Główna :  O nas :  Impressum :  Literatura  :  Dla autorów :  Archiwum :  Publikacje :  Kontakt :  turystykakulturowa.ORG

 

Data wydania 29 listopada 2008

Numer 2/2008 (grudzień 2008)

 

Itinerarium

 

camino zatoka Arcad


camino


camino okolice Bertoli



camino


Caldas de Reis


camino-Bermil


camino


Braga


Tomar


Bathala


Santiago


Santiago


Santiago katedra


Santiago-Swięte Drzwi

camino


camino-kaplica św. Marty


Pontevedra-Madonna Pielgrzymów


camino-okolice Briallos


camino


horeros


Padron


camino


Alcobaca


Santiago


Santiago


Santiago katedra


Santiago-Obradorio


Santiago-Tui

Vita est peregrino – „życie jest pielgrzymowaniem…”
Kazimiera Anna Kowalska-Orzechowska

   Czas wakacji to okres, w którym wielu ludzi podejmuje różnorodne wyzwania. Chcą poznać nowe kraje, ludzi, zabytki, kulturę. Pragną zrealizować swoje marzenia, często ukryte głęboko w sercu. Chcą się poddać próbie. A taką jest niewątpliwie - pielgrzymka do Santiago de Compostella w hiszpańskiej Galicji. To fenomen dzisiejszego dnia, bowiem dociera tu pieszo ok. 200 tys. osób rocznie. Liczba ta wzrasta wielokrotnie w momencie Roku Świętego, istniejącego tu wcześniej niż w Rzymie, bo od 1120r (Rzym-1300r).

   Santiago de Compostela to miejscowość położona na płn.-zach Półwyspu Iberyjskiego.. Odnaleziony tam, ok. 813 r domniemany grób Św. Jakuba Apostoła, rozsławił tę część kontynentu europejskiego i sprawił niezwykły rozwój obszarów, przez które przebiegały drogi pielgrzymkowe do Santiago. Goethe pisał, iż na tym szlaku „rodziła się Europa…”, a ludzi, którzy podążali tą drogą łączyło poczucie przynależności do wspólnoty europejskiej, jaką wtedy reprezentowała religia chrześcijańska, stanowiąca uniwersalny system wartości. Jednocześnie był to szlak, wzdłuż którego rozwijała się kultura i architektura romańska, rozprzestrzeniały się nowe idee i zdobycze cywilizacyjne średniowiecza.

   A szlaków wiodących do tego sanktuarium było kilka. Najstarszą była droga Pierwotna prowadząca z Oviedo, stolicy Asturii do Santiago. Istniała też Droga Angielska mająca dwa warianty – przez kanał La Manche do Amiens i Paryża oraz bezpośrednio z Wyspy do La Coruny, aby później połączyć się z Trasą Pierwotną. Należy też wspomnieć o tzw. Szlaku Arousa – hipotetycznej drodze ciała Apostoła z Jerozolimy do Hiszpanii, w której, w I wieku ne, prowadził działalność misyjną. Na przełomie XV/XVI w, po zakończeniu rekonkwisty i upadku ostatniego islamskiego ośrodka władzy w Grenadzie, powstała Trasa Srebrna – La Plata. Ale największe znaczenie, od XI w miały i mają nadal tzw. Trasy Francuskie (Camino Frances). Istniały cztery punkty zborne, do których docierali pielgrzymi z całej Europy, aby wspólnie wyruszyć ku relikwiom Świętego: St. Denis/Paryż/ Tours (via Turonensis);Vezelay (via Lemovicensis) – gdzie w romańskiej katedrze wielką czcią otaczano relikwie św. Magdaleny; Le –Puy–en –Velay (via Podensis) – najstarszy ośrodek maryjny we Francji oraz Arles (St. Gilles)- (via Tolosana)- do którego już w średniowieczu udała się polska pielgrzymka, aby wybłagać narodziny następcy tronu, czyli Bolesław Krzywoustego, o którym tak pięknie śpiewa Ewa Demarczyk. Te cztery Trasy przechodziły przez pirenejskie przełęcze Roncesveles i Samport, wkraczały na terytoria księstw Navarry i Aragonii i zbiegały się w miejscowości Puenta la Reina. Od tego miejsca przebiegał jeden wspólny szlak zwany Camino Grande, obecnie wpisany na Listę UNESCO.. 

   Sanktuarium i postać Św. Jakuba w Compostelii, wciąż fascynuje i przyciąga, mimo trudnej i niebezpiecznej drogi, rzesze wiernych, tworzy niezwykłą legendę, która łączy i jednoczy pielgrzymów z całego Starego Kontynentu, a również i świata. Już Dante w swoim dziele Vita Nova pisał, że chociaż peregrinos byli podróżnikami, to jednak tego określenia użył tylko w stosunku do osób, które udawały się do Santiago (palmieros-Ziemia Święta- Jerozolima; romieros – zdążających do Rzymu). 

