pod względem wielkości – razem 702,2 km2 - rozrzucona jest na olbrzymich obszarach Pacyfiku, mniej więcej jak z Paryża do Moskwy, jeśli nie dalej. Na kilkuset wyspach i wysepkach żyje łącznie około 110 tysięcy mieszkańców. Kilka grup wysp tworzy 4 stany, różniące się od siebie nie tylko znaczną odległością, ale również językiem czy obyczajami.

Chyba najbardziej bliskim natury, nie zepsutym cywilizacją i komercją oraz bezpretensjonalnym stanem jest Yap, noszący nazwę największej z wysp. Yap to miejsce na poły magiczne, osobliwe, wyjątkowe. Nie tylko dlatego, ze jest to Wyspa Kamiennych Pieniędzy, jak brzmi popularne określenie tego kawałka lądu, ale przede wszystkim ze względu na obyczaje mieszkańców. Na przykład panie często chodzą z odkrytym, zazwyczaj pięknym, torsem. Ślicznie uśmiechnięte Yapianki w niekompletnym stroju można spotkać w sklepach, samochodach czy na ulicach. Niestety, wskutek nacisków misjonarzy tradycja ta coraz bardziej się kurczy. Za najbardziej sexy uważane są tutaj kolana, stąd bywają zasłonięte. Co kraj to obyczaj…

W największej osadzie wyspy, Colonii odbywa się w niedzielę spektakularne show w jednym z hoteli (za 50 $ z poczęstunkiem), ale nie jest to jedyna okazja zobaczenia Mikronezyjczyków w tradycyjnych ubraniach. Tutejsi mieszkańcy za nieduże pieniądze, przebierają się w typowe, wykonane z włókien palmowych stroje. Ba, występują tak w niedziele czy soboty, tańcząc i śpiewając. Można ich wtedy oglądać, a pokaz jest znacznie bardziej naturalny niż wyreżyserowany spektakl. Są też i przykre obrazki. Mieszkańcy tego regionu, i ci młodsi, i ci starsi, bywają leniwi i zamiast do pracy, idą na ulicę gdzie wyciągają ręce po datki. Jest to efektem nie tylko wysokiego bezrobocia, ale także przyzwyczajenia do subwencji rządowych i międzynarodowych.
 

Island Stone Money. Mówi się, ze nazwa wyspy wzięła się z braku ekwiwalentu wartości poważniejszych zakupów, takich jak dom, ziemia, łódź czy żona. Na nieodległych Palau znajdowały się łatwe do obróbki wapienne skały, a dziurki wydrążone w okrągłych blokach ułatwiały transport i przenosiny przez krzepkich mężczyzn

W granice administracyjne Mikronezji wchodzi także atol Chuuk, czyli największe wrakowisko świata. W jego okolicach na dnie oceanu spoczywają 73[1] jednostki japońskie, zatopione przez US-army podczas operacji Hailstone w lutym 1944 r., co wcale nie było słodką zemstą za Pearl Harbour. Atol stanowił coś w rodzaju kotwicowiska cesarskiej floty, a dzisiaj jest wymarzonym celem miłośników nurkowania. Nie trzeba mieć pełnego sprzętu, wystarczy fajka by zobaczyć kilka wraków statków i samolotów leżących na niskiej głębokości, np. sławny japoński bombowiec Mitsubishi Zero. Na kilku największych wyspach atolu, na wzgórzach czy w pieczarach zachowały się działa japońskich baterii przeciwlotniczych i przeciwpancernych.

Pod koniec swojej wyprawy odwiedziłem perłę w koronie Mikronezji, czyli wyspę i stan Pohnpei-Ponape[2], gdzie zlokalizowana została stolica Federacji, Palikir. Tutaj też leży największe miasto kraju, też zwane Kolonią, tak samo jak znana nam osada z Yap. Być może to efekt pobytu na wyspach Niemców, którzy zajęli miejsce Hiszpanów pod koniec XIX wieku. W tych też czasach, na przełomie wieków, odwiedził wyspy Mikronezji nasz wybitny rodak, etnograf i podróżnik, pierwszy z badaczy tego rejonu świata, Jan Stanisław Kubary. Niestety, dziś jest on lepiej znany na Mikronezji, w Niemczech czy Wielkiej Brytanii niż w Polsce, ponieważ pisał głównie po niemiecku czy angielsku, a jego teksty z rzadka były tłumaczone na nasz język. W berlińskim Muzeum Etnograficznym prezentowana jest spora część jego zbiorów. Sam Kubary ożenił się z Mikronezyjką i tutaj też zakończył swoje życie, a jego grób znajduje się w centrum Kolonii, za resztkami hiszpańskiego fortu na trawiastym placu, na którym zazwyczaj chłopcy grają w baseball bądź piłkę. Przywiodła mnie tam nie tylko pasja poznawcza, ale też i książka J. Wolniewicza, podającego dokładną lokalizację mogiły oraz mnóstwo kapitalnych informacji o tym wybitnym podróżniku i badaczu. Niestety stan obecny odbiega od opisywanego przez Wolniewicza. Redaktor - globtroter przy finansowym udziale naszej placówki dyplomatycznej w Australii, wyjednał u lokalnych władz, jeszcze za amerykańskiej administracji (końcówka lat 70.) środki i pozwolenia na renowację grobu oraz postawienie dwujęzycznej tablicy z podobizną Kubarego w medalionie. Niestety, ktoś tablicę zerwał czy zniszczył, pozostała zaś przypominająca piramidkę sterta ułożonych warstwami kamieni (w stylu Nan Madol o czym za chwilę!).
 

