Główna :  O nas :  Impressum :  Literatura  :  Dla autorów :  Archiwum :  Publikacje :  Kontakt :  turystykakulturowa.ORG

 

Data wydania 4 maja 2012, redaktor prowadzący numeru: Armin Mikos v. Rohrscheidt

Numer 5/2012 (maj 2012)

 

Itinerarium

 

Zofia Gącarzewicz

Turcja (nie)chrześcijańska - śródziemnomorskie skarby

Ofertę wyjazdu do Turcji można znaleźć właściwie w każdym biurze podróży. Bardzo często to, co proponuje się turystom to plaże jednego z dwóch najbardziej popularnych wybrzeży - śródziemnomorskiego lub egejskiego. Pojawiają się także propozycje wyjazdów objazdowych obejmującą centralną i zachodnią cześć kraju, zawsze po tych samych, utartych szlakach. Oczywiście dużo w ten sposób zobaczyć można, ale myślę, że dla spragnionej poznawania osoby będzie to zdecydowanie za mało. O wiele więcej ciekawostek można znaleźć z dala od standardowych tras, którymi przemieszczają się turyści. Mnie w tym kraju zawsze pasjonowała jego różnorodność i bogactwo, zarówno to krajobrazowe, jak kulturowe, w tym kulinarne. Jest to kraj, po którym można podróżować właściwie bez końca, cały czas odkrywając nowe miejsca, ale też widząc te już dobrze znane w zupełnie innym świetle. Każda nowa trasa (a można ich tutaj wytyczyć jeszcze bardzo wiele) może być nawet dla stałego bywalca przygodą otwierać możliwości jeszcze lepszego poznania tego wielkiego kraju.
Lećmy więc do Antalii. To dobra baza wypadowa dla podroży do zachodniej, centralnej i południowo-wschodniej części Turcji. Miejsce łatwo dostępne: w sezonie letnim tutaj dolecieć jest najłatwiej, głównie dzięki bardzo dużej ilości lotów czarterowych oferowanych przez polskie biura podróży - cena takiego lotu w dwie strony ok. 300 Euro. Alternatywą jest Berlin, tutaj dzięki tanim liniom lotniczym można znaleźć lot za podobną cenę właściwie przez cały rok. Optymalny czas na podróż to maj lub wrzesień - znośne temperatury, jeszcze stosunkowo niska wilgotność powietrza. W pełni lata to właśnie ona jest szczególnie uciążliwa w tej części kraju.
Widoki zaczynają zachwycać już z pokładu samolotu, gdy przelatujemy nad potężnym pasmem górskim Taurus. Jeszcze na początku czerwca na najwyższych szczytach możemy zobaczyć śnieg. Samolot podchodząc do lądowania wykonuje piękny manewr, przelatuje nad miastem, leci w kierunku morza i - kiedy pod nami jest już tylko błękit Morza Śródziemnego - zawraca, żeby wylądować w Antalii. Lotnisko jest imponujące - obsługuje przecież miliony pasażerów rocznie.

Po Turcji podróżować można najłatwiej autobusami międzymiastowymi. Natomiast kolej w przewozach pasażerskich spełnia w Turcji marginalną rolę. Wystarczy odnaleźć w tureckim mieście dworzec autobusowy ("otogar"), a znajdziemy tam autobus. Który zawiezie nas nawet w najdalsze zakątki tego kraju. Przy zakupie biletu pasażer będzie zapytany o płeć, bo tutaj nie do pomyślenia jest posadzenie obok siebie obcych sobie kobiety i mężczyzny. Podróżuje się komfortowo, nowe, luksusowe autokary, kawa lub herbata na pokładzie w cenie biletu i nieodłączna turecka cytrynowa woda kolońska dla odświeżenia, którą obsługa skrapia dłonie pasżerów. Do tego bezprzewodowy Internet w standardzie.

Hotel, krótki odpoczynek i już jest się gotowym do odkrywanie ciekawostek, które kryje śródziemnomorskie wybrzeże Turcji. Czy chcecie na przykład zobaczyć, jak wiele miejsc związanych z początkami chrześcijaństwa znajduje się w tej części kraju?

