Główna :  O nas :  Impressum :  Literatura  :  Dla autorów :  Archiwum :  Publikacje :  Kontakt :  turystykakulturowa.ORG

 

Data wydania 1 kwietnia 2012, redaktor prowadzący numeru: Ewa Malchrowicz

Numer 4/2012 (kwiecień 2012)

 

Itinerarium

 
 
 

Shinjuku towers

W salonie Toyoty w Tokio


W parku narodowym Hakone-autor i Fuji

Nikko - kompleks światynny

Nikko - tzw. Daimon, mitologiczny starżnik świątyni

Hiroshima

Samurajska zbroja

 Hiroshima

Hiroshima

Mijajima - Bogdan i sławetne tori

Mijajima - moja walka z jeleniem o piernik i mapę

Ogrody w Kumamoto

W hotelu kapsule

W parku narodowym Aso

Kgoshima i wulkan Sakurajima

Chiran - ogrody

Chiran - przed muzeum kamikadze

Osobliwa światynia w Tagayinja w Uwajimie/Sikoku


Nara, światynai Todaji, z wielkim posągiem Buddy
 

Zamek Himeji

Jedna ze świątyń w Kyto/Kioto

Światynia Horyuji k. Nary

Bogdan i złota mlodzież w Kyto/Kioto

Złota świątynia Kyto/Kioto

Michał i Bogdan Shinjuku-Toki, w tle LOVE hotels

Grób Yayasu Tokugawy w Nikko

Michał Jarnecki

W cieniu Góry Fuji. Banzai czyli wyprawa do Japonii.


Źródło: http://mynihon.blogspot.com/2011/05/odsona-pierwsza-japonia-kraj-kwitnacej.html

Wyprawę do Nipponu planowałem kilka lat....Wyspy Japońskie są tematem trudnym dla klasycznego globtrotera, backapckersa czyli plecakowca. Truizmem byłoby stwierdzenie, iż to droga destynacja. Pomijam wyjazdy na zaproszenie, staże czy studia. Da się jednak ów "temat" ugryźć, dobrze go planując, mając w ręce literaturę od Lonely Planet począwszy, skończywszy na radach i uwagach z podróżniczych forów. Niezależnie od cen uwarunkowanych wysokim poziomem życia, kraj ten też stanowi swoiste logistyczne wyzwanie, ze względu na swoja geografię. Nie pojedziemy chyba tylko po to, aby zobaczyć Tokio… Nie ubliżając stolicy, są tam o wiele ciekawsze i piękniejsze miejsca. Japonia jest przecież krajem wyspiarskim, obejmuje bowiem 3922 wyspy różnej wielkości o łącznej powierzchni 377,8 tys. km kwadratowych. Większość obszaru i tego co warto odwiedzić, skupia się na czterech wyspach: Honsiu, Hokkaido, Kiusiu, Sikoku. Jednak ten problem da się rozwiązać dzięki świetnie rozwiniętemu transportowi, zwłaszcza kolejowemu, który dowiezie nas do większości atrakcji, choć zasoby naszych kieszeni nadwątli. Inwestujemy jednak w siebie i jesteśmy chyba tego warci?