   Większość dzisiejszych pielgrzymów rozpoczyna swoją przygodę ze św. Jakubem u podnóża Pirenejów po stronie francuskiej. Punktem wyjścia dla pielgrzymów jest St - Jean - Pied - de – Port (przejście przez przełęcz Roncesvelles) oraz Oleron (przełęcz Samport).

   Zdecydowanie mniejsze znaczenie dla dzisiejszych pielgrzymów ma trasa portugalska (ok. 5-6% wędrujących do Santiago podejmuje tą trasę), która także istniała już w średniowieczu. I właśnie tą trasą postanowiłam przejść, aby poznać smak wysiłku, skonfrontować ją z osławioną, chociażby przez Coelha w książce „Pielgrzym” trasą francuską, sprawdzić siebie i przemyśleć kilka istotnych dla mnie spraw. Idę samotnie, ale po drodze poznaję wielu nowych ludzi pochodzących z Portugalii, Włoch, Hiszpanii i mnie najbliższych - Ceriny z Brazylii i Braina z Urugwaju.

   Droga portugalska miała kilka wariantów, ale początek wszystkich szlaków rozpoczynał się w Lizbonie. Tu mamy możliwość oglądnięcia niezwykłych zabytków – chociażby słynnego klasztoru Hieronimitów, arcydzieła stylu manuelińskiego, z grobami władców Portugalii, ale i Vasco da Gamy czy pisarza Camoesa. Niedaleko Wieża Belem, w której przebywał Bem czy słynny pomnik Odkrywców Świata. Niezapomniane wrażenie pozostawia słynna Alfama – dzielnica, w której przewija się różnoraki kulturowy koloryt – arabski, żydowski, europejski. Ale nasza trasa podąża dalej. Mamy dwie możliwości – albo podejmiemy drogę biegnącą wzdłuż wybrzeża lub idącą nieco w głąb kraju. Zdecydowanie ciekawsza, pod względem dzieł architektonicznych wpisanych na Listę UNESCO, przebiega przez Alcobacę (najstarsze cysterskie opactwo w Portugalii); Bathalę (klasztor Zwycięstwa z cudownymi krużgankami); Tomar (potężny klasztor templariuszy); Fatimę (miejsce objawień maryjnych w 1917r). Obie trasy łączą się w Comibrze (najstarszy uniwersytet, ale i miejsce pochówku s. Łucji, świadka fatimskich objawień), aby powtórnie rozdzielić się na dwie drogi. Warto teraz udać się drogą wiodąca przez Barcelos (legenda o koguciku, dziś symbolu Portugalii); Bragę (barokowe założenie kalwaryjne); czy Porto (najstarsza osada, od której pochodzi nazwa kraju, któż w tym miejscu nie spróbuje wytwarzanego tu trunku).

   Aż w końcu docieramy do granicy portugalsko – hiszpańskiej. Miastami granicznymi, przez które przebiega trasa pielgrzymki są Valencia po stronie portugalskiej oraz Tui, – po hiszpańskiej, w którym dominuje sylwetka romańskiej katedry. Od tego momentu podążamy wspólną drogą – wzdłuż wybrzeża, którego linia brzegowa jest niezwykle urozmaicona. Spotkamy po drodze i tereny w miarę płaskie, ale i strome podejścia, tereny porosłe lasami sosnowo – eukaliptusowymi, jak i polami. Droga ciągnie się nieskończenie. Wychodzimy w ciemnościach, aby zdążyć przed lejącym się z nieba żarem; czasami jest to gęsta mgła, która powoduje, że wszystkie rzeczy są zupełnie mokre, wypatrujemy żółtej strzałki lub znaku muszli, która wskazuje nam kierunek marszu, nieważne jest śniadanie, może po drodze wpadniemy do niewielkiego baru na kawę lub uda nam się kupić coś w panderii - piekarni. Droga – piaskowa, gruntowa, pełna kamyków kłujących w podbicia, czasami błotnista, poprzecinana czystymi strumykami, wiedzie wśród pól, prosto, raz w górę, aby za chwile zejść w dół, droga wśród lasów i gajów, ale i droga asfaltowa, zwłaszcza przy dochodzeniu do miast. Ta najbardziej daje się we znaki zwłaszcza, kiedy jest upał. Przy drodze mijamy liczne krzyże galicyjskie, stojące tu od wieków i wciąż wskazujące wędrującym drogę do celu, dziesiątki horreros – starych i nowych spichlerzy. Dni podobne do siebie, wczesne wstawanie przy świetle niewielkiej latarki, szybkie pakowanie, wyjście, droga, wypatrywanie albergue, potem kąpiel, przepierka, odpoczynek i upragniony sen; wciąż ten sam powtarzający się rytuał. Ale dni są jednak różne – nowe krajobrazy, nowi ludzie, nowe przemyślenia – powoli się zmieniamy, choć wydaje się nam, że wciąż jesteśmy tacy sami. 

