Główna :  O nas :  Impressum :  Literatura  :  Dla autorów :  Archiwum :  Publikacje :  Kontakt :  turystykakulturowa.ORG

 

Data wydania 29 lipca 2011, redaktor prowadzący numeru: Karolina Buczkowska

Numer 8/2011 (sierpień 2011)

 

Itinerarium

 
 
 

Apteka Ziołowa

Bogini miłosierdzia

Bogowie wyszli na ulice

Ceremonia pogrzebowa

Chińskie dachy

Czas na przekąskę

Double Ten

Drugie oblicze

Eluanbi

Festyn 

Herbaciarnia

Kending

Kraina motocykli i skuterów

Lampiony

Lekcje w terenie

Mauzoleum Chiang Kai Sheka

Mauzoleum Sun Yat Sena

Modlitwy o pomyślność w interesach

Na targowisku

Nad oceanem

Poza miastem

Świątynia Longshan

Święto boga miasta

To działa

Tykwowy dziadek

Urodziny Konfucjusza

Wędzone kaczki

Wypędzamy złe duchy z miasta

Wyścig smoczych łodzi

Yeliu Park

Yeliu Park

Yinge - tak powstaje porcelana

Yinge - w pracowni malarskiej

Zaułek

Zong Zi

Izabela Kubiak

Ilha Formosa czyli rok na Pięknej Wyspie

W XVI wieku Holendrzy dotarli swoimi statkami do wyspy Tajwan i nazwali ją Ilha Formosa - Piękna Wyspa. Kilka wieków później ja dotarłam na Tajwan samolotem i… nie było już tak pięknie. Nie wybrałam się jednak w tę daleką podróż jako turystka. Na Tajwan jeździ się albo w interesach, albo żeby uczyć się chińskiego. Ja pojechałam w tym drugim celu. I spędziłam tam rok.
Sierpień - nauka oddychania i… czytania.
To był szok! Wysiadłam z samolotu i nie mogłam złapać tchu! Powietrze było parne i gorące, niczym w saunie. Nigdy wcześniej nie przebywałam w takim klimacie, dlatego musiałam nauczyć się... oddychać. Jakże mylące okazały się informacje z przewodnika, że średnia temperatura na Tajwanie to 28 ºC. W Tai Pei przez większość roku 40 - 50 ºC to norma, zimno jest tylko podczas pory deszczowej.
Jakby tego było mało, Tai Pei przywitało mnie tajfunem. Ledwo rozpakowałam walizki i zapisałam się na uczelnię, kiedy musiałam pozaklejać okna taśmą, zrobić większe zakupy i siedzieć w domu. Z "dużym wiatrem" nie ma żartów, kiedy wieje, nawet stalowe mosty na rzece bujają się jak huśtawki w ogrodzie. Tym razem bogowie byli łaskawi - tajfun nie wyrządził większych szkód. Za to oczyścił powietrze, bo Tai Pei otoczone jest górami i z czasem coraz gęstszy smog spowija miasto. Tylko tajfun jest w stanie go rozwiać.
Kiedy wszystko wróciło do normy zaczęłam poznawać miasto - jego rytm, jego ducha, jego tajemnice. Początki nie były łatwe. Miałam za sobą trzy lata nauki chińskiego, a jednak kiedy przyjechałam na Tajwan moja nauka rozpoczęła się niemal od początku. I nie chodziło tu o inny dialekt (chociaż Tajwańczycy takowy mają, a jakże!), bo bez problemu wszędzie można porozumieć się po "mandaryńsku", problem stanowiły znaki. Na Tajwanie nadal używa się tradycyjnych znaków nieuproszczonych, a ja do tej pory uczyłam się uproszczonych (tych z ChRL), więc znowu czułam się jak analfabetka...