Mega miasto
Zaczynamy raczej tradycyjnie, bo tak najprościej, od największej z wysp: Honsiu. Zdecydowanie najłatwiej też na nią dotrzeć samolotem z Europy, choć są tacy co rozpoczynają od Hokkaido czy Okinawy. Wspólnie z Bogdanem rozpoczęliśmy więc tradycyjnie …od Tokio. Stolica wraz z Jokohamą jest klasycznym "vibrat city", jednym z kilkunastu mega miast na świecie. Za tą opinią zgodzić się można szczególnie w najbardziej pokręconej z dzielnic i moim zdaniem najciekawszej, Shinjuku, nazywanej często japońskim Manhattanem, a to powodu licznych skylinerów, gdzie kotłują się i mieszają tłumy czarnowłosych mieszkańców. Na tutejszym dworcu codziennie przewija się ok. 750 tysięcy ludzi, co w godzinach szczytu robi przygniatające wrażenie. Co ciekawe nikt się nie przepycha, nie awanturuje, nie wrzeszczy, a tłum w sposób karny i zdyscyplinowany przemieszcza się ku peronom czy kilkunastu wyjściom. Świetna organizacja i dyscyplina, są znakiem rozpoznawczym nie tylko tego dworca, ale dobrym wstępem i symbolem całej Japonii. Na Shinjuku potrafi być też wesoło. Niezbyt daleko od schroniska młodzieżowego, w dawnej olimpijskiej wiosce, znajdują się liczne kluby nocne, dyskoteki oraz tzw. LOVE Hotel’s … z charakterystycznymi amorkami wyposażonymi w łuki i strzały wraz z serduszkami. Można się domyślić ich przeznaczenia, ale ów kicz ma więcej wdzięku niż np. dzielnica czerwonych świateł w Amsterdamie.
W ścisłym centrum, w Ueno, miłośnicy przeszłości wpadną zapewne do Muzeum Narodowego, ale ostrzegam przed ogromem jego zbiorów. Przytłaczają i jeden dzień może być zbyt krótki nawet na powierzchowne ich obejrzenie. Może raczej powłóczyć się po parku o tej samej nazwie co dzielnica, pogapić się jak ludzie żyją, spędzają czas. Młodzież często ćwiczy sporty walki, starsi płynnie uprawiają gimnastykę, choć nie jest to tak masowe zjawisko, jak np. w Chinach. Park Ueno i ogrody cesarskie to jedyne oazy zieleni, ale w związku z tym, że te drugie tylko częściowo są udostępnione publiczności, to znaczenie tych pierwszych wzrasta. W parku cesarskim możemy podziwiać sławne japońskie sosny bonzai o niekiedy bardzo fantazyjnych kształtach, rzadko przekraczające 3 metry wysokości. Wstęp jest płatny. Sam pałac cesarski ogląda się zza bramy, z pewnej odległości. W Ueno też znajduje się główny dworzec szybkich shikansenów, a nieopodal rozciąga się sławna handlowa ulica Ginza, coś w rodzaju Champs-Élysées. Z racji zniszczeń wojennych, Tokio nie posiada jakiś imponujących zabytków, ale kilka świątyń zasługuje na uwagę. Najładniejszą bez wątpienia jest kolorowa, z przewagą czerwieni, buddyjska Senso-ji w dzielnicy Asakusa. Dwie szintoistyczne też są warte polecenia. W Ueno można spacerem wśród drzew wejść do świątyni poświęconej jednemu z najwybitniejszych szogunów, Togugawie Jejasu, z ponad 200 kamiennymi latarniami dookoła. Także i tam wznosi się surowa Meiji-jingu, poświęcona cesarzowi reformatorowi z drugiej połowy XIX stulecia panującej dynastii.

Shintoizm (shinto, szintoizm) - politeistyczna japońska tradycyjna religia oparta na mitologicznych źródłach, stanowiąca mieszankę elementów konfucjanizmu, buddyzmu i przede wszystkim wcześniejszych pierwotnych kultów i niejednokrotnie osobliwych obrzędów. Wierzenia shintō nie mają wspólnego kanonu, organizacji, ani świętych ksiąg. Według mitologii wnuk bogini Amaterasu zstąpił na ziemię aby zapanować nad nią. Jego potomek, Kamuyamatoiwarehiko, po latach marszu dotarł do centralnej Japonii i w miejscowości Kashihara 11. dnia 2. miesiąca 660 roku p.n.e. i objął godność cesarza Jimmu. Obecnie zasiadający na tronie Akihito jest 125 potomkiem bóstw w prostej linii.

Dzielnica Shibuya z kolei zasługuje na uwagę ze względu na ciekawą nowoczesną architekturę oraz centa handlowe, jak na warunki japońskie, nie aż tak strasznie drogie. Pełno neonów, bilbordów, kolorowych reklam. Ładnie to wygląda wieczorem, zwłaszcza w okolicach stacji metra. Jeśli myślimy o pamiątkach z wysp, to warto o Shibuji pomyśleć. Tam kupiłem parę kimon oraz kilka płyt.
Osobliwy i fascynujący budynek kryje się w Ikeburo …To bodajże 7-piętrowy salon samochodowy Toyoty. Na najwyższej kondygnacji są najróżniejsze modele japońskich mercedesów-lexusy, które można dotknąć i nawet wejść do środka….
Portowa Jokohama jest ładnym nadmorskim miastem, z interesującą, zazwyczaj nowoczesną architekturą i nadmorskim bulwarem… Zmęczeni zgiełkiem stolicy mogą tam znaleźć pewne ukojenie i próbować odetchnąć cieniem wielkiej legendy, a zarazem prawdziwej historii romansu japońskiej damy z amerykańskim komandorem Perrym (lata 1853-1854), zakończonym tragicznie, bo sepuku, porzuconej przez jankesa lokalnej arystokratki. To sławna Madame Butterfly, której pomnik stoi w Jokohamie.

Misja komandora Matthew Perry’ego miała miejsce w latach 1853-1854, doprowadzając do wymuszonego otwarcia Japonii na świat i przełamania izolacjonizmu, otwarcia portów i kraju na handel ze Stanami Zjednoczonymi. Efektem stał się traktat Z Kanagawy (dzisiaj dzielnica Jokohamy) z marca 1854 roku. Na marginesie kilkumiesięcznych negocjacji w cieniu luf amerykańskich okrętów wojennych miał miejsce legendarny romans Amerykanina z japońską damą, która po odpłynięciu jankesów, uważana za zhańbioną przez cudzoziemca, popełniła rytualne samobójstwo.

