Główna :  O nas :  Impressum :  Literatura  :  Dla autorów :  Archiwum :  Publikacje :  Kontakt :  turystykakulturowa.ORG

 

Data wydania 29 maja 2011, redaktor prowadzący numeru: Paulina Ratkowska

Numer 6/2011 (czerwiec 2011)

 

Recenzje

 



Zimne piwo i krokodyle. Rowerem dookoła Australii
Autor: Roff Smith
Wydawnictwo: National Geographic 
Data wydania: 2006
Okładka: twarda
ISBN: 83-88132-63-6
Liczba stron: 344
Format: 155X235

Paulina Ratkowska

O Australii trochę inaczej
„Zimne piwo i krokodyle. Rowerem dookoła Australii” - Roff Smith

          Książka „Zimne piwo i krokodyle” ukazała się w 2001 roku nakładem National Geographic w serii „Na krańce świata”. Serii, która prezentuje niezwykłych ludzi, wyprawy tak gęste od przygód, że aż nierealne, odległe lądy i morza. Autorzy tego cyklu, jak też bohaterowie ich opowieści, pochodzą z różnych krajów, ale także i epok. W trakcie swoich podróży poznają i odkrywają przed czytelnikami kulturę i obyczaje egzotycznych ludów, tajemnice przyrody i historii. Podobnie jest w przypadku książki Roffa Smitha – „Zimne piwo i krokodyle”. Jest to jedna z nielicznych publikacji na polskim rynku o podróżach rowerem - i przy tym przeznaczona nie tylko dla zagorzałych rowerzystów.
          Książka stanowi kronikę podróży po wciąż nie do końca poznanym kontynencie. Autor jest dziennikarzem, korespondentem magazynu „The Times”, obywatelem Stanów Zjednoczonych, który przez 15 lat mieszkał w Australii. Pewnego dnia stwierdził, że o swojej nowej ojczyźnie nie wie praktycznie nic, dlatego zdecydował się ją dla siebie odkryć i odnaleźć przy tym sens swojego życia. Mający kilka kilogramów nadwagi i prawie 38 lat na karku Smith pod wpływem impulsu zdecydował się rzucić pracę i... odkryć Australię. Słaba kondycja finansowa, jak również pragnienie bezpośredniego kontaktu za pośrednictwem wszystkich zmysłów z nieznanym, zadecydowały o wyborze środka lokomocji. Tak więc Smith w ciągu dziewięciu miesięcy przejechał ponad 16 000 kilometrów, właśnie na rowerze, praktycznie objeżdżając na nim kontynent dookoła, odwiedzając po drodze wszystkie stany. Przejeżdżał przez miasta, pustynie, góry czy malutkie wioski, a raczej osiedla na pustkowiu. Jechał przez zatłoczone przedmieścia Sydney, autostrady i bezdroża. Stawiał czoło stromym wzgórzom, przeciwnym wiatrom, upałowi, tropikalnym ulewom, muchom, gryzącemu pyłowi, własnemu pragnieniu czy wreszcie samotności. Australii z pewnością nie da się podsumować tylko jako krainy zimnego piwa i krokodyli – o czym na własnej skórze przekonał się autor i o czym zresztą zaświadcza we wspaniałych opisach przyrody, ludzi, ich zwyczajów i kultury, zamieszczonych w swojej książce.
          Jak to bywa w przypadku samotnych wypraw, Smith spotkał na trasie wielu różnych ludzi: od życzliwie nastawionych Aborygenów po niektórych ksenofobicznych właścicieli przydrożnych zajazdów. Poznał tych ciężko pracujących – farmerów, górników, robotników budowlanych, ale także zwykłych włóczykijów, szukających swojego miejsca na ziemi. Australijczycy, przyzwyczajeni do tego, że co rusz ktoś wyrusza w poszukiwaniu pracy czy lepszego życia, niejednokrotnie wędrując przy tym setki kilometrów, są generalnie otwarci i sympatyczni, ujmująco uprzejmi, skorzy do pomocy i gościnni. Autor w swoich opisach stara się zachować obiektywizm – prezentuje nie tylko tych życzliwych i pomocnych, których spotkał, ale także tych nielicznych nieuprzejmych. Opisuje, czego doświadczył od ludzi, jak sypiał i jak pracował, np. przy strzyżeniu owiec, by móc się w trakcie tej wyprawy utrzymać. 