Urzędowym językiem w Chinach i na Tajwanie jest chiński mandaryński, jednak w każdym zakątku tego wielkiego kraju mówi się odmiennym dialektem. Dlatego nawet w Szanghaju czy w Kantonie można mieć problemy z porozumiewaniem się, zwłaszcza ze starszymi osobami, które nie chodziły do szkoły i nie uczyły się mandaryńskiego. Ale nie trzeba mieć kompleksów z tego powodu, bo Chińczycy między sobą też nie mogą się porozumieć. Wtedy "piszą" sobie znaki na dłoni. W telewizji każdy program jest opatrzony napisami (na Tajwanie w znakach nieuproszczonych), więc jeśli nie rozumiemy języka mówionego, możemy przeczytać sobie tekst.

Wrzesień - urodziny Konfucjusza i życie studenta.
Co musi zrobić student, kiedy przyjeżdża na Tajwan? Po pierwsze - znaleźć mieszkanie. Oczywiście na czwartym piętrze. Tajwańczycy są przesądni i nie lubią "czwórki", tak jak my "trzynastki" i dlatego mieszkania na czwartym piętrze zazwyczaj są wynajmowane studentom z obcych krajów, bo przecież im si (cztery) nie kojarzy się z si (śmierć).
Po drugie - wyrobić sobie pieczątkę ze swoim chińskim imieniem. To jest naprawdę ważna sprawa, bo bez pieczątki nie odbierze stypendium, a bez stypendium nie przeżyje! Pieczątka jest jak parafka, chociaż podpisać też się trzeba - po chińsku oczywiście!
Po trzecie - odwiedzić świątynię Konfucjusza i poprosić mędrca o opiekę i powodzenie w nauce. We wrześniu obchodzi się urodziny Kong zi. O szóstej rano w świątyni rozpoczynają się uroczystości, w których uczestniczą zarówno ci, co się uczą, jak i ci, co uczą innych. Ceremonia jest dość skomplikowana i tak naprawdę nie byłam w stanie rozszyfrować, o co w niej chodzi, ale barwne stroje kapłanów i profesorów oraz padające z ich ust klasyczne wersety konfucjańskie sprawiały, że atmosfera była tajemnicza i podniosła. Myślę, że Kong zi wysłuchał wtedy moich próśb, bo nie był to zmarnowany rok i poradziłam sobie nawet z nieuproszczonymi znakami.

Stypendium nie jest zbyt wysokie, więc studenci dorabiają sobie na różne sposoby. Jeśli ktoś dobrze zna język angielski, może dawać lekcje. Tajwańczycy angielskiego uczą się już w przedszkolu, więc zapotrzebowanie na nauczycieli jest naprawdę duże.
Innym źródłem dochodów może być udział w reklamach telewizyjnych - niewielkim wysiłkiem można sporo zarobić (za kilka godzin na planie około 500 PLN), a do tego przeżyć fajną przygodę! Ja na przykład grałam w reklamie amerykańskich lodów - musiałam wcielić się w rolę turystki i… objadać się lodami. Nic prostszego! A lody były pyszne! J