Od samurajskiej wioski i wielkiego Buddy do Hiroshimy
Nie tak strasznie daleko, bo tylko 50 kilometrów na zachód od tokijskiej aglomeracji, leży Kamakura ze sławną, wykonaną z brązu wielką figurą Buddy (tzw. Daibatsu), o wysokości prawie 14 m. Eksperci wpisali ją listę UNESCO. Owe "big statue" pochodzi z połowy XIII stulecia. W mieście jest też kilka innych ciekawych sakralnych obiektów, ale top listy zajmuje sylwetka Guatamy1.
Jedną z pereł Japonii, jest zespól klasztorny w Nikko, sąsiadujący z parkiem narodowym o tej samej nazwie, niecałe 200 km na północ od Tokio. Kompleks powstał na początku XVII wieku, stanowiąc wielkie mauzoleum i pomnik ku czci Yeyasu Tokugawy, właściwego twórcy szogunatu i nieformalnego, choć faktycznego twórcę potęgi swej rodziny, dominującej do połowy XIX stulecia w wyspiarskim kraju. W rozległym zespole wybijają się świątynie Toshogu I Rinnoji. W samym mieście warta obejrzenia jest Tomozawa, cesarska willa z końca XIX wieku, pełniąca rolę rezydencji letniej do drugiej wojny światowej, a potem opuszczona, zaniedbana, ale od kilkunastu lat po renowacji udostępniona zwiedzającym.

Szogunat - system dziedzicznych rządów, sprawowany przez najwyższych dowódców wojskowych - szogunów (siogunów), zwany też bakufu - dosłownie z namiotu. Pierwsze przypadki zaistniały już w XIV wieku w tzw. okresie Kamakura, ale ostatecznie został na kilka stuleci ustanowiony przez Yeyasu Tokugawę w 1596 roku i przetrwał do rewolucji Mejiji w latach 1867-1868.

Na północy Honsiu, wśród gór i lasów leży sympatyczne, niewielkie Kakunodate, miasteczko ze świetnie zachowanymi samurajskimi rezydencjami. Dotarliśmy tam uciekając przed zgiełkiem i chaosem wielkiej metropolii. Stąd korzystając z karty JR-Pass, dokonaliśmy przerzutu na południe, do Hiroshimy. Byłoby truizmem przypominać, co wydarzyło się tutaj 9.08.1945 roku. Przypomina o tym nie tylko muzeum z ascetyczną, ale robiącą wrażenie wystawą, ale również Memorial park i ruiny przedwojennego ratusza. W parku stoi dzwon pokoju, a młodzież licznie odwiedzająca to miejsce (notabene wspaniała żywa lekcja historii), pozostawia kolorowe, papierowe żurawie, symbolizujące w tym kraju pamięć i szacunek dla tych, którzy odeszli. Przy okazji oddają część koleżance, która zmarła na chorobę popromienną, sama zmagając się ze słabością, wytwarzając swoimi słabnącymi rękoma owe ptaki. Ekspozycja muzeum budzi jednak pewną wątpliwość. Nie daje szerszego kontekstu … zapomina o tym, że straszny dzień 9 sierpnia poprzedzony został 7.12.1941 roku pamiętnym atakiem na Pearl Harbor.
Jednym z najciekawszych i najbardziej fotogenicznych punktów na mapie turystycznej kraju kwitnącej wiśni, jest wysepka Mijajima (Miyajima) z grupą intrygujących sanktuariów religijnych. Topem listy jest niewątpliwie świątynia Itsukihima ze sławnym czerwonym "pływającym" tori, czyli rytualną bramą, która zanurzona jest w wodach cieśniny oddzielającej wyspę od Honsiu. Najbliżej przystani promowej rozłożony jest również zespół Senjokaku z wielką hala i pięciopiętrową pagodą. Jeszcze jedno sanktuarium - Daisho, kryje się na szycie dominującej nad wyspą górze Misen. Częściowo można dojechać tam kolejką linową, a potem wejść pieszo, niekiedy będąc zaczepianym przez makaki oczekujące żywnościowego wsparcia. Na dole z kolei wszechobecne, bezkarne jelenie i daniele, nie tylko domagają się pokarmu, pocierając nosami przybyszy, ale nawet włamują się do plecaków i toreb, czego doświadczyłem wraz z Bogdanem. Jeden ze stworów był tak bezczelny, że nawet chciał wyrwać piernika toruńskiego z ust memu towarzyszowi podróży.

Cień człowieka jest chyba najbardziej wstrząsającym eksponatem hiroshimskiego muzeum, poświęconego dramatowi 9.08.1945. Jest to fragment płyty chodnikowej, na której widać ciemne zarysy ciała ludzkiego, które wyparowało wskutek wysokiej temperatury. To anonimowy mieszkaniec (mieszkanka?) miasta, osoba mająca pecha przechodzić rankiem mostem obok epicentrum, punktu zero. Lepiej przemawia ów ślad do wyobraźni niż setki stron książek o bombie A.