Turcja jest krajem położonym nad czterema morzami. Na północy Morze Czarne, na zachodzie Morze Egejskie, wewnętrzne Morze Marmara z cieśninami Bosfor i Dardanele i na południu olbrzymi basen Morza Śródziemnego. Na żadnej tureckiej mapie takiej nazwy jednak nie znajdziemy: Morze Śródziemne Turcy nazywają Akdeniz- Morze Białe. Ta nazwa wzięła się stąd, iż Turcy Seldżuccy kierunki geograficzne wiązali z kolorami, Ak-biały był kolorem zachodu. A Morze Śródziemne leżało właśnie po zachodniej stronie państwa seldżuckiego.

Pierwszy przystanek to Perge- zaledwie 20 km na wschód od Antalii. Można tam bardzo łatwo dojechać tzw. dolmuszem, małym busem będącym typowym pojazdem komunikacji miejskiej w tureckich miastach. I znowu coś, co u nas raczej by się nie przyjęło: żadnego biletu na przejazd! Kierowca wpuszcza do pojazdu tylko przednimi drzwiami i tu pobiera opłatę. Wysiadający korzystają z tylnych drzwi. Nikt nawet myśli o naruszeniu tego porządku.
Po drodze mijamy szkołę. Na dziedzińcu dzieci w niebieskich fartuszkach z białym kołnierzykiem podczas apelu oddają cześć Ojcu Narodu (i ojcu republiki) Mustafie Kemalowi Atatűrkowi. Tak rozpoczyna się ich każdy szkolny dzień. Te jednakowe ubranka łagodzą trochę różnice w społeczeństwie.

"Ne mutlu Türküm diyene" - jak szczęśliwy jest ten, kto może powiedzieć że jest Turkiem - te słowa towarzyszą uczniom tureckich szkół podczas szkolnych apeli. Można je także przeczytać na licznych w tym kraju pomnikach Atatűrka.

Perge, nazywane miniaturką Efezu, jest najlepiej zachowanym antycznym miastem w tej części kraju. Ostały się relikty miasta greckiego (brama hellenistyczna) i rzymskiego (agora oraz łaźnie), które świadczą o bogactwie i pozycji miasta jako stolicy dawnej Pamfilii. Poszukiwacze śladów św. Pawła czytając Dzieje Apostolskie dowiedzą się, że Perge było jednym z pierwszych przystanków podczas jego pierwszej podróży apostolskiej. Niestety, ze względu na bliskość kurortów turystycznych miejsce jest dosłownie zadeptane przez grupy turystyczne, więc wśród mnóstwa autokarów i straganów z pamiątkami na jakąkolwiek religijną atmosferę czy szansę na poszukiwanie choćby najmniejszych autentycznych śladów związanych z tym Apostołem trudno jest liczyć. O popularności miejsca świadczy też dość wysoka cena wstępu na tereny antycznego Perge. Wróćmy do hotelu, jutro długa podróż.

Widok z lotu ptaka na hellenistyczną bramę z Perge źródło www.kultur.gov.tr
 

Ceny biletów wstępów są w Turcji bardzo zróżnicowane w zależności od " atrakcyjności" miejsca. Za wstęp do tych cieszących się największym zainteresowaniem należy zapłacić ok. 15- 20 YTL (Nowej Tureckiej Liry). 1 Euro to ok. 2,3 YTL, wychodzi więc około 25-35 zł. Te mniej popularne to wydatek ok. 5-7 YTL, a więc .8-12 zł.

Wczesnym rankiem ruszamy w podróż na wschód wzdłuż wybrzeża. Z jednej strony błękit Morza Śródziemnego - z drugiej majestatyczne Góry Taurus, te same, które jeszcze niedawno podziwialiśmy z pokładu samolotu. Wschodzi słońce. To jest pasmo Taurusa Środkowego z wysokościami dochodzącymi do 2500 m. n.p.m. Wiemy jednak, że tam, dokąd zmierzamy, te widoki będą nam towarzyszyć prawie cały czas. Celem podróży jest bowiem położona prawie przy syryjskich granicach Antakya. Zanim tam dojedziemy, zobaczymy klika miejsc, do których docierają już tylko poszukiwacze miejsc związanych z początkami chrześcijaństwa.
Jedziemy na wschód, mijamy Alanyę, popularny turecki kurort turystyczny. Przez kilkadziesiąt kilometrów widać prawie same hotele. Nic dziwnego, to najbardziej znana miejscowość wypoczynkowa w tej części kraju. Tuż za Alanyą góry Taurus zaczynają się stykać z morzem, rozpoczyna się więc mozolna wspinaczka. Można przy tym podziwiać umiejętności miejscowych kierowców. Uwagę zaczynają przykuwać potężne plantacje bananowców uprawianych na tarasach. Małe, słodkie, zupełnie inne niż te, które znajdujemy w naszych supermarketach. Przy drodze stragany z bananami, czasem jedyne źródło utrzymania mieszkających tutaj ludzi. Droga biegnie pod górę, wije się serpentynami i z każdą chwilą widoki coraz bardziej zapierają dech w piersiach. Na usta ciśnie się tureckie słowo "harika" pięknie, cudownie, zachwycająco. Jeszcze nie wiemy, że po 6 godzinach jazdy tą serpentynową drogą na te widoki nie będziemy już mogli patrzeć. Cieszmy się, jeśli nie mamy choroby lokomocyjnej. Droga na chwilę schodzi do poziomu morza i oczom pasażerów ukazuje się pierwszy z okazałych zamków - Mamure Kalesi. Otoczony fosą (dziś dość licznie zamieszkałą przez żółwie) pamięta swoich dawnych mieszkańców - Rzymian, władców ormiańskich, krzyżowców, Turków seldżuckich, Turków osmańskich. Zamek zadziwia swoim ogromem, 36 wieżami i bardzo dobrze zachowanymi murami. Zaskakuje jeszcze tym, że... nie ma przy nim żadnego autokaru z turystami.

