Główna :  O nas :  Impressum :  Literatura  :  Dla autorów :  Archiwum :  Publikacje :  Kontakt :  turystykakulturowa.ORG

 

Data wydania 29 grudnia 2009, redaktor prowadzący numeru: Armin Mikos v. Rohrscheidt

Numer 1/2010 (styczeń 2010)

 

Itinerarium

 
 

Tirana
Plac Skanderberga
Centrum Dǖressi
Berat
Berat zamek
Wybrzeża Albanii
Amfiteatr rzymski Dǖressi
Butrint
Butrint
Kruja
Ruiny rzymskie w centralnej Albanii


Albania czyli szczypta egzotyki w Europie

Michał Jarnecki

          Aby zobaczyć egzotyczne zakątki świata nie trzeba specjalnie daleko jechać i wydawać wielkich pieniędzy na bilety lotnicze. Egzotyka jest w zasięgu naszej ręki, nie tylko na Dalekim Wschodzie, w Indiach, Ameryce Łacińskiej czy na wyspach Pacyfiku. Takim właśnie miejscem, które jednak szybko się zmienia, wychodząc z wieloletniej izolacji i zacofania, jest Albania.

          Mǖmes  
          Tak powitają Ciebie Albańczycy, którzy należą do jednej z najbardziej gościnnych nacji nie tylko naszego kontynentu. Szczególnie na prowincji, w górskich i trudno dostępnych rejonach kraju. Gość jest tam, o czym z niewielką chyba przesadą pisał jak na razie jedyny albański laureat literackiej Nagrody Nobla, Ismail Kadare, czymś w rodzaju półboga, którego należy nakarmić, napoić, a w razie potrzeby i w ostateczności podwieźć, dokąd chce. Podróżując z przyjacielem po tym niezasłużenie zapomnianym punkcie Europy kilkakrotnie tego doświadczyłem. Autostopem przejechaliśmy przykładowo trzecią część trasy. Zdarzało się nawet, że przygodni kierowcy napoili nas i dożywili... Jak długo jeszcze tak będzie? Trudno powiedzieć, zmiany zachodzą szybko i już teraz kraj ten ma kilka twarzy. Obok modernizujących się zgiełkliwych dużych miast, chłonnej i pragnącej poznać świat coraz solidniej wykształconej młodzieży, istnieje ta druga, choć daleka od sielskich obrazków wiejska i małomiasteczkowa Albania, gdzie życie biegnie zupełnie innym rytmem. Do pewnych rejonów tego kraju nie da się tak normalnie dojechać (chyba że samochodem o napędzie na cztery koła), nagle kończą się drogi i zaczynają dukty albo górskie ścieżki, które może kiedyś i szosami były, ale kiedy dokładnie, to już mało kto pamięta. Zarzucasz wówczas na siebie plecak i przesz do przodu, mijając dosiadane przez tubylców osiołki oraz wszędobylskie kozy czy owce. Czas zatrzymał się szczególnie w trudno dostępnych, a zarazem przepięknych krajobrazowo nadgranicznych rejonach na wysokości Czarnogóry i częściowo Kosowa, wokół Thethi, Valbone czy Bajram Curi. Istnieje jednak poważna rysa na tym pozornie idyllicznym, przypominającym Alpy czy Tatry Wysokie obszarze. Rząd słabo kontroluje ów teren, często za to spotyka się tu ludzi z bronią, co stanowi spóźniony skutek fali anarchii z 1997 r., gdy załamały się osławione albańskie piramidy finansowe. Zjawiskiem ciągle pokutującym w tych stronach jest zemsta rodowa, zwana ghjokamerą, sroższa jeszcze od wendetty, trwająca nieraz przez kilka pokoleń, o czym tak ekspresyjnie pisał Kadare w powieści „Krew za krew”. W tamte strony bez przygotowania lepiej się nie zapuszczać, a ewentualną wizytę poprzedzić nawiązaniem kontaktu z lokalnymi autorytetami....