Październik - "Double Ten" i trzęsienie ziemi.
10. października Tajwańczycy obchodzą swoje święto narodowe upamiętniające obalenie dynastii Qing i proklamowanie Chińskiej Republiki Ludowej - nazywane popularnie "Double Ten" (Polacy mają "Double Eleven" - bo przecież nasze święto narodowe przypada 11. listopada!). A że Republika powstała w 1911 roku, Tajwańczycy liczą czas od tej daty. Dlatego na legitymacji studenckiej miałam wpisany rok urodzenia 62 zamiast 1973...
Z okazji święta całe miasto przystrojone jest świetlistymi girlandami i symbolami narodowymi, co pięknie, niemal bajkowo, wygląda szczególnie wieczorem. Odbywają się parady i niesamowite pokazy fajerwerków. Tego nie wolno przegapić!
Zupełnie innych doznań dostarczały mi… wstrząsy. Trzęsienia ziemi na Tajwanie są bardzo częste, ale zazwyczaj krótkotrwałe i słabe, niemniej jednak nie są zbyt przyjemne. Zwłaszcza o piątej rano, gdy budzą ze snu i masz wrażenie, że zaraz spadniesz z łóżka. W chwili zagrożenia należy uciekać na otwartą przestrzeń, na przykład do parku. Tym razem wstrząsy szybko ustały i nic się nie stało, ale po takich przeżyciach nowego znaczenia nabiera stwierdzenie : mieć stabilny grunt pod nogami… Rok później Tajwan nawiedziło bardzo silne trzęsienie ziemi, które spowodowało duże zniszczenia i śmierć wielu osób. Na szczęście ja już wtedy byłam w Polsce. Bezpieczna.
Listopad - zabytki i zaułki.
Jadąc na Tajwan należy sobie uświadomić, że nie znajdzie się tam takich zabytków, jak Zakazane Miasto, Wielki Mur, Terakotowa Armia… Samo Tai Pei powstało dopiero w XVIII wieku, a jego największy rozwój rozpoczął się w połowie wieku XX i trwa nadal. To bardzo nowoczesne miasto - kulturalne, ekonomiczne i polityczne centrum Tajwanu.
Jest jednak kilka miejsc, które warto odwiedzić i poznać trochę tamtejszej historii, sztuki i tradycji.
National Palace Museum posiada wspaniałe zbiory sztuki chińskiej z czasów dynastii Sung, Yuan, Ming i Qing, które udało się wywieźć z Chin kontynentalnych i uratować przed niszczącą polityką maoizmu. Znaleźć tam można malarstwo, kaligrafię, starodruki, ceramikę, brązy, jadeity i wiele innych bezcennych skarbów, dlatego muzeum trzeba odwiedzić kilka razy, by w pełni się nimi zachwycić.

Uwielbiam chińskie malarstwo, zwłaszcza te na poziomych zwojach. Nigdy nie należy oglądać ich w całości, ale rozwijać stopniowo i przesuwać wzrokiem po kolejnych scenach obrazu. To zaproszenie do wędrówki po górach, dolinach, rzekach, to zaproszenie do pobudzenia swej wyobraźni po to, by niekończąca się przestrzeń dała nam poczucie wolności i chęci odkrycia tego, co jeszcze nieznane. Chińscy malarze stali się niepokonanymi mistrzami w ujarzmianiu pustki, z której za pomocą tylko kilku kresek i plam wydobywali bezkresne krajobrazy, jak gdyby żaden zwój nie był wystarczająco długi, by pomieścić ich wizje. Takie malarstwo to nie tylko odzwierciedlenie piękna przyrody - to filozofia poszukiwania własnego miejsca na ziemi.