Zamek Mamure Kalesi www.mersinkulturturizm.gov.tr


Fosa z Żółwiami dookoła Zamku Mamure Kalesi

Kolejny przystanek to Silifke, miasteczko zamieszkałe przez około 65 000 mieszkańców, a znane z produkcji jogurtu i uprawy owoców cytrusowych. Leży nad rzeką Göksu. Pierwsza ciekawostka, że to właśnie w wodach tej rzeki utonął podczas trzeciej wyprawy krzyżowej cesarz rzymsko-niemiecki Fryderyk Barbarossa, gdy próbował się przez nią przeprawić. Nie to jednak przyciąga do Silifke pielgrzymów. Ich celem jest grota pod ruinami potężnej bazyliki, wybudowanej na miejscu pustelni Św. Tekli, uczennicy i apostolskiej towarzyszki Św. Pawła. To miejsce zgromadzeń i modlitw pierwszych chrześcijan. Pozostałości tej bazyliki zachowane są do dnia dzisiejszego. Miejsce trudno jednak odnaleźć. Brakuje jakiegokolwiek oznakowania widocznego z głównej drogi. W odróżnieniu od Perge, nie docierają już tutaj tłumy turystów, nie ma autokarów i sklepów z pamiątkami za wygórowaną cenę. Nawet grupy turystyczne przejeżdżające przez Silifke tutaj nie zaglądają. Przyjeżdżają tylko ci, którzy szukają śladów Św. Tekli. Opłata za wstęp kosztuje grosze.

Wnętrze kościoła Św. Tekli źródło: www.mersinkulturturizm.gov.tr
 

Atrakcji w Silifke nie brakuje. Uzbrojeni w zapas wody ruszamy do Nieba, jednej z dwóch jaskiń znajdujących się w okolicach miasteczka. Droga nie jest łatwa, trzeba pokonać w pełnym słońcu 452 wykute w skale schody, Zaskakujące jest to że droga do "nieba" prowadzi w dół - w głąb jaskini. Po drodze napotykamy kościół poświęcony Matce Bożej, datowany na V w. n.e. Zaczyna robić się coraz bardziej ślisko - okazuje się, że sekretem Nieba jest źródełko wody. To właśnie dzięki wodzie ukształtowało się to zapadlisko, Chwila odpoczynku i powrót tą samą droga, kolejne 452 schody. Potem czas na drugą jaskinię - Piekło: tutaj droga jest łatwa, jak w słynnym cytacie z Ewangelii... Z platformy widokowej można zajrzeć do zapadliska o głębokości 127 m. Kto wie, co kryje na dnie. Legendy mówią, że Zeus zamknął tam potwora Tyfona o stu głowach. Ale nawet bez mitologicznej otoczki kręci się w głowie od myśli, jakie cuda potrafi stworzyć natura.
Na wybrzeżu kolejna niespodzianka: następny zamek: Kiz Kalesi - Zamek Panny. To właściwie dwa zamki, jeden na morzu, drugi na lądzie, obydwa pamiętające czasy wypraw krzyżowych. Za klika lirów można zwiedzić je oba, pokonując dystans między nimi czekającą nieopodal łódką.