          Stolica
          Tirana, rozłożona w dolinie u podnóża pasma Dejti (około 1600 metrów wysokości), nie jest gigantycznym organizmem miejskim, wydawać się nawet może przaśna i prowincjonalna, choć na lokalne warunki posiada pewien swój szyk i charakter. Serce miejskiego organizmu stanowi centralnie położony plac Skanderberga Obok pomnika tego narodowego bohatera, zmagającego się w XV wieku z powodzeniem z tureckim naporem, znajduje się tam szereg reprezentacyjnych gmachów. Z jednej strony jest to hotel „Intercontinental”, a obok niego dom kultury (budowla rozpoczęta przez radzieckich towarzyszy, ale już nie dokończona po wymuszonym politycznym rozwodzie „demoludów” w latach 60-tych). Z drugiej strony znajduje się muzeum historyczne o fasadzie ozdobionej stalinowską mozaiką, następnie przypominający chińskie gmaszyska bank oraz bulwar wychodzący z placu w stronę uniwersytetu. Można tez zobaczyć dawną rezydencję komunistycznego dyktatora, Envera Hodży (w oryginale Hoxy), rekordzisty powojennej Europy w utrzymaniu władzy (1944-1986) czy budynek dawnego Komitetu Centralnego, także obecnie będący siedzibą władzy (tym razem albańskiego rządu). Intrygująca jest bryła betonowego stożka, zwanego tutaj piramidą. To dawne mauzoleum towarzysza Envera, gdzie po „wyprowadzeniu” jego zwłok funkcjonuje …dyskoteka o -  niekoniecznie apetycznej - nazwie... „Mumia”.
 

Najbardziej rozpoznawalnymi Albańczykami na globie byli i pozostają: matka Teresa „z Kalkuty”, faktycznie Anna Dixie, będąca także patronką jedynego międzynarodowego lotniska w kraju; obok niej niestety komunistyczny fanatyk i dyktator Enver Hodża (lokalny odpowiednik Stalina), wywodzący się z pięknej Girjokastry oraz historyczny przywódca skutecznego oporu przeciwko Turkom, Skanderberg (Gjergi Kastrioti, Epiroti), który zbuntował się przeciw tureckiemu imperium i w oparciu o albańskie góry (a także z poparciem górali) skutecznie stawiał im opór przez 30 lat. Po jego zgonie Turcy na ponad  400 lat złamali opór dzielnego, choć małego narodu. Od niego to wziął nazwę lokalne barany, powiedzmy sobie jednak-przeciętnej jakości…

 
          Albańskie hity turystyczne

          Niezależnie od gór, rzeczywiście ślicznych, rozciągających się przez większą część terytorium niewielkiej Albanii, specjalnie urokliwych i dzikich na północy przy czarnogórskiej granicy, wielu wrażeń dostarczą wybrzeża, mało jeszcze tknięte turystyczną infrastrukturą, południa kraju. Od Vlory, gdzie w 1912 r. proklamowano niepodległość Albanii, ku greckiej granicy ciągną się cudowne plaże, częstokroć bezludne i jeszcze czyste, lepsze niż od włoskiej strony Adriatyku, przypominające Chorwację. Moim typem byłaby osada Dharmi. Z portu Saranda, na krańcach wybrzeży stosunkowo łatwo i tanio przedostać się na grecką wyspę Korfu. Jeszcze dalej na południe w osadzie Butrint znajdują się świetnie zachowane ruiny hellenistycznego miasta Butrint. Do pereł południa zaliczyć należałoby Gijrokastrę, z interesującą, tradycyjną architekturą. Szkoda tylko, że wskutek braku środków na konserwację miasto dosłownie się rozsypuje. Tutaj przyszedł na świat wspomniany komunistyczny dyktator Hodża. Zabytków nie brakuje także w mieście-muzeum Berat, ale Gijrokastra ma więcej uroku. Miasto niedawno zostało wpisane na listę światowego dziedzictwa UNESCO (wcześniej tego zaszczytu doznał Butrint). Zachwycić może jednolity styl górnego, czyli starego miasta, z typowymi bałkańskimi domami podcieniowymi i jakże bardzo charakterystycznymi albańskimi dachami z obrobionego kamienia. Ciekawym miejscem jest także portowe Dűrres. Trudno powiedzieć o nim, że jest piękne, ale bez wątpienia warto je odwiedzić: główne magnesy dla gości stanowią jego bezpretensjonalna atmosfera i otwarci ludzie, nie mówiąc o kilkunastu ładnych obiektach.

           Nieopodal Tirany należałoby zajrzeć do uroczej Kruji, historycznej rezydencji Skanderberga, z której dowodził albańskim powstaniem. W zrekonstruowanej części zamku znajdują się narodowe relikwie Albańczyków: hełm i miecz bohatera.