Z XVIII wieku pochodzi świątyniaLongshan, zbudowana dla chińskich osadników z prowincji Fujian. Wielokrotnie odbudowywana po trzęsieniach ziemi, pożarach i po amerykańskim nalocie z czasów II wojny światowej, wciąż jest przykładem tradycyjnej chińskiej budowli z charakterystycznym "wywiniętym" dachem, na którym poprzysiadały kolorowe smoki i feniksy. Bogowie Nieba, Ziemi, bogactwa, miłosierdzia, zdrowia - to do nich modlą się Tajwańczycy paląc kadzidełka i wypisując swoje prośby na czerwonych karteczkach. Atmosfera świątyni jest tak mistyczna, że niemal czuje się na karku oddech Gwiezdnego Smoka, który zabiera te wszystkie życzenia do nieba…
W centrum miasta, pośród ogromnego parku znajduje się Mauzoleum Chiang Kai - Sheka. Jeśli ktoś czuje potrzebę, może oddać hołd wielkiemu wodzowi, ale przede wszystkim jest to miejsce, w którym można odetchnąć od uciążliwego miejskiego zgiełku. Sam budynek mauzoleum trochę przytłacza swoim ogromem, za to park zaprojektowany został w tradycyjnym stylu - z pawilonami, łukowymi mostami, sztucznymi górami i wodospadami, stawami, w których pływają złociste karpie. To dobre miejsce na spacer, jazdę rowerem, ćwiczenie tai chi i inne formy relaksu. Na placu przed mauzoleum podczas świąt odbywają się różnorodne parady i festyny.
Swoje mauzoleum w Tai Pei ma również "ojciec" Republiki Chińskiej, czyli Sun Yat - sen. Oprócz pamiątek pozostałych po jego działalności, jest tam także biblioteka i centrum kulturalno - edukacyjne.
Współczesną atrakcją miasta jest Taipei 101, czyli jeden z najwyższych na świecie drapaczy chmur o wysokości 101 pięter. Jest to z pewnością wielkie dzieło architektury, które musi oprzeć się trzęsieniom ziemi i tajfunom nawiedzającym Tajwan. W sylwestrową noc odbywa się tu imponujący pokaz fajerwerków, relacjonowany niemal przez wszystkie telewizje świata.
Tai Pei zmienia się z dnia na dzień, coraz więcej w nim nowoczesnych budowli, dróg szybkiego ruchu, stacji metra, luksusowych samochodów, coraz mniej zaułków, w których czas się zatrzymał… Lubiłam je najbardziej. Lubiłam przesiadywać w herbaciarniach i w zaciszu pić zieloną herbatę z brązowych czarek, zaglądać do tradycyjnych aptek z półkami pełnymi ceramicznych pojemniczków i zastanawiać się, czy rzeczywiście te chińskie specyfiki mogą pomóc w chorobie, czy też wyprawić do Krainy Nieśmiertelności, spacerować pośród bazarów, na których można było kupić niemal wszystko i przyglądać się dziełom chińskiego rzemiosła. Nawet wizyty w małych rodzinnych knajpkach pełnych rozmaitych zapachów i przekrzykujących się ludzi, dostarczały niezwykłych wrażeń.
Przeciętny turysta nie dociera do takich miejsc, nikt mu do nich nie wskaże drogi, bo nikt nie sądzi, że to właśnie w takich miejscach można poznać prawdziwego ducha miasta i jego mieszkańców.
Grudzień - Gwiazdka po chińsku.
Po pewnym czasie ma się dość "chińszczyzny" - chińskiego jedzenia, chińskich znaków, chińskich osobliwości, zwłaszcza wtedy, gdy zbliżają się święta Bożego Narodzenia i nie ma szans na śnieg, choinkę i barszcz z uszkami.
Ale nie było tak źle! Uczelnia zorganizowała nam wigilijną kolację we francuskiej restauracji. Co prawda zamiast karpia jadłam ośmiornicę, no ale nie bądźmy zbyt wybredni! Na prawdziwą Wigilię zaprosili nas polscy księża i siostry zakonne, którzy przebywali w Tai Pei na misji. Był barszcz, pierogi z kapustą i grzybami, ryby i… polskie kolędy. Tylko śniegu zabrakło!

Na uczelni spotkałam Pawła - polskiego księdza, który uczył się chińskiego po to, by pozostać na misji w tej części świata. To dzięki niemu poznaliśmy innych misjonarzy, którzy zaprosili nas na Wigilię, a kilka miesięcy później na Wielkanoc.
Na Tajwanie można spotkać świątynie różnych wyznań, także kościoły katolickie. Nie jest to jednak popularna religia (7,4 %).