Na południe od Hiroshimy interesująca jest Okayama z uroczym parkiem, w bardzo tradycyjnym stylu oraz eleganckim zamkiem. Miasto jak większość ucierpiało podczas wojny, ale zostało odbudowane. Dla nas był to punkt wypadowy na Kuisiu.
Święta Góra Fuji
Można dotrzeć do niej, czy może raczej otrzeć się o nią lub zobaczyć na kilka sposobów. Zdeterminowani, niezależnie od warunków pogodowych i trudów, będą się wspinać na wulkaniczny szczyt liczący sobie 3776 n.p.m., pokryty zawsze śniegiem. Do pewnej wysokości, koło 2400 metrów, nawet da się podjechać autobusem czy samochodem. Mamy do wyboru 4 szlaki turystyczne oraz koło 10 schronisk, w których możemy się zatrzymać, odpocząć i przespać.

Dojazd koleją, a potem autobusem oraz wspinaczki. Źródło, w: http://www.japan-guide.com/e/e6901.html

Najwygodniejszym sposobem, ale oznaczającym tylko widoki, o ile pogoda pozwala, jest dojazd do parku narodowego Hakone. Dociera tam też linia kolejowa. Tak się składa, że JR ma tam skąpe połączenia (Odawra czy Gotemba) i należy raczej korzystać z prywatnych przewoźników Odakyu czy Tozen, albo wykupić specjalny Hakone Pass, stanowiący kombinację połączeń kolejowych, autobusowych czy rejsu po jeziorze Ashi (caldera).
Japoński Golden Triangle: Osaka-Kyoto-Nara
Nieco na północ od Hiroshimy, w centrum Honsiu, znajduje się chyba to co w tym kraju najlepsze. Kyoto jest wielkim zaskoczeniem od samego momentu przybycia. Wysiadamy na nowoczesnym dworcu o konstrukcji kosmicznej … XXI wieku. Jednak potem opuszczając okolice stacji kolejowej, udajemy się autobusem w stronę, świetnie zachowanej starówki, która uniknęła zniszczenia w latach wojny. Można tam się włóczyć bez końca, zahaczając o kapitalne wprost świątynie (jest ich ponad 70) i ogrody, a jeśli to się znudzi to warto wpaść do pałacu cesarskiego, który zwiedzać można z przewodnikiem, po uprzednim umówieniu i okazaniu paszportu. Kyoto posiada ponadto atmosferę, tak więc nawet i wieczorem warto się pogapić i pochodzić. Nieopodal jest jeszcze inne stare miasto, jeszcze przed Kyoto pełniące rolę stolicy - Nara. Tutaj znajduje się największy drewniany posąg Buddy, w równie wielkim drewnianym budynku (ponoć największym na świecie). To świątynia Todaji. Po otaczającym ją parku włóczą się jelenie, uważne za święte i symboliczne stwory.
Niedaleko Nary i Osaki wznosi się góra Koya San mieszcząca grupę szintoistycznych klasztorów, centrum pielgrzymkowe, ale także i niepowtarzalna okazja dla cudzoziemców, zanocowania w jednym z nich i poznania ich specyficznej atmosfery. Bogdan, spory chłopak, no powiedzmy szczerze-mężczyzna rosły, u drobnych gości i mnichów zyskał miano King Konga.
Niedaleko Nary wznosi się wśród pól ryżowych najstarsza drewniana świątynia globu, też oczywiście wpisana na listę UNESCO, Horyuji, z VII i VIII wieku n.e. Na własną rękę można tam dotrzeć lokalnym połączeniem JR (lepszą wersja rodzimej jednostki).
Osaka, mocno zniszczona podczas wojny, podniosła się z ruin i posiada nie tylko zrekonstruowany zamek, ale i ciekawe nowoczesne centrum. Na uwagę zasługuje osobliwa dzielnica-America Mura, w sumie kiczowata wizja Stanów Zjednoczonych w oczach przeciętnego Japończyka
Pomiędzy Hiroshimą a Złotym Trójkątem wznosi się okazały, niezwykle efektowny i fotogeniczny, świetnie zachowany mimo wojennych uszkodzeń, zamek Himeji, stanowiąc swego rodzaju ikonę Japonii. Spacerując po blankach i komnatach oraz spoglądając z pewnego dystansu, można sobie wyobrazić chwałę dawnej, feudalnej, samurajskiej Japonii.
Kiusiu
To druga po Hokkaido aktywna pod względem sejsmicznym japońska wyspa. Interesował nas tam Park Narodowy Aso z kilkoma dymiącymi i bulgoczącymi kraterami. Pod względem wysokości może nie imponują, sięgając 1200-1400 metrów, ale unoszący się zapach siarki i mgiełka z racji różnic temperatur, robią wrażenie. Docieramy do parku autobusem spod najbliższego dworca JR. Widoki z racji gęstych chmur ( w czerwcu panuje tutaj pora deszczowa) nie były imponujące, ale nie o to chodziło. Przygoda z wulkanem znalazła swoje spełnienie!
Na Kiusiu wpadliśmy do kilku ciekawych miast, bo zwyczajnie brakowało czasu, a licznik czasowy JR Pass (bilet ma określoną ważność terminową), nieubłaganie posuwał się do przodu (no tak już w życiu jest …. ). Jedną noc spędziliśmy w Nagasaki, gdzie po raz drugi użyto najstraszliwszej z broni, dnia 9.08.1945 roku. Tutejszy Memorial Park jest mniejszy, skromniejszy, bardziej wyciszony, mniej odwiedzających, ale może to bardziej umożliwia skupienie? Spaliśmy w typowo japońskiej "noclegowni" czyli hotelu-kapsule, gdzie w dużych salach rozmieszone są klimatyzowane kokony z telewizorkami i odtwarzaczami video czy DVD. To hotele dla panów, czego dowodzą wręczane w recepcji kasety o jednoznacznej treści, które goście mogą oglądać dla zabicia nudy. Nie wiem czy tak jest wszędzie - ale to widziałem w Nagasaki.
U podnóża Aso znajduje się urocze Kumamoto z pięknym miejskim parkiem i raczej przeciętnym zameczkiem odrestaurowanym z wojennej pożogi.
Perłą wyspy, a według mojego zdania, japońskim Neapolem, jest miasto Kagoshima na południowym wybrzeżu. Do włoskiego odpowiednika upodabnia go aktywny sejsmicznie wulkan Sakurajima o wysokości 1777 metrów n.p.m., po drugiej stronie zatoki. Kagoshima stanowi doskonały punkt wypadowy do Chiran, uroczego miasteczka położonego, jeszcze bardziej na południe (kursuje tam autobus). Zachowały się tam nie tylko liczne rezydencje samurajskie, ale można też zobaczyć chwytające za serce i dające pewne wyobrażenie muzeum w dawnej bazie i ośrodku szkoleniowym lotników kamikadze. Ściany wytapetowane zostały zdjęciami tych kilku tysięcy chłopców i młodych mężczyzn… Czasem dziecięce twarze budzą pytania o sens ich ofiary i całej tej wojny, a zarazem o cynizm i fanatyzm elit, które tą młodzież pchnęły ku samobójczym lotom. Na zewnątrz stoi pomnik matki żegnającej młodziutkiego pilota oraz zachowany sławny torpedowiec Mitshubichi, zwany popularnie O. W środku są resztki rozbitych samolotów i specjalny, "tani" drewniany model z pancerzem na dziobie. No cóż - z założenia miały to być raczej loty w jedną tylko stronę. Przez spokojne dzisiaj miasteczko prowadzą kanaliki, w których pluskają, radując oczy przechodniów, kolorowe karpie koi. Przy okazji nasuwa się refleksja, niezależnie od surowszego u nas klimatu - jak długi żywot miałyby w Polsce, czy nie zostałyby w ciągu kilku nocy odłowione i prawdopodobnie zjedzone?!