          Na północy warto zatrzymać się w Shkoder, czy jak kto woli Szkodrze. Atutem tego miejsca są ruiny imponującej twierdzy Rozafa, skąd rozpościera się niezapomniany i zapierający dech w piersiach widok na wielkie Jezioro Szkoderskie i pobliskie pasma Bałkanów. Shkoder może być dobrą bazą do penetracji gór w pobliżu czarnogórskiej granicy.

          Swój urok maja także rejony położone nad innym wielkim bałkańskim jeziorem - Ohrydem, ale jeszcze ładniej prezentuje się ono od macedońskiej strony, stąd więc wycieczkę w tym kierunku należy zaplanować w połączeniu z wizytą po drugiej stronie granicy.
 

Jedną z bardziej dziwacznych i w takiej masie nigdzie indziej nie dostępnej atrakcji stanowią rozsiane po całej Albanii schrony,  pobudowane w latach rządów „wielkiego wodza” Hodży. Są one materialnym rezultatem   jego maniakalnej obsesji i kompleksu zagrożonej twierdzy, który w latach 70-tych i 80-tych był głównym elementem oficjalnej doktryny komunistycznej Albanii. W trzymilionowym wówczas kraju powstało ich w sumie… około 800 tysięcy.

 
Nie zapomnijmy jednak, że pewnie największym atutem i prawdziwym skarbem tego umęczonego przez dzieje i wyjątkowo opresyjną stalinowsko-maoistowską dyktaturę kraju, są jego mieszkańcy.

          Kwestie praktyczne
          Do Albanii najbardziej opłaca lecieć... Trwa to stosunkowo krótko i jest relatywnie niedrogie. Oferta węgierskiego Malevu wydaje się najlepsza - bilet powrotny z Budapesztu do Tirany kosztuje 350-380 $.

          Wyprawa samochodem nie jest niemożliwa, ale warto przy tym mieć świadomość, że tylko niewiele albańskich dróg spełnia najbardziej podstawowe europejskie standardy, choć ich stan powoli zmienia się na lepsze. Przejście drogowe od strony Czarnogóry, niedaleko stolicy tego kraju - Podgoricy, posiada nienajgorszą szosę. Ulepszono również drogę ze stolicy do  przejścia w pobliżu Sdhkoder, prowadzącą dalej do czarnogórskich nadmorskich kurortów: Ulcinj i Budvy. Co do bezpieczeństwa turystów krążą złowrogie, najczęściej niesprawdzone mity (rozmawiałem o tym z polskim konsulem w Tiranie – nie potwierdził), choć zdarzają się wyłudzenia ze strony policji, widzącej obce rejestracje.

          Dojechać samochodem można także bez większych problemów do Sarandy, a stamtąd za 15 euro można popłynąć dna Korfu. Droga od strony Macedonii jest w gorszym stanie.

          Albańskie hotele posiadają różny standard i ceny. Nie brakuje wśród nich stalinowskich jeszcze koszmarków przed modernizacją, gdzie mało co funkcjonuje. Te jednak z kolei są bardzo tanie – ceny rzędu 8-10 $ za pokój dwuosobowy. Są też nowe prywatne pensjonaty, dosyć czyste, gdzie na ogół z kranów cieknie woda, także i ciepła. Tutaj musi być drożej -ceny zaczynają się od 10 $ lub tyleż euro od osoby. Ceny żywności są wciąż jeszcze nieco niższe, ale ostatnio zbliżyły się mocno do polskich. Powoli w Albanii robi się drogo, a prawdziwym zmartwieniem dla mieszkańców są wysokie ceny paliw.

          Natomiast tutejsza kolej jeszcze wręcz bajecznie tania i dodatkowo dostarcza niesamowitych atrakcji - na wpół zniszczone wagony, często bez szyb i siedzeń, nie mówiąc o wieszakach, powoli przesuwają się przez kraj, dając możność lepszego oglądania bez zbędnego pośpiechu. Dla pełni turystycznych wrażeń - warto spróbować!
 

 

Nasi Partnerzy

 

Copyright ©  Turystyka Kulturowa 2008-2018


Ta strona internetowa używa pliki cookies w celu dostosowania serwisu do potrzeb użytkowników i w celach statystycznych. W przeglądarce internetowej można zmienić ustawienia dotyczące cookies. Brak zmiany tych ustawień oznacza akceptację dla cookies stosowanych przez nasz serwis.
Zamknij