   Niezwykle wrażenia pozostawiają przejścia wśród winnic, drzew pomarańczy i cytryn, wspaniałych paproci i różnorodnych kwiatów. A w opustoszałych wioskach nieliczne starsze kobiety, które dawnym zwyczajem piorą rzeczy w kamiennych zbiornikach, traktując to zajęcie jako czas spędzony na pogawędkach, ze szczerym uśmiechem powitają pielgrzyma słynnym Buenos camino. Smutne wrażenie pozostawiają jednak kościoły – stare, romańskie, ale zwykle zamknięte. W tych otwartych spotkamy wizerunki świętych ze św. Rochem i św. Jakubem na czele oraz liczne rzeźby Matki Boskiej od Siedmiu Boleści.
A w napotkanych po drodze ablerguach rodzinna atmosfera – rozmowy, śmiechy, wspólne posiłki, chwile refleksji i modlitwy. I wciąż powtarzające się pytania – jak będzie jutro?, jaka trasa? czy dam radę?. Ale wszystkich pociesza fakt, że do Santiago coraz bliżej – 150km, a może już tylko….? Kamienne słupki z odległościami wciąż pokazują zmniejszająca się odległość i napawają optymizmem osiągnięcia celu. A zwiększająca się liczba bąbli, odcisków czy ból mięśni, już tak bardzo nie przeszkadza – „Camino musi boleć…”.

   Aż w końcu po wielodniowych trudach wędrowania ukazuje się to, co dla wielu jest najcudowniejszym momentem wyprawy. W dali, na horyzoncie ukazują się wieże Katedry. To ich, od wieków wypatrywali pielgrzymi zdążający do św. Jakuba. Jeszcze trochę wysiłku, jeszcze jedno strome podejście do miasta, ale już plecak nie ciąży jak zwykle, jakby stracił na wadze. Na twarzy uśmiech i pewność – doszłam! Nogi same niosą do upragnionego celu. Biją dzwony, godzina 11, a ja pokłoniłam się fasadzie Sanktuarium. Teraz szybko trzeba zawiadomić najbliższych, którzy z drżeniem serca dopingowali mi na odległość, do biura Pielgrzyma, aby pokazać podbity licznymi pieczątkami paszport - credencial (to dowód przejścia trasy) i uzyskać compostelkę – świadectwo ukończenia pielgrzymki i dostąpienia odpustu zupełnego (do jego uzyskania wystarczy przejść ostatnie 100km przed Santiago lub przejechać rowerem 200km). A potem pielgrzymi – ci z trasy francuskiej, angielskiej, północnej spotkają się na specjalnej dla nich mszy o godzinie 12 – Mszy Pielgrzyma. I wszystkich ukłuje w sercu, kiedy sprawujący mszę odczyta, ilu i z jakiego kraju pielgrzymów dotarło do Santiago. Coraz częściej słyszy się –dos….peregrino de Polonia. Mamy szczęście, bo niezwykłego przeżycia dostarczy nam też „rozhulane” butafumero – kadzielnica, wirująca pod samo sklepienie trójnawowego, romańskiego transeptu Katedry (nie jest to codzienna czynność). Pozostaje jeszcze jeden średniowieczny rytuał – objęcie rękoma figury św. Jakuba i modlitwa przy Jego relikwiach w podziemiu ołtarza. A po mszy dotknięcie słynnego Filara Pielgrzyma w Portyku Chwały, cudownym, romańskim zespole rzeźby mistrza Mateo.

   Część z tych pielgrzymów, którzy dotarli do Santiago, ostatnią noc, a może i wcześniejszą, spędzi w Centrum Pielgrzymkowym im. Jana Pawła II na Monte de Gozo, niedaleko pomnika Pielgrzymów, którzy wypatrują wież Katedry. To miejsce niezwykłe, a jego gospodarz Polak – ks. Roman Wcisło ze Zgromadzenia Saletynów, ma otwarte i gorące serce dla tych, którzy przeszli Camino lub wkroczyli w progi tego domu. Tu odpoczęłam po „mojej” trasie, tu wieczorami w gronie podobnych do mnie pielgrzymów z Krakowa, Śląska i Pomorza dzieliliśmy się wrażeniami z trasy, przeżywali smak „zwycięstwa” nad sobą, ale i porażkę tych, którzy, doznawszy kontuzji, ze łzami w oczach, musieli opuścić to wymarzone Camino. Jakimż wielkim przeżyciem była oprawiona codzienna eucharystia w prywatnej kaplicy ks. Romana i jego braci: Katangi i Alfonso pochodzących z Mozambiku oraz Juana z Kuby. Polecam to miejsce wszystkim, którzy kiedykolwiek dotrą do Santiago de Compostela. 