Zamek Panny źródło: www.mersinkulturturizm.gov.tr

Czas ruszać w dalszą podróż - kolejny cel wyprawy to Tars. Całe szczęście dalsza podróż biegnie już autostradą. Mijamy Adanę potężne dwumilionowe miasto, znane z upraw bawełny, a jednocześnie ojczyznę tradycyjnej potrawy tureckiej Adana Kebab, pikantnego, grillowanego, siekanego mięsa.

W Adanie znajduje się największy meczet Turcji. Meczet Sabanci Merkez Camii, noszący imię jednej z najbardziej wpływowych tureckich rodzin. Wybudowany w klasycznym osmańskim stylu, może pomieścić 28 500 wyznawców. Jego kopuła ma wysokość 54 metry, a sześć strzelistych minaretów wznosi się na wysokość 99 m. Do wybudowania tego meczetu w 1998 roku jedynie Błękitny Meczet w Stambule mógł się poszczycić sześcioma minaretami.


Meczet Sabanci w Adanie żródlo www.ogrensek.comadana-sabanci-camii
 

Leżący 20 km od wybrzeża Tars to historyczna stolica Cylicji, ważny punkt na szlakach handlowych, miejsce spotkań Marka Antoniusza i Kleopatry oraz miejsce narodzin świętego Pawła. Dzisiaj to ważny ośrodek rolniczy i przemysłowy. Na szukających śladów Pawła z Tarsu pielgrzymów czekają dwa miejsca. Pierwsze to rezerwat archeologiczny, gdzie zobaczyć można pozostałości domów z czasów rzymskich (może gdzieś właśnie tutaj mieszkał Szaweł) ze studnią, z której pierwsi chrześcijanie czerpali wodę wierząc w jej cudowne właściwości. Oczywiście dla chętnych pan sprzedający bilety zaczerpnie wody ze studzienki i pozwoli się jej napić.

Tars, Studnia Św. Pawła .
 

Drugie miejsce to kościół św. Pawła. Dziewiętnastowieczna świątynia pełni dzisiaj funkcję muzeum. Opiekę nad nim sprawuje tureckie Ministerstwo Kultury i Turystyki. Grupy pielgrzymkowe, po uzyskaniu specjalnego zezwolenia, mogą tam odprawić mszę. Nie trzeba tego zezwolenia, jeżeli zwrócą się do zamieszkujących tuż obok sióstr zakonnych. Kościół katolicki stara się o ponowne otwarcie tej świątyni jako regularnego miejsca kultu, lecz rząd turecki nie wyraził jeszcze na to zgody.

Pielgrzymi w kościele św. Pawła w Tarsie
 

Tars robi jednak największe wrażenie podczas wieczornego spaceru nad rzekę Tarsus Cay, znaną ze swoich rwących i chłodnych wód. Tutaj usłyszymy historię o Aleksandrze Wielkim, który przeziębił się podczas kąpieli w tej rzece i omal nie umarł tutaj na zapalenie płuc - co mogłaby zmienić historię świata.

Podświetlone wodospady rzeki Tarsus Cay
 

Tej opowieści można posłuchać pijąc herbatę w jednej z herbaciarni nad brzegiem rzeki, przygotowywaną w samowarach i serwowaną w małych tulipanowych szklaneczkach (do wyboru: turecka lub z przemytu). Jest to doskonała okazja, żeby poobserwować mieszkańców Tarsu. Wieczór to dla nich doskonała pora na spotkanie ze znajomymi, panowie sączą herbatkę, panie wesoło rozmawiają, a wszędzie biegają dzieciaki. Chyba dobranocka już się dawno skończyła, ale tutaj nikomu to nie przeszkadza. Nawet przy dużym zmęczeniu trudno rozstać się z tym miejscem. Z tą herbatą, atmosferą - i turecką wersją trik traka, tavlą.

Czajniczek do parzenia herbaty
 

Herbata jest narodowym napojem Turków. Kształt szklaneczek do tureckiej herbaty przypomina tulipan. Z jednej strony pomaga to zachować temperaturę (turecki čay powinien być mocny, gorący i słodki), z drugiej zaś przypomina, że ojczyzną tulipanów jest Turcja, a nie - jak się powszechnie uważa - Holandia. Pierwsze cebulki tulipanów miały być darem dla Holendrów od Sulejmana Wspaniałego w XVI w.