Sikoku
Ta najmniejsza z wielkich wysp połączona mostem z Honsiu, posiada kilka atrakcji. Największym miastem jest Matsuyama z najstarszą w Japonii publiczną łaźnią - Dogo Onsen, nadal czynną. Oczywiście nie mogliśmy tego punktu ominąć i nie żałowaliśmy. Stylowe wnętrza, herbata i ciasteczka, przydziałowe kimonka. No, jak bywa w takich punktach, należy zrzucić odzienie i zanurzyć się w kamiennym, wielkim gorącym basenie. W mieście jeszcze znaleźć można 7 świątyń… ale nie zwiedzaliśmy ich oraz stary, ładny zamek.
Osobliwością jest z kolei mniejsza, spokojna Uwajima. Oprócz niewielkiego zamku, u jego stóp, wznosi się świątynia Tagayinja. To co wyróżnia to "świątobliwe" miejsce to gigantyczny, drewniany, trzymetrowy fallus, obnoszony w procesjach podczas szintoistycznych obrzędów i świąt. Obok zaraz jest też, tzw. muzeum seksu, momentami ocierające się o wulgarność. Oprócz żartobliwych eksponatów, typu średniowieczne pasy cnoty, są też ryciny, eksponaty o jednoznacznym przeznaczeniu.