   Ilu Polaków dociera pieszo lub na rowerze do Composteli – jedno można powiedzieć – coraz więcej. I dobrze, bo trasa ta uczy pokory, trzeba zmagać się z niewygodą, palącym słońcem, strugami deszczu, pragnieniem, bólem, zmęczeniem. Ale daje ona świadectwo wiary we własne możliwości, daje poczucie spełnienia, satysfakcji, poznania i odnalezienia samego siebie. Kto i dlaczego wyrusza na Camino? Jedni mają wyłącznie swój cel religijny, inni z ciekawości – poznania kraju, jego zabytków, kultury; także spotkanych po drodze ludzi; jako realizację swoich marzeń i pragnień. Jeszcze inni traktują Camino jako wyczyn (zabójcze jednodniowe przejścia po 50, 60km a nawet i więcej), jako wyprawę, którą „należy odbyć”. Ale to, co łączy wszystkich to zdolność do podjęcia wysiłku i widoczną zmianę w postrzeganiu codzienności. Zauważamy nowe wartości – wolność, bezpieczeństwo, braterstwo, ciszę, uśmiech, kolor i barwy otaczającego nas świata, nowy smak upragnionej wody czy podarowanej przez piekarza ciepłej bułki. Jest w człowieku jakaś wewnętrzna harmonia, spokój, dystans do swojego życia i otaczającego nas zewnętrznego świata. I to jest chyba najcenniejsze. W tle pozostają zmęczenie, ale i wspaniałe katedry, kościoły, pozostałości rzymskich dróg i mostów, liczne wioski i miasta położone wśród winnic, pól uprawnych i lasów, bogactwo i urok krajobrazu. 

   Podobnie, jak inni mieszkańcy Starego Kontynentu, tak i Polacy, choć nieliczni (wielkie ryzyko i koszty, jak obecnie), od średniowiecza wyruszali w drogę do grobu św. Jakuba Starszego. Jednym ze szlaków, którymi podążali była niewątpliwie Droga Dolnośląska, która łączyła się prawdopodobnie z głównymi szlakami prowadzącymi w głąb Europy: Via Regia (Droga Królewska, zwana także Wysoką Drogą) oraz z Bursztynowym Szlakiem. Początek trasy wyznaczony był w Jakubowie, koło Głogowa, który przez długie wieki był regionalnym ośrodkiem kultu Apostoła Jakuba, o czym świadczą liczne elementy wystroju świątyni. W ubiegłym roku, za sprawą Bractwa św. Jakuba Apostoła zrekonstruowano przebieg średniowiecznej drogi do Santiago na terenie Dolnego Śląska. Prowadzi ona ze wspomnianego Jakubowa i biegnie w kierunku Zgorzelca przez Grodowiec, Polkowice, Chocianów, Bolesławiec, Nowogrodziec i Lubań. Na Moście Staromiejskim w Zgorzelcu szlak łączy się z „Ekumeniczną Drogą Pątniczą”, biegnącą przez Saksonię i Turyngię. Uroczyste otwarcie szlaku nastąpiło 24.07.2005 r. (przeddzień uroczystości św. Jakuba). Droga Dolnośląska liczy ok. 168 km. Jest w całości oznakowana symbolem św. Jakuba – biała muszla z czerwonym krzyżem na niebieskim tle. W ostatnim czasie, na terenie Krakowa, powstało podobne Bractwo św. Jakuba. Jego celem jest przedłużenie Drogi Dolnośląskiej i oznakowanie szlaku na terenie Małopolski, ale nie tylko. Siedzibą Bractwa są Więcławice, w których znajduje się kościół pod wezwaniem św. Jakuba. Tu w dniu 10.09.2007, w obecności kardynała S. Dziwisza nastąpiło wprowadzenie relikwii Świętego to tego kościoła. Bractwo zaprasza do współpracy wszystkich, którzy przeszli Camino, oraz szczególnie tych, którzy chcą w przyszłości wybrać się na szlak do Santiago de Compostela (patrz strona www.jakub-małopolska.itl.pl)
 

 

Nasi Partnerzy

 

Copyright ©  Turystyka Kulturowa 2008-2018


Ta strona internetowa używa pliki cookies w celu dostosowania serwisu do potrzeb użytkowników i w celach statystycznych. W przeglądarce internetowej można zmienić ustawienia dotyczące cookies. Brak zmiany tych ustawień oznacza akceptację dla cookies stosowanych przez nasz serwis.
Zamknij