Dalsza podróż biegnie na południowy wschód w kierunku miasta Antakya, stolicy tureckiej prowincji Hatay. Antakya leży zaledwie 50 km od granicy z Syrią. Z okna autokaru widać potężny port i hutę żelaza Iskendrun. Jest to miasto o ciekawej historii, założone przez Aleksandra Wielkiego, jako Aleksandretta - turecka wersja imienia Aleksander to Iskender. Tutaj też Bűyűk Iskender - jak nazywają Aleksandra Turcy - stoczył historyczną bitwę z Persami pod Issos.
Dojeżdżamy do Antakii, historycznej Antiochii Syryjskiej, dawnej stolicy rzymskiej prowincji Syria i jednego z pierwszych ośrodków wczesnego chrześcijaństwa, później stolicy Księstwa Antiochii, założonego po pierwszej wyprawie krzyżowej. Dzisiaj miasto liczące ok. 100 000 mieszkańców w niczym nie przypomina dawniej, potężnej rzymskiej Antiochii nad Orontesem. Śladów dawnej świetności miasta można szukać w Muzeum Mozaik prezentującym mozaiki ścienne i podłogowe będące pozostałościami rzymskich domostw. Muzeum zachwyca, ale mamy tu do zobaczenia jeszcze jedno miejsce. Po spacerze wąskimi uliczkami starego miasta udajemy się na górę, gdzie znajduje się cel pielgrzymek przybywających do Antakii: Kościół - Grota Św. Piotra. To właśnie tutaj nauczali Piotr i Paweł, i tutaj, według relacji Dziejów Apostolskich, po raz pierwszy uczniów Chrystusa nazwano chrześcijanami (christianoi). Kościół to właściwie grota w skale, zamknięta murowaną fasadą. Wewnątrz: kamienny stół ołtarzowy, uderza prostota.

Antakia (Antiochia), Kościół - Grota Św. Piotra


Mozaiki w Muzeum Mozaik w Antakii źródło:www.kultur.gov.tr

Społeczeństwo Antakii jest dwujęzyczne, wszyscy mówią tu zarówno w języku tureckim, jak i arabskim. Widać, że wpływy sąsiedniej Syrii są tutaj bardzo silne. Jeszcze bardziej zaskakuje gości religijne zróżnicowanie mieszkającej tu ludności. To przecież niewielkie miasto, a znajdziemy tutaj meczet, kościół, cerkiew i synagogę. I każde z tych miejsc gromadzi całkiem licznych wyznawców poszczególnych religii.

Prowincja Hatay ze stolicą w Antakii jest kością niezgody między Turcją a Syrią. Należące od 1517 roku do Imperium Osmańskiego tereny zostały w 1921 roku dołączone do Syrii, pozostającej wówczas pod zarządem (mandatem) francuskim. Turcy się z tym nie pogodzili, doprowadzili do powstania w 1938 roku Republiki Hatay, która z kolei na mocy referendum w 1939 została przyłączona do Turcji.

Nocujemy na obrzeżach miasta w Harbiye. Obsługa hotelu zachęca do spaceru nad okoliczną rzekę z wodospadami. Uwagę, tych, którzy skorzystali przykuwa tablica wymalowana w listki laurowe. Okazuje się, że to tutaj Dafne, uciekając przed Apollonem zamieniła się w drzewo wawrzynowe. Historia miesza się z mitologią. Jeśli ktoś ma większą siłę imaginacji, połączy to z malowniczym widokiem i szybko zacznie lubić to miejsce. Polubi je zaś jeszcze bardziej gdy włączy kolejny zmysł i spróbuje miejscowej kuchni. Z racji bliskości syryjskich granic są tu silnie zauważalne (i odczuwalne) wpływy arabskie. Sałatki podawane z miętą, pasty z orzechów, papryki i pomidorów, humus z ciecierzycy - świadczą o intensywnym mieszaniu się kuchni tureckiej i arabskiej. Na deser podają Kűnefe - zapiekany na słodko żółty ser. Jada się je w wielu miejscach w Turcji, ale nigdzie nie smakuje tak jak tutaj. Warto tu przyjechać dla samego tylko tego smaku. I dla tego smaku może jeszcze tutaj wrócić?

Harbiye, Porcja Kűnefe
 

 

Nasi Partnerzy

 

Copyright ©  Turystyka Kulturowa 2008-2018


Ta strona internetowa używa pliki cookies w celu dostosowania serwisu do potrzeb użytkowników i w celach statystycznych. W przeglądarce internetowej można zmienić ustawienia dotyczące cookies. Brak zmiany tych ustawień oznacza akceptację dla cookies stosowanych przez nasz serwis.
Zamknij