Hokkaido
Można zaryzykować tezę, iż ta wyspa jest zielonym płucem Japonii. Nie brakuje i tutaj sporych miast, ale nie są one molochami i egzystują w cieniu w niemal nieskażonej przyrody. Znajdujące się na południu wyspy Hakodate, łączy z miastem Amori na sąsiedniej Honsiu, najdłuższy w świecie, zbudowany w latach 1973-1983 tunel kolejowy Seikan (oddany do użytku ostatecznie w 1988 roku), liczący sobie około 60 km. Tutejszy port został otwarty na mocy wspomnianego układu w Kanagawie w 1854 roku. Kto wie czy oprócz imponującego widoku z góry o tej samej nazwie co miasto, to Motomachi, czyli właśnie stylowa dzielnica cudzoziemska z XIX stulecia, nie stanowi największej lokalnej atrakcji. Ciekawostką jest fakt, iż tutaj funkcjonuje gmina prawosławna, skupiona wokół cerkwi, co wynikało z misyjnej działalności nieodległej Rosji w XIX stuleciu. Także tutaj można zobaczyć fortecę Goryakaku, wzniesioną według europejskich wzorców, której nie powstydziłby się sławny francuski mistrz Vauban. Hakodate było jednak tylko przystankiem w drodze do Sapporo, tak miłego sercom Polaków z racji niespodziewanego (i jak się okazało na długie lata jedynego) sukcesu Wojciecha Fortuny na skoczni Okurayama podczas olimpiady zimowej 1972 roku. Miasto położone w dolinie nie posiada jakichś zapierających dech w piersiach obiektów, ale jest zwyczajnie ładne no i słusznie się chełpi najlepszym browarem na wyspach, a jednym z lepszych w basenie Pacyfiku. Zakład można zwiedzać i jak zawsze przy tego typu okazjach największą atrakcją jest degustacja. Jeżeli już jesteśmy w Sapporo warto wskoczyć do malowniczego portowego miasteczka Otaru.

Spór o południowe Kuryle między Rosją a Japonią datuje się od 1945 roku, gdy armia sowiecka zajęła 4 wyspy: Kunshar, Iturup, Habemai, Shitokan, co do których Cesarstwo kwitnącej wiśni rości sobie pretensje. W końcu drugiej wojny światowej ZSRR zajął południowy Sachalin i archipelag kurylski, ale akurat te cztery wyspy Japończycy posiadali od wieków. W dobie sowieckiej istniały tam głównie instalacje wojskowe, był też moment za rządów Jelcyna, gdy wydawać się mogło, iż Rosja zwróci te wyspy, uważane za Terytoria Północne Japończyków, ale widać że racje prestiżowe - wzgląd na mocarstwowość, przeważyły. Rosjanie chcą inwestować na wyspach, podkreślając tym samym trwałą swoją obecność. Z powodu sporu kurylskiego Japonia i Rosja, spadkobierczyni ZSRR, nie podpisały dotąd traktatu pokojowego.

Władze Japonii długo chełpiły się rzekomą monoetnicznością swego państwa, co miało je stawiać powyżej innych nacji. Nie odpowiada to jednak prawdzie. Na Hokkaido mieszkają niewielkie grupy lokalnych Aborygenów, zwanych Ajnami, wg antropologów noszący cechy rasy białej i żółtej, posiadający swoją własną kulturę i język, który notabene badał Bronisław Piłsudski (brat Józefa), zesłany niegdyś na Sachalin, gdzie też niewielkie grupy tego ludu jeszcze mieszkają. Długo prowadzono wobec nich proces asymilacji, nie mówiąc o wcześniejszym podboju i częściowej eksterminacji przed kilkoma wiekami. Ostatecznie władze w latach 80. uznały odrębność Ajnów, których populacja liczy niecałe 30 tys. osób. Jednym z lepszych muzeów i ośrodków, gdzie można zapoznać się z ich dorobkiem, jest Shirai Ainu Museum, koło Noboribetsu, 100 km na południe od Sapporo.
Jednak to co najlepsze na Hokkaido to parki narodowe i góry o iście alpejskich krajobrazach. Największym jest Daisetsuzan w centralnej części wyspy. Bardziej na południe, bliżej już raczej Hakodate, są ulokowane Onuma oraz sławny z aktywnego niedawno wulkanu Usu, Lake Toya, noszący nazwę od urodziwego jeziora, w którym odbijają się jak w zwierciadle zalesione częściowo szczyty. Bliżej Sapporo rozlewa swoje wody jezioro Shikotsu, wypełniając swoją taflą sporą powulkaniczną claderę. Na północnym wschodzie z kolei zachwycą nas Akan z grupą jezior oraz Shiretoko, z którego partii szczytowych widać sporne z Rosją wyspy z grupy Kuryli. Moim i autorów Lonely Planet wyborem, będzie jednak coś osobliwego i oryginalnego w tym industrialnym kraju. To cudowne, pozbawione przemysłu i miast wysepki Rishiri i Rebun, z piękną alpejska roślinnością. Ze stożkowatego szczytu Rishri widać Sachalin, a szczególnie szczęka opada, gdy czynimy to nad ranem, gdy powoli opadają poranne mgły. To inna, nie wiem czy lepsza, ale też Japonia.

Podobny dziewiczy charakter, tylko że z tropikalną roślinnością i monumentalnym wodospadem ma wysepka Irimote, na południe od Okinawy, blisko Taiwanu, ale tam już nie dotarłem i znam tylko z przekazów.