Styczeń - Yinge - miasteczko z porcelany.
W pobliżu Tai Pei jest niezwykłe miasteczko, w którym chyba wszyscy zajmują się wyrobem porcelanowych miseczek, dzbanków, filiżanek itp. W rękach tamtych ludzi szara lepka glina przeistacza się w najróżniejsze, bogato zdobione naczynia, a wybór form, barw i wzorów jest oszałamiający. Kiedy bierzesz do ręki maleńką, kruchą filiżankę, a za chwilę stajesz przy wazie wysokiej na dwa metry to stwierdzasz, że sztuka tworzenia porcelany cię przerasta!
Kto ma ochotę, może sam zmierzyć się z garncarskim kołem i z kawałka gliny ulepić własne dzieło. To wcale nie jest takie łatwe. Potrzeba dużo cierpliwości i wytrwałości, by nauczyć się pracą rąk nadawać kształt swoim myślom, wplatać w glinę cząstkę siebie. Potem już tylko pozostaje czekać, aż łagodne płomienie w garncarskim piecu utrwalą to, co stworzyliśmy.
Luty - Chun Jie czyli Chiński Nowy Rok.
Nadszedł pierwszy dzień pierwszego miesiąca księżycowego… Po prostu Chiński Nowy Rok, czyli Święto Wiosny (Chun Jie). Wiosennie nie było wcale. Trwała pora deszczowa. Ciągle padało, a temperatura spadła do kilku stopni Celsjusza, co przy tej wilgotności odczuwało się gorzej, niż mróz w Polsce.

Czy wspomniałam już, że na Tajwanie nie ma w domach centralnego ogrzewania? No właśnie - nie ma! Bywało tak zimno, że spałam w wełnianym swetrze i rękawiczkach. Zwykłe, cienkie rajstopy schły w łazience przez tydzień!
Dziwne i zaskakujące dla mnie było to, że Tajwańczycy podczas pory deszczowej nadal chodzili w klapkach. Opatuleni w grube kurtki i czapki, ale z gołymi stopami! Natomiast podczas upałów widziałam tajwańskie dziewczęta, które nosiły wysokie kozaki, a mi nawet w klapkach było za gorąco…

Tak czy inaczej, nastał Chiński Nowy Rok i należało świętować. Tajwańczycy kultywują stare chińskie tradycje - zawieszają na drzwiach nowe obrazki z życzeniami bogactwa, powodzenia i długowieczności, przyrządzają na kolację rybę, która jest symbolem szczęścia (ale jej nie jedzą!), obdarowują się "księżycowymi ciasteczkami" i "przekupują" Zao jiuna - Boga Pieca, który obserwuje ich przez cały rok i donosi o ich złych i dobrych uczynkach Nefrytowemu Cesarzowi panującemu w Niebie. Żeby nie wyjawił zbyt wielu grzechów, obdarowują go słodyczami, owocami, a nawet smarują mu usta miodem.

Przeddzień Nowego Roku odwiedziła mnie właścicielka mieszkania i zapytała, czy może odprawić modły do opiekuńczych bogów. Ponoć poprzedni lokatorzy nie zgodzili się na te rytuały i potem spotykały ich same nieszczęścia. Nie chciałam ryzykować! Przy okazji mogłam się przyjrzeć kolejnej tradycji.

Kiedy ulicami miast przejdą parady smoków i lwów, ucichnie huk petard i fajerwerków, nastaje czas… nudy. Wszyscy mają wolne, wszystko jest pozamykane, a deszcz ciągle pada… Ale ja wcześniej kupiłam sobie nową płytę Yo Yo Ma (genialnego wiolonczelisty rodem z Tajwanu), zaopatrzyłam się w kolorowy papier i przy dźwiękach wspaniałej muzyki zgłębiałam sztukę chińskich wycinanek.
Marzec - podróż na południe.
Pod koniec marca skończyła się pora deszczowa i znowu nastały upały. Pojechałam wtedy na południe Tajwanu do miejscowości Kending na terenie parku narodowego. Po kilkunastogodzinnej podróży miałam wrażenie, że ta wyspa to jedna wielka fabryka! Ciągle mijałam jakieś zakłady przemysłowe, a każde miasto było podobne do kolejnego. Nie należy jednak zapominać, że ponad połowę powierzchni Tajwanu zajmują masywy górskie, wygasłe wulkany, terasy i kotliny. Jest tam siedem parków narodowych i krajobrazowych!