          Jego relacje są bardzo dokładne, niezwykle realistyczne: można się niemal zapomnieć i mieć wrażenie że to nie Smith, ale my sami oglądamy wyścigi samochodów na baterie słoneczne czy odwiedzamy lasy deszczowe na północy kraju, w których licznie zamieszkują krokodyle. Wspólnie spotykamy także emu, misie koala czy stada kangurów. Dzięki lekturze Australię można dotknąć i nawet powąchać. Książka nie chce być leksykonem na temat Australii - jej autor nie sili się na żadną naukową analizę – po prostu po powrocie do domu opisał on swoją wyprawę jako wielką przygodę. „Zimne piwo i krokodyle” jest o tyle niesamowite, że zupełnie zwyczajne. Każdy normalny człowiek może sobie pozwolić na taką eskapadę – wystarczy tylko chcieć. 
          Książkę czyta się dobrze, jest napisana barwnie, wciąga, czyta się ją szybko. Szybko też można polubić narratora. Jest niezwykle wyważony, potrafi znaleźć złoty środek pomiędzy tym, co pozytywne, a tym, co negatywne, by finalnie przedstawić jak najbardziej obiektywny opis. Gdy wyjeżdżał z Sydney był wciąż obcokrajowcem, który niewiele wiedział o Australii, choć spędził w niej już sporo lat, obserwował jej życie i pisał reportaże. Po dziewięciomiesięcznej podróży jego wyobrażenie o kraju zmieniło się, pogłębiło, nabrał szacunku do przyrody i do ludzi tam mieszkających. 
          Książką zachwycają się recenzenci na całym świecie: wszyscy oni chwalą autora za niezwykle plastyczne i barwne opisy, za realne odzwierciedlanie rzeczywistości, za niedodawanie sobie odwagi i nieujmowanie innym ich zasług. W Polsce także książka Smitha cieszy się dużą popularnością. Tak dużą, że dziś łatwiej kupić ją w drugim obiegu niż w księgarni. Jednak „Zimne i piwo i krokodyle” to nie tylko opis podróży. Autor zwraca uwagę na często niedostrzegalny fakt – że ten najmniejszy kontynent jest terenem wciąż nie do końca przebadanym. Opisy wyraźnie pokazują, jak dziką krainą, nawet teraz - w XXI wieku - jest Australia, gdzie poza nielicznymi skupiskami ludności jest ogromna ilość miejsc, w których samotnemu człowiekowi trudno przeżyć.
          Może chciałoby się więcej szczegółów na temat poszczególnych regionów, może więcej informacji odnośnie wewnętrznej przemiany autora. Może po przeczytaniu tej książki nie uda nam się namalować obrazu, ale należy pamiętać, że Smith nie pojechał do Australii jako zwykły turysta, który chce zwiedzać i cieszyć się widokami. On tam mieszkał przez dłuższy czas i jego odkrywanie kontynentu miało być raczej odkrywaniem ludzi, zwyczajów, zachowań czy w końcu ekstremalnych warunków. To miała być jego Australia, a nie wspomnienia z wakacji. Jednak największym mankamentem książki jest to, że kończy się po trochę ponad 300 stronach. Została tak świetnie i plastycznie napisana, że każdy, kto ją czyta podkreśla, że z chęcią przeczytałby kolejne 100 czy nawet 200 stron. A tak pozostaje… przeczytać ją jeszcze raz! 
  

 

Nasi Partnerzy

 

Copyright ©  Turystyka Kulturowa 2008-2018


Ta strona internetowa używa pliki cookies w celu dostosowania serwisu do potrzeb użytkowników i w celach statystycznych. W przeglądarce internetowej można zmienić ustawienia dotyczące cookies. Brak zmiany tych ustawień oznacza akceptację dla cookies stosowanych przez nasz serwis.
Zamknij