Rishiri widoczne z Rebun w: http://www.japan-guide.com/e/e6875.html


Shiretoko, w: http://www.japan-guide.com/e/e6850.html


Zachodni karter wulkanu Usu w Parku Lake Toya, w: http://www.japan-guide.com/e/e6727.html


Jezioro Mashu w parku Akan, tzw. Punkt obserwacyjny nr 3, w: www.japan-guide.com/e/e6802.html
http://wdict.net/pl/word/ajnowie/


Zabudowa Motomachi, w Hakodate, niegdyś dzielnicy zamieszkałej przez europejskich czy amerykańskich kupców, w: http://www.japan-guide.com/e/e5351.html

Tradycyjny dom Ajnów, w: http://pl.wikipedia.org/wiki/Ajnowie



Okurayama ski stadium czyli skocznia narciarska w Sapporo, szczęśliwa dla W. Fortuny, w: http://www.japan-guide.com/e/e5308.html


Muzeum-Browar Sapporo, w: http://www.japan-guide.com/e/e2163.html


Ajnowie, w: http://wdict.net/pl/word/ajnowie/

Uwagi praktyczne
Banałem, czy oczywistością byłoby stwierdzenie, że musimy do Nipponu dolecieć, ponieważ na poły romantyczna wyprawa w stylu komandora Perry, nie bardzo wchodzi w rachubę. Dobrą informacją może być to, że na drogie Wyspy Japońskie bilety są stosunkowo tanie. Znowu, dla podróżników rzeczą znaną, będzie fakt, iż do tego jednego z centrów światowego biznesu latają niemal wszyscy i wymusza to odpowiednie ceny. Wariantów z naszej poczciwej Europy, nie brakuje. Jeśli zakupimy bilet z pewnym wyprzedzeniem, np. na luty, marzec, maj czy nawet czerwiec, ceny kształtują się od 2400 złotych w obie strony. Leci tam Lufthansa, Aeroflot, Swiss, KLM, Air France, Finnair, Brytyjczyk (tzn. British Airways), wreszcie przewoźnik narodowy JAL, stosunkowo najdroższy. Latem może być drożej, ale jeśli kupimy wcześniej przelot, nie będzie aż tak źle. Wtedy ceny będą od 3000 złotych. Jeśli polecimy w jakieś święta czy niemal nazajutrz, no to zapłacimy, też już tradycyjnie frycowe, od 4000 tys. w górę. Pewną opcją, nawet korzystną, mogą być regionalne przeloty z państw azjatyckich, gdzie akurat przebywamy dłużej i chcielibyśmy wyskoczyć na taki break do Japonii. Warto posprawdzać ceny z Hongkongu, Malezji czy Taiwanu, np. Air Asia, "ichni" odpowiednik tanich linii.
Można też dotrzeć promem z koreańskiego Pusanu (Busanu) czy nawet Rosji, po przejechaniu koleją transsyberyjską (z Nachodki czy Władywostoku). Osobiście wybrałbym Koreę, bo taniej i codziennie kursuje, a połączenie obu krajów jest logiczne. Koszt takiego promu do Fukuoki lub Kobe kształtuje się między 90000 a 12000 wonów ( ok. 1000 wonów to 1 $) w jedną stronę. Tańsze są połączenia na wyspę Cuszima (Tsuchima), sławnej z bitwy morskiej w 1905 roku, zakończonej pogromem rosyjskiej floty.
Połączenie promowe z Vladika, jak mawiają Rosjanie na Władywostok do japońskiego Fushiki, startuje od 400 do 450 $ w jedną stronę. Promy nie płyną też codziennie. Co więcej w 2010 roku nawet rejsy były zawieszone. Należy więc to sprawdzić (informacje z Lonely Planet):
Buisnessintourservis: 690091, G. Vladivostok, Okeanski Prospekt, 1 (Morskoi Voksal).Tel.(4232)497-391,497-392,497-393,300-146;Fax:(4232)411-829; E-mail: bis@ints.vtc.ru  oraz http://www.seat61.com/Trans-Siberian-timetable.htm#Sailings Vladivostok - Japan in 2002
Promy łączą też Sachalin z Hokkaido. Wypływają z Korsakova i docierają do Wakkanai. Ceny kształtują się od 24800 jenów w jedną stronę (zależy od klasy). To też nie jest tanio, ponieważ wynosi około 324 $. Roundrtip jest nieco tańszy. Za większy bagaż płaci się oddzielnie. Należy sprawdzić rozkład jazdy, ponieważ promy kursują co 2-3 dni, a czasami nawet rzadziej. Uważajmy szczególnie na zimę. Informacje można znaleźć: http://www.heartlandferry.jp/english/index4-1.htm
Noclegi jak wszystko, także nie są tanie. Mieszkałem w schroniskach, których ceny oscylowały pomiędzy 15 a 35 dolarami za osobę, ale ze względu na kurs USD, kiepski ostatnio, może być więcej. Klasyczny, typowy japoński hotel z rozsuwanymi papierowo-drewnianymi drzwiami - ryokan, zaczyna kosztować w najbardziej kiepskiej wersji, co najmniej od 60 $. Raczej rzadko taką opcję znajdujemy. Średnio to ponad 100 $, ale nie brakuje i po 200. Interesującą opcją są kapsuły. Ich ceny kształtują się w granicach 40-50 $. Pamiętajmy jednak o zmiennym kursie. Można też zastanowić się nad kwaterami prywatnymi, tzw. minshuku, co daje szansę zbliżenia się do Japończyków. Ceny od mniej więcej 50 $ za osobę.
Wyzwaniem będzie poruszanie się po wyspach, ponieważ bezsensem byłoby siedzieć np. w Tokio, Osace czy nawet cudownym Kioto cały czas. Rozwiązaniem jest wspomniany na samym wstępie JR Pass. Na pozór wydaje się kosztowny, co w wypadku polskich realiów niestety jest prawdą, ale w przypadku japońskich już nie. Czyż mamy za każdym razem przypominać, że opuszczając kraj, musimy odnajdywać się w nowych, lokalnych realiach? Nic nam nie da przeliczanie czegoś na złotówki. Nie zapominajmy o kursach walut. Na dziś dla dolara, który zazwyczaj zabieramy ze sobą na dalsze eskapady, wyglądają one niewesoło: 1 $ = 76,5/77 ¥en.