Moja podróż trwała wiele godzin, bo jechałam autobusem, ale w 2007 roku Tai Pei na północy i Gao Xiong na południu połączyła Taiwan Gaosu Tielu czyli tajwańska kolej wysokich prędkości. Pociągi Shinkansen typu 700T pokonują dystans ok. 350 km w 90 minut!

W Kending zniknęły drapacze chmur i zatłoczone ulice. Było świeże powietrze, piękne krajobrazy, piaszczysta plaża nad Pacyfikiem i samotna latarnia w Eluanbi, na najbardziej wysuniętym na południe koniuszku wyspy.
Nie znam się na faunie i florze, dlatego nie wymienię przyrodniczych atrakcji, które można spotkać na terenie tamtejszego parku. Z pewnością jest ich wiele, ale ja zwyczajnie delektowałam się spacerami pośród górskich ścieżek i przełęczy, rowerowymi przejażdżkami po okolicy i wylegiwaniem na plaży. To były moje krótkie wakacje.

Kiedy wróciłam do Tai Pei moja tajwańska sąsiadka mnie zbeształa: "Jak mogłaś się tak opalić?! Po co?! Przecież masz taką piękną, białą skórę!" Cóż, Azjatki używają kremów wybielających, a Europejki biegają do solarium… Kolejna różnica kulturowa.

Kwiecień - Yeliu Park i siarkowe źródła.
Warto zwiedzić okolice Tai Pei, bo i tunie brakuje zjawiskowych krajobrazów. Yeliu Park to miejsce, w którym wiatr i woda przeistoczyły skały w niezwykłe rzeźby. "Żółwi pancerz", "morskie buty", "korzeń imbiru", "grzyby", "głowa księżniczki" - to tylko kilka nazw nadanych dziełom stworzonym przez siły natury, ale można pobudzić wyobraźnię i dostrzec jeszcze coś nowego! Niektóre formy są tak przedziwne, że chwilami ma się wrażenie, iż ten krajobraz jest bardziej księżycowy, niż ziemski.
Równie "nieziemsko" jest w górach otaczających miasto. Stoki oprószone żółtym pyłem, buchający dym i specyficzny zapach to nic innego, jak podziemne siarkowe źródła. Kąpiele w ich wodach mają właściwości zdrowotne i nie jest to tylko "wynalazek" chińskiej medycyny, bo przecież w Europie nie brakuje uzdrowisk oferujących siarkowe zabiegi.

A propos medycyny, to tajwańskie szpitale leczą w "cywilizowany" sposób, więc w razie kłopotów zdrowotnych nie mamy się czego obawiać - z pewnością nam pomogą. Na każdym rogu znajdziemy też normalne apteki, w których można kupić aspirynę, witaminę C i inne znane nam lekarstwa.

Maj - Bogowie Nieba i Ziemi...
Panteon chińskich bogów jest niezliczony. Nie można ich ignorować żyjąc w tamtej kulturze, bo wciąż przewijają się przez codzienność i ciągle czuje się ich obecność.
Nie ważne, czy to będzie nowoczesny bank, czy mały sklepik z porcelaną - raz w miesiącu ich właściciele składają przed wejściem ofiary dla bogów i palą papierowe "pieniądze", modląc się o pomyślność w interesach.
Kiedy nadchodzi święto boga miasta, jego rzeźbiona figura przemierza ulice pośród kolorowej parady i huku fajerwerków. Fajerwerki mają odstraszać złe duchy, by nie nawiedzały mieszkańców.
Kiedy ktoś umiera, na pogrzebie jest kapłan taoistyczny, buddyjski, a nawet shintoistyczny po to, by pomodlić się do wszystkich bogów właściwych do przejścia na tamten świat i żadnego nie obrazić.
Nie ma znaczenia, czy jesteś buddystą, taoistą lub wyznajesz doktryny Konfucjusza - do świątyni idziesz prosić o łaskę boga, który akurat może pomóc ci w twojej potrzebie.