Kubary, Jan Stanisław (1846-1896), podróżnik, etnograf i przyrodnik, wybitny badacz Mikronezji. W 1868 wyruszył do Mikronezji, gdzie spędził prawie 28 lat i był często pierwszym białym człowiekiem odwiedzającym liczne wyspy Oceanii. W 1882 odbył wyprawę badawczą do Japonii. Zebrał wiele okazów, które przekazał muzeom europejskim. Szczegółowo opracował wszystkie najważniejsze archipelagi na Oceanie Spokojnym, dokonując szeregu odkryć przyrodniczych i archeologicznych oraz sporządzając mapy tych terenów.

 Nieopodal Kolonii, na małej wyspie przylegającej od północno-zachodniej strony znajduje się pasmo wzgórz porośniętych dżunglą, zwane Sokehs Range, o charakterystycznym, przypominającym grzebień kształcie. Ze wzniesienia rozpościera się zapierający dech w piersiach widok na zatokę, port i lotnisko. Na szczycie Japończycy wznieśli baterie dział przeciwlotniczych, a wewnątrz góry wydrążyli kilka tuneli. Dzisiaj wszystko już znacznie zarosło tropikalna roślinnością.

Wnętrze wyspy pokrywa dżungla i wzniesienia o wulkanicznej przeszłości, sięgające niecałych 800 metrów. Wyprawa w głąb Pohnpei – Ponape może być niezłym, ale wymagającym wysiłku trekiem… Nie brakuje tam pięknych, majestatycznych wodospadów. Najłatwiej dostępnym - zaledwie kilka minut od szosy okalającej wyspę - i chyba najurokliwszym jest Kepirohi Fall widziany od strony wschodniej. Zdecydowanie większym wyzwaniem byłaby wyprawa na południowe krańce Ponape, do wąwozu Swerlap, gdzie po wspinaczce i brodzeniu w rzece oglądamy 6 różnej wielkości wodospadów. Do ostatniego z nich należy wręcz dopłynąć wpław niedługim kanionem o głębokości 2,5 metra. Nagrodą są pejzaże dzikiej, dziewiczej przyrody, taka maleńka wersja środka Borneo.

Od wschodniej strony wyspy znajdują się ruiny Nan Madol, reliktu zagubionej, prawie nieznanej cywilizacji Pacyfiku. Miasto, a może rezydencja pałacowo-świątynna? powstało w czasach polskiego rozbicia dzielnicowego. Budowle zostały wzniesione z potężnych 50 tonowych bloków kamiennych, jednak nie do końca wiadomo w jaki sposób. Także upadek tej kultury budzi liczne pytania. Bloki kamienne wyrastają na kawałkach wynurzonej rafy i w zależności od pory dnia dostępne są głównie podczas odpływów, dlatego Nan Madol nazywane bywa Wenecją Pacyfiku. W środku najbardziej imponującego zespołu kamiennych bloków ułożonych poziomo, odnaleziona została na początku XX w. komora grobowa ze szczątkami wodza bądź kapłana.
 

Mikronezyjska wersja zemsty faraona Wkrótce po odkryciu Nan Madol w niejasnych okolicznościach zmarł niemiecki gubernator Victor Berg, który wspierał badania. Jego grób znajduje się w Kolonii. Umarł także bezpośredni odkrywca. Miejscowi kojarzyli ten fakt z naruszeniem tabu, ale oficjalne komunikaty informowały o konkretnych chorobach. Ludzie i tak wiedzieli swoje. Czyżby mikronezyjski ekwiwalent klątwy faraonów ?

 Nieopodal Pohnpei rozpościera się kilka bezludnych atoli. Najbliższy i najpiękniejszy jest Anth, z cudownymi turkusowymi wodami. Jego mieszkańcami są głownie kraby i gniazdujące ptaki. Lekko pochylone palmy nad oceanem tworzą niesamowitą scenerię. W sercu atolu, jak również poza nim, na otwartym Pacyfiku są niebywałej urody rafy… Wśród nich pływają kolorowe, sympatyczne rybki, a czasem pojawi się nawet barrakuda czy manta skrzydlata. Dla takich chwil wart żyć i pracować, choć taki wyskok do tanich nie należy (ok. 90-100 $ od osoby)

Ostatni dzień pobytu spędziłem na tarasie hotelowym, gapiąc się przez kilka godzin na majaczące na horyzoncie skały Sokhes i zmieniające się barwy zachodzącego nad Pacyfikiem słońca… W głowie kłębiły się myśli i plany kolejnych wypraw na South West Pacific.
 


[1] 73 statki to liczba, o której mówi się na wyspie, jednak w oficjalnych danych podaje się 44 statki (12 japońskich okrętów wojennych i 32 statki handlowe) oraz 249 samolotów. Największe i najważniejsze okręty zostały ostrzeżone i w porę uszły na szerokie wody.

[2] W czasach kolonialnych popularna była druga nazwa – Ponape, ale od czasu proklamacji niepodległości pojawiła się obecnie ta pierwsza – Pohnpei
 

Nasi Partnerzy

 

Copyright ©  Turystyka Kulturowa 2008-2018


Ta strona internetowa używa pliki cookies w celu dostosowania serwisu do potrzeb użytkowników i w celach statystycznych. W przeglądarce internetowej można zmienić ustawienia dotyczące cookies. Brak zmiany tych ustawień oznacza akceptację dla cookies stosowanych przez nasz serwis.
Zamknij