7 dni

14 dni

21 dni

Green adult 37,800 YEN

Green adult 61,200 YEN

Green adult 79,600 YEN

Green child 18,900 YEN

Green child 30,600 YEN

Green child 39,800 YEN

Ordinary adult 28,300 YEN

Ordinary adult 45,100 YEN

Ordinary adult 57,700YEN

Ordinary child 14,150 YEN

Ordinary child 22,550 YEN

Ordinary child 28,850 YEN

Należy zaznaczyć, iż wersja zielona - Green, oznacza pierwszą klasę, którą, możemy spokojnie ominąć. Klasa druga, zwykła, zwana - Ordinary jest i tak często lepsza od naszej jedynki. Jak to mniej więcej wygląda w USD? Poniżej inna wersja tego samego projektu czyli Passu w wersji dorosłej drugiej klasy czyli Ordinary /Regular:

7 dni

14 dni

21 dni

Adults regular $368

Adults regular $585

Adults regular $749

Dlaczego mimo wszystko opłaca się ów Pass? Pojedyncze bilety na shikanseny (sławne ekspresy, jadące ok. 200 km/h z długim dziobem) są ekstremalnie drogie i warto wykupić kartę, na nielimitowaną liczbę przejazdów w terminie 7, 14 lub 21 dni. Są wyłączenia na najnowsze, najszybsze wersje ekspresów, ale czy aż tak nam się śpieszy, aby pędzić z szybkością około 300 km/h, w niezbyt przecież wielkim kraju? Funkcjonują też linie prywatne, na które należy kupować osobne bilety, ale na szczęście do większości ciekawych miejsc (gorzej z okolicami magicznej, świętej góry Fuji) docieramy kolejami państwowymi JR. Dlatego warto, naprawdę WARTO wydać te ciężko zarobione grosze aby poznać kraj kwitnącej wiśni. Pass należy zakupić przed planowanym przyjazdem na japoński archipelag. Można popytać turystycznych agentów, ale nie każdej firmie opłaca się, czy chce zajmować taką "drobnicą" , jak sprowadzanie JR Pass-ów nad Wisłę, Wartę, San czy Odrę. Najbliższe japońskie biura turystyczne, pełniące rolę pośrednika, sprzedające Passy są w Niemczech, choć można to też uczynić internetowo, płacąc 26 $ za dostarczenie pocztą do domu - nie praktykowałem, ale znalazłem odpowiednią informację. Poniżej podaję adresy, na których można znaleźć informacje dotyczące pass oraz prywatnych linii kolejowych w Japonii.
http://www.japanrailpass.net/eng/en003.html.
http://www.japan-rail-pass.com/train-japon/other-rail-pass 
http://www.japan-rail-pass.com/train-japon/?ap=j0095g
No to w drogę, banzai!!!!


Źródło zdjęcia: http://mynihon.blogspot.com/2011/05/odsona-pierwsza-japonia-kraj-kwitnacej.html


1 Imię Buddy
 
 

Nasi Partnerzy

 

Copyright ©  Turystyka Kulturowa 2008-2018


Ta strona internetowa używa pliki cookies w celu dostosowania serwisu do potrzeb użytkowników i w celach statystycznych. W przeglądarce internetowej można zmienić ustawienia dotyczące cookies. Brak zmiany tych ustawień oznacza akceptację dla cookies stosowanych przez nasz serwis.
Zamknij