Spośród wszystkich chińskich bogów najbardziej lubię postać pięknej i mądrej Xiwangmu - Bogini Matki Zachodu, która mieszka na Nefrytowej Górze, a w swym ogrodzie hoduje brzoskwinie - owoce nieśmiertelności. Co trzy tysiące lat Xiwangmu świętuje swoje urodziny, wyprawia wielką ucztę, a swoich gości częstuje brzoskwiniami. Kto ma zaszczyt skosztować tych niezwykłych owoców, staje się nieśmiertelny…
Taoiści od wieków wiedzieli, że brzoskwinie mają właściwości przedłużające młodzieńczy wygląd, nasi naukowcy odkryli je znacznie później.

Czerwiec - zongzi i wyścigi smoczych łodzi.
W piąty dzień piątego miesiąca księżycowego przypada Święto Smoczych Łodzi, upamiętniające słynnego poetę Qu Yuana, który popadł w niełaskę cesarza i z rozpaczy rzucił się w nurt rzeki. Rybacy, którzy to zobaczyli wsiedli do łodzi, by pospieszyć mu z pomocą, jednak nie udało się im uratować poety. Od tamtej pory co roku odbywa się święto, którego główną atrakcją są wyścigi smoczych łodzi. Teraz takie wyścigi można oglądać nawet na poznańskiej Malcie, ale jest to zwykła dyscyplina sportowa, nie mająca nic wspólnego z poezją Qu Yuana…
Tego dnia wszyscy zajadają się zongzi. Są to kulki ryżowe z warzywami lub mięsem, owinięte liśćmi bambusa i gotowane na parze. Zongzi wrzuca się również do wody jako pożywienie dla duszy tragicznie zmarłego poety. Pewnie ryby są zadowolone z tych darów!
Lipiec - jeszcze trochę o jedzeniu.

Kiedy przyjechałam na Tajwan, często słyszałam pytanie "Jadłaś już?" I niestety czasami odpowiadałam zgodnie z prawdą, czyli "Jeszcze nie." Dopiero po jakimś czasie wytłumaczono mi, że to jest forma powitania, coś w stylu "Jak się masz?" Jeśli jadłeś, to znaczy, że stać cię na jedzenie i masz pieniądze, a jeśli masz pieniądze, to znaczy, że masz pracę, a jeśli masz pracę, to znaczy, że wszystko u ciebie w porządku i jeśli nie chodzisz głodny, to znaczy, że jesteś silny i nie będziesz chorował. Pełny brzuch najważniejszy!

Dla mnie problemy z jedzeniem zaczynały się od samego rana. Nie można było kupić świeżych bułek na śniadanie, napić się cappuccino w kafejce… Tajwańczycy rano jedzą jajka, makarony, mięsa, czyli wszystko to, czego ja o tej porze nie jestem w stanie przełknąć. Cóż, w markecie można kupić chleb tostowy i nowozelandzki biały serek. Albo dżem. Kawa też jest dostępna - zwykła i rozpuszczalna. Do samego końca nie przestawiłam się na "chińskie" śniadania.
Za to lunche i obiady jadałam na mieście i delektowałam się chińską - tajwańską kuchnią. Knajpy nie wyglądały efektownie, czasami wręcz obskurnie. Tajwańczykowi wystarczy rozkładany stolik, dwa taborety i jeden garnek, by rozkręcić "kuchenny" interes. Gotowanie ma we krwi. Nawet zwykłe wegetariańskie baozi były wyśmienite (baozi przypominają poznańskie parowane pyzy, tylko że mają nadzienie w środku). Albo pieczone pierożki z sosem sojowym, gorący rosół z imbirem, krewetki w cieście, ryż z batatami, smażone warzywa… To nie były żadne wykwintne dania, bo jako "biedna studentka" wybierałam najtańsze kąski, ale wszystko smakowało wspaniale. No może za choudoufu nie przepadałam. Bo czy może być smaczne coś, co jest śmierdzące? Choudoufu to właśnie "śmierdzące tofu" - sojowy serek z sosem czosnkowym. Mięsa węża też nigdy nie spróbowałam. Można je było kupić tylko na nocnym bazarze i było drogie. Tajwańczycy twierdzą jednak, że jest bardzo zdrowe i chroni przed wieloma chorobami. Ach, ta medycyna chińska!

Pewnego dnia wybraliśmy się w kilka osób nad ocean. W porze lunchu w pobliskiej knajpie zamówiliśmy krewetki. Jakież było nasze zdziwienie, kiedy kelnerka przyniosła nam półmisek krewetek polanych majonezem i posypanych… kolorowymi cukiereczkami, którymi my zazwyczaj dekorujemy ciasta. Kuchnia chińska czasami pobudza zmysł smaku w sposób dość zaskakujący!

Sierpień - tajfun na pożegnanie.
Po pewnym czasie wiele rzeczy przestaje szokować. Przyzwyczajasz się do parnego powietrza, kolejnego tajfunu, trzęsień ziemi, nieustającego brzęczenia cykad, skuterów jeżdżących po chodnikach i niekończących się pytań o sprawy niemalże intymne… Masz ulubione miejsca, wybrany stolik w knajpce, pozdrawiasz znajomych na ulicy, znasz rozkład jazdy najbliższego autobusu, a do sklepów chodzisz nie po to, by kupić pamiątki z podróży, tylko pochłaniacz wilgoci, bambusowe pałeczki i papier toaletowy.
A jednak nie można poczuć się tak do końca jak "u siebie". Zbyt wiele różnic między nami. Pomimo, że Zachód zafascynowany jest kulturą Dalekiego Wschodu, a Daleki Wschód przejmuje zachodnie standardy, wciąż są to dwa różne światy…
Czas zwinąć ten zwój, który namalowałam słowami. To koniec mojej podróży, chociaż jest tam jeszcze wiele ścieżek, którymi warto podążyć. Ale niech każdy odkryje własną!
Informacje praktyczne
Tajwan jest drogi i mało atrakcyjny turystycznie, dlatego jeśli ktoś ma ochotę poznać chińską kulturę i pozwiedzać piękne zabytki, lepiej niech wybierze się w podróż do Chin kontynentalnych. Ale jeśli ktoś chce uczyć się języka chińskiego - na Tajwanie znajdzie wiele dobrych, nowoczesnych szkół, gdzie utrzymywany jest wysoki poziom nauczania. Co do kontaktów biznesowych, nikomu chyba nie trzeba przypominać, że Tajwan to zagłębie elektroniki - większość naszych komputerów wyprodukowanych zostało właśnie na Tajwanie.
- podróż: brak bezpośrednich połączeń lotniczych z Polski, najłatwiej dotrzeć tam z Monachium lub Frankfurtu, zawsze jednak jest przesiadka w Hong Kongu lub w Bangkoku
- hotele: wg portalu booking.com w Tai Pei ceny pokoju 2-osobowego zaczynają się od 170 PLN za dobę
- na pobyt do 90 dni nie jest wymagana wiza
- jednostka monetarna: nowy dolar tajwański - 1 TWD = 0,0939 PLN
- strefa czasowa: UTC +8
- klimat: podzwrotnikowy na północy oraz tropikalny na południu
- ruch uliczny: prawostronny
- Warszawskie Biuro Handlowe - polska placówka dyplomatyczna na Tajwanie
- Biuro Gospodarcze i Kulturalne Tai Pei - tajwańska placówka dyplomatyczna w Polsce


 

 

Nasi Partnerzy

 

Copyright ©  Turystyka Kulturowa 2008-2018


Ta strona internetowa używa pliki cookies w celu dostosowania serwisu do potrzeb użytkowników i w celach statystycznych. W przeglądarce internetowej można zmienić ustawienia dotyczące cookies. Brak zmiany tych ustawień oznacza akceptację dla cookies stosowanych przez nasz serwis.
Zamknij